Robert Biedroń dzieli się w wywiadzie swoimi odczuciami o proteście Solidarności przed Sejmem. Opis jest barwny. Ale nie chodzi o to wyłącznie, że barwny. Biedroń stawia w rozmowie jedno zasadnicze pytanie: Co taki związek Solidarność ma wspólnego ze związkowym etosem. Czy niewielka grupa agresywnych, będących na związkowych etatach działaczy, może nazywać się reprezentantami związku z taką tradycją, jak Solidarność.
Robert Biedroń dla Onet.pl
Byłem przerażony protestem tak zwanych związkowców pod Sejmem. Widziałem pijanych ludzi leżących na trawniku, sikających gdzie popadnie, obrzucających inwektywami przechodniów, bijących ludzi. Taki związek zawodowy nie ma nic wspólnego z etosem Solidarności, prawdziwym ruchem związkowym. Jestem w miarę młodym człowiekiem, historię Solidarności znam z opowieści moich rodziców, ale ta historia to szacunek dla innych, dialog, wyrzekanie się przemocy. W piątek to wszystko zbezczeszczono. Wstydzę się, że widziałem te gorszące sceny pod Sejmem. CZYTAJ WIĘCEJ
Czy taki związek ma prawo nosić tą samą nazwę, co walcząca o wolność Solidarność? Czy słowo "Solidarność" nie powinno być zastrzeżone dla wyjątkowego ruchu, który w latach 80-tych porwał 10 milionów Polaków? Lech Wałęsa zabrał kiedyś Gazecie Wyborczej znaczek "Solidarności". Może teraz znaczek "Solidarności" ktoś powinien odebrać samej "Solidarności".