fot. mateuszgrzesiak.com

Era pracoholików dobiega końca. Po kilku dekadach okazało się, że ślepy pęd do kariery i wysiadywanie nadgodzin w pracy przynosi efekt odwrotny do zamierzonego, prowadząc do frustracji i zawodowego wypalenia. To nie opłaca się ani pracownikom, ani pracodawcom. Ci ostatni powoli zaczęli to dostrzegać, lansując nowe podejście: "jeśli nie wyrabiasz się w osiem godzin, to znaczy że jesteś źle zorganizowany". Dlatego wspólnie z marką Tiger Mental próbujemy dociec, co przeszkadza nam w efektywnym zarządzaniu swoim czasem? Dlaczego potrzebujemy wolnych weekendów i jaki wpływ na kulturę pracy odegra wchodzące na rynek pokolenie Y? Odpowiada Mateusz Grzesiak, najpopularniejszy coach w kraju, z którego rad korzystają biznesmeni i gwiazdy z pierwszych stron gazet.

REKLAMA
Praca efektywna, czyli jaka?
Proste. Taka, która daje efekty. To wbrew pozorom rzadki czynnik, bo większość pracowników korporacji pracuje nieefektywnie. Według badań profesora Heike Bruch z St. Gallen University, relacja między podejmowanymi działaniami i osiąganymi celami wygląda następująco:
10% pracowników jest skupiona na celach i podejmuje działania, natomiast
40% pracowników podejmuje działania bez skupienia na celach. To tak zwane korporacyjne ADHD, czyli robienie dla samego robienia, które na dłuższą metę wypala i nie przynosi rezultatów. Adekwatną analogią byłoby jeżdżenie na rowerze stacjonarnym - dużo się pedałuje, ale nigdzie się nie dojeżdża. To toksyczny efekt polskiego "bycia na dorobku", który stawia na ilość pracy, zamiast na jej efektywność.
Kolejne 20% to osoby bierne i mające cel. Wiedzą, co mają robić, ale nic nie robią. I zostaje jeszcze 30%, czyli osoby bierne, które nie wiedzą, po co pracują i co mają zrobić.
Zdarza nam się marnować czas w pracy?
Ależ oczywiście.
Co nas od niej odciąga? Główne biurowe „przeszkadzajki”?
Niechęć do pracy czy do szefa, kłopoty w domu, brak wewnętrznej motywacji, lęk przed porażką. Ale na równi są jeszcze media społecznościowe, brak deadlinów, które narzucają termin do kiedy coś ma być zrobione, Facebook, przerwy na kawę, papieroski, koleżeńskie ploteczki.... Lista jest dość długa.
I gdzie to prowadzi? Jakie są konsekwencje przesiadywania na Facebooku, zamiast skupienia się na zadaniach i celach?
Długoterminowo? Wypalenie zawodowe, prowadzące do ogromnych strat finansowych w firmach, negatywnych skutków zdrowotnych i relacyjnych u pracowników. A krótkoterminowo - pojawia się spadek motywacji i efektywności.
Jeśli pójdę śladem Michała Góreckiego i narzucę sobie facebook'owy limit, żeby skoncentrować się na pracy, to mam szansę wreszcie wyjść z niej punktualnie?
Oczywiście. Polacy przegrywają z koncepcją: więcej oznacza lepiej. Niektórzy wstydzą się mieć czas wolny, bo to rzekomo oznacza, że są leniuchami. To nieprawda. Badania pokazują, że wolny weekend zwiększa późniejszą efektywność, a od pracodawcy wymaga się brania pod uwagę nowych trendów. Coraz więcej pracowników oczekuje elastycznych godzin pracy i pracuje aby żyć, a nie odwrotnie.
Jedna trzecia Polaków regularnie siedzi w pracy dłużej, niż przepisowe 8 godzin. To droga do przemęczenia i wypalenia, czy jednak pęd do kariery?
I jedno i drugie to pytanie o życiowe priorytety i wartości. Bezdzietni pracują inaczej niż mający rodzinę, podobnie pokolenia BB, X i Y mają inne motywacje i cele. Jeśli ktoś jako sukces życiowy traktuje wysokie stanowisko i większe pieniądze, czeka go większa ilość pracy by zdobyć doświadczenie oraz zostać zauważonym. Jeśli ktoś stawia na równowagę między życiem prywatnym a zawodowym, wówczas będzie pracował mniej, a więcej czasu spędzał w domu. Znaczenie ma też wiek i idące z nim w parze zdrowie. Idea jest taka, by mając lat 20-30 zbierać zasoby i pracować więcej, by potem pracować między 30-40 na lepszych stanowiskach i w kolejnej dekadzie przechodzić konsekwentnie na zbieranie profitów ze wspomnianych wcześniej inwestycji. Dwadzieścia lat wystarczy, by zbudować siebie jako markę lub dobrze prosperującą firmę.
Z badań wynika, że co czwarty pracownik twierdzi, że przemęczenie i stres to główne przyczyny problemów z koncentracją uwagi. Błędne koło?
Owszem. Nie da się oddzielić czynnika mentalnego i emocjonalnego od pracy.
Czyli? Nadgodziny nie takie straszne, czy lepiej jednak sobie odpuścić, zachowując work-life balance?
Rynek sam będzie wymagał odpuszczenia za jakiś czas, bo zmienia się pokolenie i jest coraz więcej Y-ków, którzy nie chcą wysiadywać w pracy nadgodzin. Pomaga też ekonomia współdzielenia, w której chodzi o dostęp i użytkowanie, a nie o własność. To oznacza, że można korzystać ze stylu życia na wysokim poziomie za znacznie mniejsze pieniądze.
Kilka sposobów na zwiększenie efektywności pracy? Podpowie Pan, na własnym przykładzie?
Poniższe reguły mogą okazać się przydatne:
- Pracować wcześnie rano, bo wtedy jest się najskuteczniejszym.
- Zakładać deadline'y, aby wiedzieć do kiedy coś trzeba zrobić (jest też odwrotna szkoła: zacząć od najtrudniejszych zadań na samym początku, choć akurat ja osobiście robię odwrotnie i też działa)
- Delegować to, co może zrobić ktoś inny.
- Zlikwidować bodźce rozpraszające (ja na przykład dość sporadycznie używam Facebooka).
- Myśleć o korzyściach płynących z wykonania zadania.
- Puścić muzykę klasyczną - wpływa pozytywnie na koncentrację.
- Co jakiś czas robić przerwy i zająć się czymś zupełnie innym - pójść w inne miejsce, uruchomić inny sposób myślenia.

Patronem cyklu jest marka Tiger

logo
fot. mateuszgrzesiak.com