
13 lat temu EDF, państwowy koncern z Francji, cieszył się prywatyzując polską energetykę. Gdy już się obłowili i trzeba było inwestować, pokazali puste kieszenie. Czy rzeczywiście taka firma musi budować "swoje" elektrownie w Polsce z pomocą publicznych pieniędzy?
EDF wybuduje elektrociepłownię kosztem 550 mln zł. 275 mln udziału PIR pochodzić będzie ze środków zgromadzonych w Banku Gospodarstwa Krajowego. A bank finansuje to ze specjalnego funduszu na który składają się m.in. 1,2 mld zł pochodzące ze sprzedaży posiadanych przez Skarb Państwa akcji PGE. W praktyce ma to wygladać tak, że PIR i EDF powołają spółkę celową, ta wybuduje ciepłownię, po czym fundusz otrzymywać będzie wynagrodzenie odzyskując zainwestowany kapitał wraz z odsetkami.
Projekt elektrociepłowni gazowej w Toruniu jest zgodny z polityką energetyczną Polski do 2030 r., a także ma zapewnić spełnienie nowych zaostrzonych norm w zakresie emisji zanieczyszczeń do atmosfery. Nowy zakład na wiele lat zapewni ciągłość dostaw ciepła dla mieszkańców Torunia. Inwestycja ta potwierdza zaangażowanie EDF w Polsce, gdzie Grupa jest obecna od 16 lat.
Polskie Inwestycje Rozwojowe to sztandarowe przedsięwzięcie gospodarcze Donalda Tuska. Fundusz miał być kołem zamachowym polskiej gospodarki finansując długoterminowe projekty kluczowe dla infrastruktury. Jednak już po roku działania PIR okazało się, że pomimo wysokich apanaży dla menedżerów, mają oni trudności ze znajdowaniem pomysłów godnych sfinansowania. Po tzw. aferze taśmowej usłyszeliśmy to w słowach byłego już ministra spraw wewnętrznych Bartłomieja Sieniewicza, który w nagranej rozmowie z prezesem NBP Markiem Belką określił PIR jako „ch… dupa i kamieni kupa".
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
