Pracownicy zatrudnieni na "umowach śmieciowych" będą mogli tworzyć związki zawodowe. Nie oznacza to, że będą chcieli
Pracownicy zatrudnieni na "umowach śmieciowych" będą mogli tworzyć związki zawodowe. Nie oznacza to, że będą chcieli Fot. Tomasz Fritz / AG

Pracownicy zatrudnieni na umowach śmieciowych mogą zrzeszać się w związki zawodowe – orzekł Trybunał Konstytucyjny. Teraz wystarczy, że rząd zmieni przepisy i "śmieciowe związki" staną się faktem. Tylko czy to na pewno rewolucja? Bardzo prawdopodobne, że pracownicy wcale nie będą chcieli zakładać organizacji. A pracodawcy łożyć na związkowe przywileje...

REKLAMA
Zrzeszenie "śmieciowców"
Największe związki na czele z OPZZ i "Solidarnością" ogłosiły sukces, bo Trybunał Konstytucyjny uderzył w to, na co skarżyły się od lat – ograniczenie udziału w związkach zawodowych tylko do pracowników zatrudnionych na etat. TK orzekł, że jest ono niezgodne z konstytucją, więc do związków mogą zapisywać się także osoby pracujące na tzw. umowach śmieciowych oraz samozatrudnieni. Według szacunków OPZZ te dwie grupy to około 2,8 mln osób, czyli 40 proc. wszystkich pracowników.
– To przełomowy moment. Trybunał potwierdził, że definicja osoby pracującej jest w polskim prawodawstwie zawężona. Samo określenie, że pracownik to osoba na etacie, nie wystarczy. Chcemy, by uznając ten precedens, że pracownik na "śmieciówce" może się zrzeszać, taka zasada dotyczyła też innych dziedzin. Na przykład, żeby pracownik mógł pójść do sądu pracy i zyskać lepszą ochronę – mówi w rozmowie z naTemat Marek Lewandowski, rzecznik prasowy "Solidarności".
To kwestia zakładania i dołączania do związków budzi jednak największe emocje. Jeśli stanie się tak, jak chcą "S" czy OPZZ, szeregi związków poszerzą się o tysiące, jeśli nie więcej, osób. Takie zjawisko miałoby poważne konsekwencje, przede wszystkim dla relacji pracowników z pracodawcami. Mówią o tym (i pozytywnie oceniają) także przedstawiciele organizacji tych drugich.
Stanisław Gomułka
główny ekonomista Business Centre Club

To bardzo dobra decyzja. Pracownicy zatrudnieni na umowach zlecenie mogli się czuć wykluczeni z procesu negocjacji dotyczących ważnych spraw tej grupy pracowników. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego oznacza przyznanie im pełnych praw, jeśli chodzi o przynależność do związków zawodowych. To jest znaczący krok w kierunku unormowania, ucywilizowania relacji między pracownikiem i pracodawcą dla tej grupy pracowników.

Zostań związkowcem
Jak to miałoby wyglądać w praktyce? Najpierw krótki poradnik dla zatrudnionych na umowy śmieciowe, którzy, po tym, jak rząd wprowadzi odpowiednie przepisy, mogą chcieć skorzystać z możliwości zrzeszenia się. Na papierze wszystko wygląda dosyć łatwo. Jak mówi rzecznik "S", takie osoby będą miały dwie opcje. Pierwsza – zbudować związek od zera. Konieczne jest minimum 10 osób, opracowanie i uchwalenie statutu, rejestracja w sądzie oraz powiadomienie pracodawcy. – Łatwiejsza jest druga możliwość. Można dopisać się do istniejącego związku zawodowego. Wtedy 7-10 osób zakłada organizację związkową i rejestruje się nie w sądzie, ale np. w "Solidarności" danego regionu. Wtedy organem rejestracji będzie centrala związkowa – opowiada Lewandowski.
Wraz z rejestracją związku czy komisji zakładowej grupa pracowników zyska spore uprawnienia, wynikające z ustawy o związkach zawodowych. Zgodnie z nią np. jeśli pracownik pełni w związku ważne funkcje (na przykład jest w zarządzie) podlega ochronie prawnej. Ma to gwarantować, że nie zostanie zwolniony za obronę praw pracowniczych. Poza tym związek rzecz jasna bierze udział w negocjacjach z pracodawcą: przedstawia postulaty, naciska w określonych sprawach, protestuje, gdy planowane są np. zwolnienia grupowe. Pracownik na "śmieciówce" zyskuje więc silną reprezentację.
– Liczymy na to, że jeśli na przykład będzie grupa pracowników samozatrudnionych w stoczni, uznają, że wobec silniejszego pracodawcy mogą się zorganizować i dołączyć do związku. My jako centrala udzielimy im merytorycznej pomocy. Mamy doświadczonych związkowców, którzy zjedli na tym zęby – dodaje mój rozmówca.
Z jego wypowiedzi wyraźnie przebija wniosek, że zmiana przepisów, która nastąpi po wyroku TK, wzmocni "Solidarność". Lewandowski oburza się zaś na zarzuty, że "S" jest zainteresowana "śmieciowymi" komisjami zakładowymi, bo będzie miała z tego korzyści, jak np. udział w dochodach ze składek. – Nie można stawiać nam zarzutów, że potrafimy się organizować. Jak pan sobie wyobraża współpracę w ramach związku 100 pojedynczych pracowników ze 100 butików w Gdyni? Łatwo jest kogoś zapisać, wziąć od niego składkę, tylko co w zamian? My mamy konkretne uprawnienia i narzędzia – przekonuje.
Szef da przywileje
Wszystkie szumne zapowiedzi po wyroku TK trzeba brać jednak z przymrużeniem oka. Na poziomie teorii możliwość zakładania związków przez pracowników na umowach śmieciowych rzeczywiście wygląda rewolucyjne, ale praktyka ma z tym niewiele wspólnego. Związkowcy owszem, mogą liczyć na wzrost liczby członków, ale najprawdopodobniej będzie to marginalne zjawisko.
Podstawowym problemem jest nastawienie samych pracowników. Dziś mamy ponad 3 mln osób, które nie angażują się w działalność związkową, mimo że są zatrudnione na etat. Trudno oczekiwać, że tych, którzy dopiero dostaną do ręki taką opcję, opanuje szał zrzeszania się. – Zdajemy sobie z tego sprawę. To dopiero początek drogi. Wiele będzie zależało od tego, jak rząd będzie realizował decyzję Trybunału, jak to przełoży się na prawo – komentuje przedstawiciel "S".
Równie ważne jest też to, jak do sprawy podchodzą pracodawcy. Ich presja, oczywiście pośrednia, może zniechęcać pracowników, którzy boją się, że stracą "śmieciówkę". Tym bardziej, że zgodnie z wyrokiem TK nałożone zostaną na nich dodatkowe obowiązki. Pracodawca zobowiązany jest chociażby udostępnić związkom działającym w zakładzie pomieszczenia i urządzenia. Musi też urlopować związkowców za wynagrodzeniem, kiedy chcą "wykonać doraźną czynność wynikającą z funkcji związkowej".
– Presja pracodawców na związki zawodowe zniknie tego samego dnia, gdy znikną nieuzasadnione przywileje. Dziś pracodawca musi przecież też zbierać składki na rzecz związku zawodowego i fundować etaty – mówi naTemat Cezary Kaźmierczak, szef Związku Przedsiębiorców i Pracodawców.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl