
Pracownicy zatrudnieni na umowach śmieciowych mogą zrzeszać się w związki zawodowe – orzekł Trybunał Konstytucyjny. Teraz wystarczy, że rząd zmieni przepisy i "śmieciowe związki" staną się faktem. Tylko czy to na pewno rewolucja? Bardzo prawdopodobne, że pracownicy wcale nie będą chcieli zakładać organizacji. A pracodawcy łożyć na związkowe przywileje...
Największe związki na czele z OPZZ i "Solidarnością" ogłosiły sukces, bo Trybunał Konstytucyjny uderzył w to, na co skarżyły się od lat – ograniczenie udziału w związkach zawodowych tylko do pracowników zatrudnionych na etat. TK orzekł, że jest ono niezgodne z konstytucją, więc do związków mogą zapisywać się także osoby pracujące na tzw. umowach śmieciowych oraz samozatrudnieni. Według szacunków OPZZ te dwie grupy to około 2,8 mln osób, czyli 40 proc. wszystkich pracowników.
To bardzo dobra decyzja. Pracownicy zatrudnieni na umowach zlecenie mogli się czuć wykluczeni z procesu negocjacji dotyczących ważnych spraw tej grupy pracowników. Wyrok Trybunału Konstytucyjnego oznacza przyznanie im pełnych praw, jeśli chodzi o przynależność do związków zawodowych. To jest znaczący krok w kierunku unormowania, ucywilizowania relacji między pracownikiem i pracodawcą dla tej grupy pracowników.
Jak to miałoby wyglądać w praktyce? Najpierw krótki poradnik dla zatrudnionych na umowy śmieciowe, którzy, po tym, jak rząd wprowadzi odpowiednie przepisy, mogą chcieć skorzystać z możliwości zrzeszenia się. Na papierze wszystko wygląda dosyć łatwo. Jak mówi rzecznik "S", takie osoby będą miały dwie opcje. Pierwsza – zbudować związek od zera. Konieczne jest minimum 10 osób, opracowanie i uchwalenie statutu, rejestracja w sądzie oraz powiadomienie pracodawcy. – Łatwiejsza jest druga możliwość. Można dopisać się do istniejącego związku zawodowego. Wtedy 7-10 osób zakłada organizację związkową i rejestruje się nie w sądzie, ale np. w "Solidarności" danego regionu. Wtedy organem rejestracji będzie centrala związkowa – opowiada Lewandowski.
Wszystkie szumne zapowiedzi po wyroku TK trzeba brać jednak z przymrużeniem oka. Na poziomie teorii możliwość zakładania związków przez pracowników na umowach śmieciowych rzeczywiście wygląda rewolucyjne, ale praktyka ma z tym niewiele wspólnego. Związkowcy owszem, mogą liczyć na wzrost liczby członków, ale najprawdopodobniej będzie to marginalne zjawisko.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
