
Lena i Edyta prowadzą fanpage Niezgodność produktu z opisem i są postrachem internetowych sprzedawców, którzy wysyłają swoim klientom produkty, które nijak się mają do ich opisów i zdjęć ze stron internetowych butików. Często pomagają dochodzić konsumentom swoich praw. Poza tym fundują swoim czytelnikom naprawdę niezłą rozrywkę.
REKLAMA
Robisz jeszcze w ogóle zakupy w sieci?
Naprawdę bardzo rzadko. Wolę zakupy, że tak powiem w realu. Ale jak już są to ubrania, to mam kilka sprawdzonych sklepów, gdzie faktycznie wiem, jaka jest jakość prezentowanych produktów.
Zostałaś kiedyś oszukana przez internetowych sprzedawców?
Kilka razy, ale były to sprawy związane z rozmiarem. Produkty miały zupełnie inne wymiary niż te, które zostały podane na stronie. Do jakości nie miałam żadnych zastrzeżeń. Nie miałam też problemów z wymianą.
Skąd więc pomysł na fanpage?
Razem z siostrą interesujemy się modą. Przeglądamy fora, blogi i w komentarzach można było znaleźć smutne historie np. o tym jak sprzedający nie chce zwrócić pieniędzy za wadliwy towar. Tego było tak wiele, że stwierdziłyśmy, że założymy stronę, która będzie przestrogą dla kupujących i karą dla złych sprzedających.
Rozumiemy, że można się pomylić wysyłając inny rozmiar, ale te produkty, które publikujemy zupełnie odbiegają od tych, które były zaprezentowane za zdjęciu danej aukcji.
Nie myślałyśmy, że powstanie z tego coś aż tak wielkiego.
Chyba nie brakuje wam pomysłów na posty.
O nie, otrzymujemy dziennie około 20-30 wiadomości. Część z nich powtarza się jak np. ciastka z Biedronki, które mają mniej kolorowych cukierków niż na opakowaniu, ale z tych 30 przynajmniej połowa jest naprawdę szokująca.
Nie boicie się, że ktoś wyśle wam fałszywe fotografie?
Staramy się sprawdzać czy to prawda. Ludzie wysyłają nam swoje zdjęcia, screeny maili z nieudanych prób zwrotu danego produktu, paragony i rozmowy ze sprzedawcami. W razie czego zawsze mamy podkładkę.
Najczęściej publikujecie zdjęcia ubrań.
Tak, szczególnie tych kupionych na Allegro od ludzi, którzy jakimś cudem mają dużo pozytywnych komentarzy. Nie wiem jak to możliwe, być może je także można kupić… Sklepy internetowe zwykle sprzedają towar zgodny z opisem, a na Allegro nie wiesz kto jest tym sprzedającym.
A kwiatki z Alliexpress?
Myślę, że ludzie są świadomi tego, jak funkcjonuje Alliexpress. Zamawiają tam produkty na próbę, bo są niewielkie koszty i raczej już nie wracają. Tam jest tandetna chińszczyzna. Oczywiście dostajemy również i takie zdjęcia, ale one nie robią aż takiego wrażenia.
Tego typu wpadki to kwestia nieprzemyślanego zakupu?
Na pewno tak, bo aby była jakość musi za nią iść też cena. Jeżeli coś wygląda na modelce przepięknie, a sukienka kosztuje 35 zł, to coś tu nie gra. Nie namawiam do zakupu drogich markowych rzeczy, ale zastanówmy się nad jakością i róbmy zamówienia w sprawdzonych sklepach.
Myślę, że powinniśmy dochodzić swoich praw. Nieważne, czy kupiliśmy buty za 300 czy 35 zł. Należy się nam prawdziwy produkt ze zdjęcia.
Który nietrafiony zakup wydał ci się najbardziej spektakularny?
Pewna dziewczyna zamówiła na Allegro używaną sukienkę polskiej marki, która wcześniej była bardzo promowana przez celebrytki i blogerki. Cena była okazyjna, a przyszedł jej żyrandol. To coś wyglądało jak materiał dla medycznego personelu i było na metalowym stelażu… Sama z tego się śmiała, a my jeszcze bardziej.
Mnie najbardziej zaskoczyły bukiety kwiatów wysyłane za pośrednictwem różanej poczty.
O tak, dzień kobiet, dzień matki to niezłe okazje na takie kwiatki w postaci kwiatów. Podobnie jest z tortami, kiedy ktoś dopiero w dniu danego wydarzenia widzi ten “maszkaron”.
Opublikowałyście również pewien tatuaż z piórkiem...
Przykra historia. Dziewczyna była umówiona do poleconego studia tatuażu. Miał jej go wykonać jego szef, ale padło na kogoś innego. Niestety klientka nie widziała co powstaje na jej plecach, więc tatuażystce wystawiła negatywną opinie. Ta nie pozostała dłużna…
Ostatecznie straciła pracę, a właściciel studia będzie starał się poprawić dziewczynie tatuaż.
To dziwne, że ludzie, którzy sami coś spierdzielą ratują, się atakiem. Powinni się przyznać i przeprosić… Czasem jesteśmy zastraszane, by usunąć dane zdjęcia, ale mamy misję i nie uginamy się.
Jak to wygląda?
Te większe firmy chylą czoło, przepraszają i przyznają się do winy. Starają się też rekompensować wpadki. Niestety, mali przedsiębiorcy zwykle nie radzą sobie z sytuacją. Najlepsze w tym wszystkim jest to, że sami się demaskują. Nie ujawniamy ich nazw we wpisach, ale ci je komentują.
Bywa, że poszkodowani piszą do nas, że nie mają żadnego kontaktu z danym sprzedawcą. Nie odpisują, nie odbierają telefonów, a dziwnym trafem, jak tylko opublikujemy wpis to od razu się do nas odzywają. Nie raz dzięki stronie udało się załatwić sprawę, albo sprawić, że dany sprzedawca usunął swoje konto na Allegro. Niestety, nie mamy pewności, czy nie założył pod innym nickiem...
Publikowane przez Was treści bardziej was bawią czy smucą?
To zależy. Często dziewczyny mają dystans do siebie i wysyłają nam swoje zdjęcia w za małych strojów kąpielowych, w których pękają szwy i też nas to bawi. Ale smucą takie sytuacje, że ktoś zamawia coś za 300 zł, a otrzymuje zupełnie inny produkt, który nie jest wart nawet 5 zł. To smutne i aż szkoda, że nikt się nie bierze za prawo sprzedaży w internecie, w którym panuje samowolka.
Napisz do autorki: patrycja.marszalek@natemat.pl
