
Listy Prawa i Sprawiedliwości do Sejmu i Senatu mają być ustalone w okolicach 20 lipca, ale partia już dziś nad nimi pracuje. Zdaniem polityków, miejsca na listach nikt nie może być pewien – Wycinanie niewygodnych, walka o wpływy i szukanie młodych. PiS-owski teren jest w przedwyborczej gorączce – pisze dziś „Gazeta Wyborcza”.
REKLAMA
I tak na przykład na Podkarpaciu uważanym za pisowski bastion, stworzono specjalny algorytm. Wedle niego jedną trzecią na listach muszą stanowić kolejno: kobiety, parlamentarzyści i radni wojewódzcy. Przy czym jedną trzecią w każdej z tych trzech grup mają wypełniać młodzi ludzie.
Dziś wiadomo jedynie o kilku nazwiskach, które mają duże szanse na to, by znaleźć się na listach. To prof. Józefa Hrynkiewicz, której ma przypaść jedynka na rzeszowskiej liście PiS do Sejmu, Bogdan Romaniuk – ósemka na tej samej liście, Zbigniew Ziobro czy Paweł Kowal, którzy mieliby znaleźć się na listach do Senatu. Senackim pewniakiem jest też ponoć Alicja Zając, wdowa po senatorze Stanisławie Zającu, który zginął w katastrofie smoleńskiej.
– Do Sejmu na Podkarpaciu będziemy mieć "listę śmierci". Wystartują wszyscy posłowie, obecni senatorowie, radni, którzy jesienią dostali ponad osiem tysięcy głosów, prawie wszyscy z zarządu województwa. Listy będą tak mocne, że będziemy się nawzajem zjadać, ale chodzi o to, żebyśmy zdobyli w sumie jak najwięcej głosów – mówią cytowani przez „Gazetę Wyborczą” posłowie PiS. Podobnie sytuacja wygląda w innych częściach kraju.
Politycy zgodnie przy tym zaznaczają, że liczy się dla nich właściwie tylko Sejm a "Senat oddadzą przystawkom".
Według najnowszego sondażu poparcia dla partii politycznych w Polsce przeprowadzonego przez CBOS Prawo i Sprawiedliwość wybrałoby najwięcej obywateli naszego kraju. Na to ugrupowanie zagłosowałoby już 31 proc. upoważnionych. Na Platformę Obywatelską już tylko 25 proc.
Sytuacja jest niepokojąca dla zwolenników partii rządzącej. PO od marca systematycznie traci zwolenników, a nowy sondaż pokazał spadek aż o 6 punktów procentowych w porównaniu z badaniami z przełomu maja i czerwca.
Źródło: "Gazeta Wyborcza"
