Bolesław Piecha uważa, że zmiana na stanowisku ministra zdrowia na cztery miesiące przed wyborami nie ma sensu
Bolesław Piecha uważa, że zmiana na stanowisku ministra zdrowia na cztery miesiące przed wyborami nie ma sensu Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta

– Nie jestem zwolennikiem kierowania resortami przez "apolitycznych fachowców". Nominacja profesora Mariana Zembali na ministra zdrowia ma wymiar wyłącznie wizerunkowy – mówi w "Bez autoryzacji" Bolesław Piecha, europoseł PiS i były wiceminister zdrowia.

REKLAMA
Jak pan ocenia roszady w rządzie Ewy Kopacz? Prof. Marian Zembala, uczeń Zbigniewa Religii, to dobry wybór na ministra zdrowia?
Prof. Zembala to znany specjalista, który od pewnego czasu żyje polityką. Przypomnę, że jest aktualnym szefem rady naukowej przy ministrze zdrowia. Jednak z całym szacunkiem dla niego i jego kompetencji, nawet gdyby miał konieczne do ministrowania umiejętności, to zostały mu cztery miesiące, więc ten wybór nie ma sensu. Poza tym ja nie bardzo wiem, w którą stronę on chciałby pchnąć polską służbę zdrowia. Czy uspokoić sytuację w kolejkach, czy naprawić program onkologiczny, czy zwiększyć dostępność do leków, czy ograniczyć administrację? Nie wiem, bo nie znam jego poglądów. Ani po nim - a znam go nie od dziś - ani po PO, nie widzę celu, wizji i drogi do realizacji reform w służbie zdrowia.
Czy cokolwiek można zrobić w służbie zdrowia przez cztery miesiące? Pan zna praktykę funkcjonowania ministerstwa.
Znając praktykę, potrzeba 1,5-2 miesięcy, by poznać mechanizmy działania w ministerstwie. Następnie wypadałoby przeprowadzić audyt, żeby zobaczyć, co zostawił po sobie Bartosz Arłukowicz. Sprawa jest tym trudniejsza, że obok jest potężna biurokratyczna machina, którą jest Narodowy Fundusz Zdrowia. Krótko mówiąc – zanim pan profesor się zorientuje w materii, będą wybory.
To jednak ekspert, a nie kandydat partyjny. No i specjalista. Więc może ta nominacja wypada "na plus"?
Nie jestem zwolennikiem kierowania resortami przez "apolitycznych fachowców". Jeśli popatrzymy na nasze doświadczenia z takimi osobami, to kiepsko to wygląda. Minister musi czuć za sobą poparcie partii i posłów. Bez tego jest mu bardzo trudno. Nominacja nie wypada "na plus", bo na cztery miesiące przed wyborami ma wymiar wyłącznie wizerunkowy.
Co z pozostałymi ministrami?
Nie lepiej. Czerwińskiego, który został ministrem skarbu, znam doskonale od 2001 roku. On się nigdy skarbem nie zajmował, ewentualnie sprawami energetycznymi. Nawet nie był w sejmowej komisji skarbu. Nie wie, jakie obecnie prace tam się toczą i co się dzieje. Jeśli chodzi o ministra sportu pana Korola, to oczywiście głębokie ukłony dla mistrza olimpijskiego, ale jest pytanie, czy ma doświadczenie, by kierować resortem sportu? Raczej nie. Nazwisko to nie wszystko. Wymagana jest też znajomość funkcjonowania urzędu jako takiego. A tej nowy minister nie posiada.
Czy zmiany personalne w rządzie mogą odwrócić negatywny sondażowy trend Platformy?
One są spóźnione i wygląda na to, że dla PO to równia pochyła. Ja takie roszady przypominam sobie za czasów rządów SLD, kiedy ta partia zbliżała się do porażki. Miller, Belka, wymiana ministrów co 2-3 miesiące... To zaczyna wyglądać podobnie.

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl