
Dla wielu Polaków najbardziej szokującym elementem rozmów polityków ujawnionych w aferze taśmowej był język. – Moja mama, emerytowana polonistka, nie rozumie niuansów między bankiem centralnym a Ministerstwem Finansów. Zwróciła uwagę na styl, wulgaryzmy – mówi wicepremier Tomasz Siemoniak.
Mija rok od ujawnienia pierwszych rozmów polityków nagranych przez kelnerów w restauracji Sowa i Przyjaciele. Dla komentatorów i polityków najważniejszym elementem afery taśmowej były próby wpływania na wynik wyborów i skład rządu przez szefa NBP Marka Belkę i ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sienkiewicza. Ale ci, którzy na co dzień nie zajmują się polityką dużo większą wagę przywiązali do formy rozmów.
Tomasz Siemoniak
wicepremier, minister obrony
W rozmowie z "Wprostem" Tomasz Siemoniak przyznaje też, że największym problemem nie jest sposób nagrania rozmów, ale ich treść. Ocenia, że politycy muszą większą wagę przykładać do tego, aby to co mówią publicznie i to co mówią między sobą było spójne. Wicepremier dodaje, że politycy muszą dbać o utrzymanie kontaktu z rzeczywistością, co Siemoniak rozumie m.in. jako "rozmawianie ze zwykłymi ludźmi i kupowanie w normalnych sklepach".
Kilka dni wcześniej Siemoniak komentował w TVN24 dymisje ministrów i samą aferę. – To absolutnie bulwersujące, że obywatele mogli pomyśleć, iż wszyscy politycy tak się zachowują. Jedzą za państwowe pieniądze, przeklinają i cynicznie podchodzą do spraw państwowych – mówił w "Kropce nad i".
[i]Źródło: "Wprost"[/i
