
Dziennikarz Polskiego Radia Kamil Szwarbuła chce, żebyśmy w całym kraju celebrowali Święto Muzyki. To duże wydarzenie w Europie, artyści i publiczność podchodzą do tego bardzo serio. Inicjatorem był francuski kompozytor polskiego pochodzenia, Marcel Landowski – w 1981 roku. Przez ponad 30 lat Święto rozwijało się, a w Polsce udajemy, że go nie ma. Czas to zmienić.
REKLAMA
Czym jest Święto Muzyki? Czy to wydarzenie, które powinno odbywać się równocześnie w całej Polsce?
Dokładnie o to mi chodzi, żeby było obchodzone w całej Polsce. Na całym świecie robi się to dość hucznie. We Francji szaleją na punkcie tego święta, na każdej ulicy jest jakiś muzyk, fortepian czy gitara. Ktoś śpiewa, występuje chór. Ludzie naprawdę to celebrują. Tak sobie pomyślałem, że czemu my tego nie robimy w naszym kraju?
Nie znam ani jednej osoby, która by powiedziała - nie lubię muzyki. Więc skoro wszyscy lubią, to świętujmy, skoro to dla nas taki ważny element życia. Pomyślałem jednak, że trzeba zrobić krok dalej. OK, fajnie, niech ludzie wyjdą na ulicę, niech grają, ale czemu nie zrobić przy okazji czegoś pożytecznego? Jak już jesteś na ulicy, wystaw kapelusz, futerał od gitary i zbierz pieniądze. A jak je zbierzesz, to przekaż je na cel charytatywny. I od razu ludzi poinformuj, że tych pieniędzy nie zbierasz dla siebie. Powiedz słuchaczom, że to, co dzisiaj wrzucą do tego kapelusza, przekażesz na jakiś cel. Stąd nazwa akcji "Daruj muzę".
Kto zdecyduje, na jaki cel mają iść środki?
Niech muzycy sami sobie wybiorą. Czy to będzie schronisko dla psów, czy chore dziecko, które potrzebuje pieniędzy na rehabilitację. Czy może jakaś organizacja lub stowarzyszenie zbiera pieniądze na rewitalizacje cmentarza lub odbudowę jakiegoś pomnika. Temat dowolny. Muzyk zadecyduje o tym, komu chce przekazać te pieniądze.
Ale może zrobić to odwrotnie. Bo może jakaś organizacja stwierdzi, że chce się włączyć w tę zabawę i znajdzie muzyka, który poprze akcję. I zorganizuje gdzieś na ulicy, gdzieś w swoim mieście, w swojej wsi takie spotkanie. Patrzcie, my się zajmujemy takimi rzeczami, zbieramy pieniądze na to i na to, pomagamy takim ludziom, a dzisiaj jest Święto Muzyki i przyszedł Antek z poczty, który umie grać na gitarze i zagra dla was koncert darmowy. Tu jest kapelusz, wrzućcie tam pieniądze, a my je przekażemy temu choremu dziecku, które potrzebuje pomocy.
Film promujący akcję "Daruj Muzę"
Czy działania charytatywne pojawiały się już wcześniej w trakcie Święta? Czy to nowy pomysł, na który wpadłeś jako pierwszy?
Ja nie słyszałem, żeby ktokolwiek coś takiego robił. Być może gdzieś tam już to jest, bo pomysł nie jest wybitnie rewolucyjne. Do tej pory w Polsce nie udawało się zmobilizować polskich artystów do takiej akcji. Mało kto wie o tym święcie, tylko kilka razy odbywały się wydarzenia z nim związane. Toruń bardzo się stara, ale to wciąż nie jest na taką skalę jak na przykład we Francji.
Dlaczego?
Mam na to pewną teorię. Święto Muzyki jest 21 czerwca. To jest pierwszy dzień lata. To okolice końca roku szkolnego, więc na głowach ludzi były zupełnie inne rzeczy, zwłaszcza młodych ludzi. Oni chcą jak najszybciej zdobyć to świadectwo szkolne i pojechać na wakacje. Teraz od kilku lat to się zmieniło i ten koniec roku jest troszeczkę później, w tym roku chyba nawet pięć dni później czy sześć. Wciąż jakieś inne rzeczy są na głowie, uczniowie i studenci nie mają jeszcze odpoczynku. Więc może dlatego to się jakoś u nas nie przyjmowało. Mam nadzieję, że w tym roku będzie okazja, żeby ten ważny element naszego życia - muzykę - celebrować.
W tym czasie zwykle odbywają się Wianki, ludzie chodzą na duże koncerty plenerowe, gdzie mogą zjeść kiełbaskę z grilla i watę cukrową. To kojarzy się z początkiem lata, dla wielu jest tradycją. Co ma wyróżniać Święto Muzyki w Polsce? Jak zachęcić publiczność?
To prawda. To też jest pewnie kwestia tego, że te festyny ktoś organizuje. Ja sobie wyobrażam, że Święto muzyki to taka impreza oddolna. Że ludzie sami wychodzą na ulicę. Na tym mi zależy, żeby ci ludzie w całej Polsce sami z siebie złapali tę pozytywną energię i chcieli grać. Nie myślę o tym, żeby nagle zakładać jakąś fundację czy organizację, kompletnie mnie to nie interesuje. Chodzi mi tylko i wyłącznie o pobudzenie pozytywnej ludzkiej energii.
Wychodzę z takiego założenia, że bylibyśmy naprawdę lepszym społeczeństwem, gdyby każdy z nas przykładowo godzinę w tygodniu poświęcił na to, żeby komuś pomagać. Czy to jakiś wolontariat, czy to odwiedziny w schronisku dla zwierząt, czy w hospicjum. Bylibyśmy wtedy na zupełnie innym etapie społecznym. Ale jesteśmy tak bardzo zalatani, nie bardzo mamy na to czas. Ale mam nadzieję, że mimo wszystko znajdzie się ten pokład energii wśród ludzi, którzy mają zajawkę na muzę. Żeby tego dnia wyjść na ulicę i coś zrobić dla swoich sąsiadów - w sensie rozrywki muzycznej, a ci sąsiedzi wrzucając te parę groszy do kapelusza zrobią coś dla innych ludzi, prawdopodobnie też w ich sąsiedztwie.
Jak sobie wyobrażasz namawianie ludzi do udziału w tym wydarzeniu? Podjąłeś już jakieś działania, ktoś ci pomaga? Zostało mało czasu.
Mogę co najwyżej poprosić. Nie ma innego wyjścia. Chociażby na Facebooku. Ja przyznam szczerze, że w sprawach mediów społecznościowych nie jestem najmocniejszy, ale są ludzie, którzy mi przy tym pomagają. Bo OK, jestem pomysłodawcą całej akcji, ale marketingowo może nie jestem mistrzem świata. Dlatego jest kilka osób, które zdecydowały się w tym pomóc, znaleźli sobie ten pokład energii i w to wchodzą.
Ola Laśkiewicz, która pracuje w agencji interaktywnej, reklamowej, podpowiada mi jakie kanały promocyjne uruchomić i chyba już uruchomiła Facebooka, Twittera, Snapchata, mówiła też o Tinderze. To dość nietypowe, ale twierdzi, że Tinder powoli będzie wchodzić w akcje reklamowe.
Na razie nie widać tej akcji w Internecie. Od kiedy trwają przygotowania?
Szczerze mówiąc od tygodnia. Pomysł mi się zrodził w głowie jakieś trzy lata temu. W różny sposób kombinowałem, jak do tego podejść i nagle nadchodził 21 czerwca 2013, 2014 i mówiłem sobie - o Jezu, znowu tego nie zrobiłem. Aż w końcu w tym roku stwierdziłem – ziomek, gadasz o tym od kilku lat, weź wreszcie sprawy w swoje ręce. I rzeczywiście trochę za późno się za to wziąłem, pewnie będzie można to zrobić lepiej za rok. Ale stwierdziłem, że najwyższy czas. Wiedziałem, że jak odłożę to na kolejne lata, to nie zrobię tego nigdy. To jest może wreszcie ten rok, żeby ruszyć tyłek i to zrobić.
Czy ludzie, którzy nie potrafią tworzyć dobrej muzyki, ale mają w sobie pasję, też mogą włączyć się do akcji? Czy tylko zawodowi muzycy i amatorzy, którzy zajmują się tym mniej lub bardziej profesjonalnie i mają praktyczną wiedzę o grze?
Raczej ta druga opcja. Aczkolwiek myślę o tym, żeby zrobić coś takiego w Warszawie. Skoro ja już jestem tym pomysłodawcą, no to głupio by było gdybym sam na tę ulicę nie wyszedł w momencie kiedy namawiam do tego innych. Przyznam szczerze, że nawet myślę o tym, żeby samemu zagrać, chociaż gitarzysta ze mnie średni, wokalista chyba jeszcze gorszy. Ale ćwiczę od 3 czy 4 dni, tak że kilka utworów też sam zagram.
Mimo wszystko mam podejrzenie, że ludzie chętniej będą wspierać akcję, jeżeli muzyk dobrze śpiewa i dobrze gra na instrumencie. Oczywiście chodzi o to, żeby to była spontaniczna akcja. Żeby przyszły dzieci z pierwszej klasy szkoły podstawowej. Chociaż nie śpiewają genialnie - robią mega dobrą atmosferę. Najważniejsza jest oczywiście pozytywna energia. Jestem w stanie poświęcić być może swoje dobre imię, żeby również swoimi przeciętnymi umiejętnościami muzycznymi wesprzeć tę akcję.
A jak wygląda organizacja takiego wydarzenia od strony formalnej? Czy władze miasta będą poinformowane o Święcie? Czy może się zdarzyć, że straż miejska będzie interweniowała?
Podobno są miejsca, gdzie robią z tego problemy. Oczywiście bezpieczniej będzie, jeżeli takie wydarzenie zgłosi się w mieście, tak jak robi się manifestację czy jakieś protesty. Aczkolwiek takie pozwolenie nie jest potrzebne. Tak samo nie jest potrzebne do zbiórki pieniędzy. Rok temu zmieniły się przepisy, już nie trzeba rejestrować zbiórek publicznych w Ministerstwie. To słuszne podejście władz. To jest broszka każdego człowieka wrzucającego pieniądze, od niego zależy jak nimi dysponuje. Wrzuca tym, którym ufa.
I tak naprawdę w tej akcji chcę się opierać przede wszystkim na zaufaniu. Możemy sobie wyobrazić sytuację, że przyjdzie jakiś nieuczciwy muzyk, powie, że zbiera dla kogoś pieniądze, a później zgarnie je do kieszeni. Wierzę w to, że tak nie będzie. Ale lepiej zabezpieczyć się na taki wypadek. Jeżeli ten muzyk rzeczywiście wychodzi na ulicę, to żeby przyszedł z kimś, kto będzie te pieniądze odbierać. Czy to będzie przedstawiciel organizacji, schroniska, fundacji pomocy dzieciom, czy nawet rodzic tego dzieciaka, który zbiera pieniądze. Fajnie będzie, jeżeli ktoś uwiarygodni tę całą akcję w każdej miejscowości.
Czy zamierzasz zaprosić znanych muzyków do wspólnego grania? Albo prosić o pomoc jakieś agencje eventowe?
Szczerze mówiąc kontaktowałem się z moimi znajomymi muzykami w różnych miastach Polski. Oni wstępnie zadeklarowali chęć udziału. Ale z żadną organizacją, z nikim nie konsultowałem swoich poczynań. Liczę, że to będzie taka akcja oddolna, że ktoś podchwyci ten pomysł i sam będzie chciał ruszyć się i zagrać.
Nie bardzo jestem przekonany, czy profesjonalni muzycy się w coś takiego włączą. Z prostego powodu. 21 czerwca, to w tym roku niedziela. Początek wakacji, jest cała masa imprez. Dni różnych miast czy Wianki. I ci ludzie wieczorem w sobotę będą grali koncert, w niedzielę będą grali koncert, więc nie będzie im się chciało w ciągu dnia gdzieś tam zagrać na ulicy.
Czy jest jakieś główne motto tej inicjatywy?
Dwa słowa: gramy, pomagamy. Chodzi o to, że jeżeli robisz coś fajnego, podziel się tą swoją umiejętnością z innymi. Jednocześnie możesz komuś pomóc. Być może nawet uratować życie.
Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl
