Powrót emigranta patrioty. Rzucił posadę szefa kuchni Londynie, by robić cuda w warszawskiej korporacji

Piotr Bronikowski w walce o tytuł najlepszej restauracji pracowniczej w Polsce
Piotr Bronikowski w walce o tytuł najlepszej restauracji pracowniczej w Polsce materiały pras. Sodexo
Gdyby o Piotrze Bronikowskim, kucharzu w korporacyjnej stołówce dowiedzieli się politycy, natychmiast zostałby bohaterem kampanii wyborczej. 800 tys. polskich emigrantów na Wyspach to wyrzut sumienia naszych polityków, a gdy 300 tysięcy pakuje manatki, on akurat wrócił do kraju. Nagle zjawa się facet, który zamiast w funtach, woli zarabiać w złotówkach.


O pieniądzach nie ma sensu gadać. Pensja szefa kuchni w budżetowej sieci hoteli Premier Inn czy londyńskiej restauracji Piccolino to 4-5 razy tyle co w najbardziej szanującej się restauracji w Warszawie. Dlatego ktokolwiek dowie się, kim jest facet obracający pizzę i przerzucający makaron w Chilli Bistro w siedzibie Microsoft Polska, pyta o jedno: - Po kiego … wracałeś?
Odpowiada więc i dla naTemat: – Pracowałem w kilku elitarnych czy popularnych miejscach i przy garach spotykałem mnóstwo Polaków. Wszyscy byli z prowincji nikt z Warszawy. Pomyślałem, że chyba już w stolicy musiało się poprawić z robotą i płacami skoro stamtąd nikt nie emigruje. Właśnie tak postanowiłem zakończyć emigrację – śmieje się.


Do Warszawy przyjechał dwa lata temu. Za zarobione funty kupił mieszkanie, ożenił się, ma dziecko. Mała stabilizacja. Jest szefem 9 osobowego zespołu w Chilli Bar w biurowcu przy Jutrzenki w Warszawie. To jedno z warszawskich zagłębi białych kołnierzyków. Przywykło się mówić „niemiecka dolina” bo w pobliżu są Mercedes, Bayer i Bosch. Prowadzone przez niego Chilli Bistro Sodexo to restauracja pracownicza. Żywią się tu pracownicy Panasonica, Microsoftu, Philipsa, ale jest otwarta dla wszystkich gości.

Show przy patelni
Gdy o 13 zaczynają się schodzić wygłodzeni pracownicy Bronikowski staje na tak zwanym live cooking, podrzuca własnoręcznie przygotowane ciasto do pizzy, miesza makarony itd. Gotowanie na żywo to raczej domena dobrych restauracji, ze znanym szefem, który popisuje się przed klientami. – Zrobienie z tego lokalu świetnej restauracji to moja osobista ambicja – mówi o Chilli Bistro Sodexo dodaje, że nawet gdyby sama Gessler zajrzała mu do kuchni nie znajdzie glutaminianu sodu, mieszanych gotowych przypraw ani mrożonych półproduktów. Codziennie w menu można znaleźć dania rybne i mięsne oraz wegetariańskie. Wśród propozycji dostępne są potrawy przygotowane bez dodatku tłuszczu, mąki, panierki, zasmażki. W karcie jest coś z tradycyjnych polskich potraw i klasycznych dań kuchni fusion.

Piotr Bronikowski był w pierwszej fali Polaków, którzy po otwarciu granic w 2004 roku pojechali za chlebem do Londynu. W Polsce pracował jako monter centrali telefonicznych, płacili słabiutko, widoki na podwyżkę miał słabe. Spakował się, wskoczył do autokaru do Londynu, by po paru dniach szukania pracy jak tysiące rodaków trafić na zmywak. – Na Wyspach robota w restauracji zawsze się znajdzie. W domu lubiłem gotowanie i chyba miałem troche talentu bo w rok zostałem szefem kuchni. Od poklepywania przez szefów bolały go plecy. Potem pracował jeszcze w Revolution Vodka Bar, Bar the Cuba. To on stał za bardzo chwalonym włoskim żarciem w londyńskiej restauracji Piccolino. Po 10 latach pracy w branży gastronomicznej może powiedzieć, że owszem, brytyjscy pracodawcy lubią tanich Polaków, ale po paru latach daje o sobie znać szklany sufit rozpięty nad przybyszami znad Wisły.
Korpo-grill
Bronikowski opowiada, że do warszawskiego Sodexo trafił w ciekawym momencie. Dwa lata temu ta największa sieć restauracji pracowniczych postanowiła walczyć ze stereotypem korpo-jadłodajni. Takiej co podaje kluski gotowane w sodzie, przez trzy dni odgrzewa makaron, a smażonego kurczaka, jeśli zostaną jakieś porcje, poda następnego dnia w rosole. Kiedy został szefem kuchni mówiono mu, że może gotować co chce, byleby tylko codziennie zaskakiwał klientów i dzielił się przepisami. Gdy tylko korporacja dała mu wolną rękę, Bronikowski pokazał swój talent światowca.


– Zrobiłem tu kilka rzeczy, o jakich się białym kołnierzykom nie śniło. Kuchnia molekularna, uzbecki grill, jarmuż , komosa ryżowa. Znalazłem taką babeczkę Czeczenii i jutro robimy czeburaki – to takie pierogi smażone w oleju – wylicza. – Dziś robiłem lunch dla 50 kierowników z Philipsa i proszę, wszystko zjedzone. Najlepsza pochwała dla mnie – dodaje.

Ktoś powie że marnuje swój talent w pracowniczej jadłodajni. Mógł przecież robić karierę w Londynie. A może jednak zaszedł dalej. W oparciu o jego doświadczenia Sodexo udoskonala swój biznesowy format pracowniczych restauracji. W 2014 knajpa Bronikowskiego wygrała Food Business Awards i została najlepszą korporacyjną jadłodajnią w Polsce. – Zapewniam, że przyzwoite obsłużenie 250 pracowników w dwie godziny lunchowe to większy wyczyn niż 150 nakryć w piątkowy wieczór w londyńskiej restauracji – kończy.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl