Robert Biedroń dzieli się w wywiadzie swoimi odczuciami o proteście Solidarności przed Sejmem. Opis jest barwny. Ale nie chodzi o to wyłącznie, że barwny. Biedroń stawia w rozmowie jedno zasadnicze pytanie: Co taki związek Solidarność ma wspólnego ze związkowym etosem. Czy niewielka grupa agresywnych, będących na związkowych etatach działaczy, może nazywać się reprezentantami związku z taką tradycją, jak Solidarność.
Ci którzy protestowali przed Sejmem mają lepiej niż większość pracowników. W swoich firmach siedzą na pensjach związkowych, zazwyczaj nie muszą pracować. Protestowanie, przykuwanie i wyzywanie mieści się niestety w ich zakresie obowiązków.
Czy taki związek ma prawo nosić tą samą nazwę, co walcząca o wolność Solidarność? Czy słowo "Solidarność" nie powinno być zastrzeżone dla wyjątkowego ruchu, który w latach 80-tych porwał 10 milionów Polaków? Lech Wałęsa zabrał kiedyś Gazecie Wyborczej znaczek "Solidarności". Może teraz znaczek "Solidarności" ktoś powinien odebrać samej "Solidarności".
Magdalena Środa proponuje, by związek zmienił nazwę na "Solidarność z PiS". A Wy?