Władek Labuda podróżował przez 974 dni.
Władek Labuda podróżował przez 974 dni. Facebook.com/wladyslawlabuda

Najłatwiej podróżować, kiedy ma się do dyspozycji worek pieniędzy. Co jednak zrobić, kiedy konto świeci pustkami, a zew podróżowania jest silny? Władek Labuda znalazł na to receptę. Przez trzy lata podróżował po świecie i jak dumnie przyznaje - nie wydał na nocleg ani złotówki. Teraz zdobytą wiedzą dzieli się z internautami - jego bezpłatne szkolenia w sieci śledzą setki osób. – Mam kilkadziesiąt sprawdzonych sposobów na podróżowanie z małym budżetem – twierdzi.

REKLAMA
974 dni - właśnie tyle Władek Labuda przebywał poza Polską. W tym czasie pokonał 24 tys. km i zobaczył kawał świata. W trakcie podróży był barmanem w jednym z karaibskich klubów, pomagał dzieciakom w Hondurasie, oprowadzał wycieczki, zbierał kawę na Kostaryce. Do Polski przywiózł nie tylko bagaż wspomnień, ale i kilka, jak twierdzi, skutecznych metod na tanie wojaże.
logo
Władysław Labuda przemierzył ponad 40 krajów. YouTube.com, kanał: flyawaytv.com
Bydgoszczanin porzucił wygodną posadę urzędnika państwowego, swoją własną firmę i przez trzy lata włóczył się po świecie kolekcjonując doświadczenia, historie, miejsca odmiennych kultur. Nie chce zachować wszystkiego dla siebie, a swoją opowieścią chętnie dzieli się z innymi online, podczas szkoleń.
Jego filmiki to skarbnica skutecznych tipów na problemy podróżujących z pustym portfelem. – Podróż dookoła globu była moim marzeniem, udało mi się je spełnić. Ziemia jest naszym małym podwórkiem, warto je poznać – mówił z nieukrywaną radością niedługo po zakończeniu przygody. Dzielenie się poradami w sieci niedługo uzupełni książka i ebook, która przez niektórych już została ochrzczona mianem "biblii banckpackerów".
Transport, wiza, nocleg
– Tradycyjny autostop jest świetny, ale można go łapać bardzo długo – mówi na jednym ze swoich filmików. I podpowiada, co może być lepszą alternatywą – portale internetowe skrzykujące autostopowiczów i kojarzące ich z kierowcami. To według Labudy, najlepszy sposób podróżowania: nie trzeba płacić i można umówić się na konkretną godzinę, bez widma wystawania z wystawionym kciukiem przez pół dnia w nadziei na to, że ktoś nas ze sobą zabierze.
Podróżnik podpowiada, na jakie strony wejść i co napisać w swoim ogłoszeniu, żeby mieć pewność, że bez niespodzianek dojedziemy do miejsca docelowego, tak jak to sobie założyliśmy. Labuda uspakaja także tych, którzy postanowili przemierzyć nie ląd, a wodę. Na stopa można też złapać przecież łódkę. Gorzej z samolotami - tutaj oczywiście szansa na złapanie okazji jest równa zeru, ale bydgoszczanin ma na podorędziu sporo sposobów na zręczne łączenie promocji i minimalizację kosztów latania.
Ja posprzątam, a ty mnie przenocujesz
Dotarcie na miejsce to dopiero połowa sukcesu. Drugie tyle wysiłku trzeba włożyć w znalezienie noclegu. Strony internetowe, tj. couchsurfing to dosyć oczywiste wyjście dla kogoś, kto nie chce, albo nie może pozwolić sobie na luksus wydawania pieniędzy na spanie. To właśnie najważniejszy punkt programu trzyletniej tułaczki po świecie Władysława Labudy. Na nocleg nie wydał złamanego grosza - postawił to sobie zresztą za punkt honoru. Okazało się, że wystarczy trochę pomysłowości, ludzkiej życzliwości i umiejętności.
– Tym, którzy mogli mi zaoferować nocleg, odwdzięczałem się swoimi umiejętnościami: pracą rąk, umysłu, sercem. Zdarzało się, że sprzątałem toalety, czasem pracowałem na wsi, czasem w recepcji, czasem w sierocińcu. Później wykorzystałem swoją pasję - nagrywam filmy i proponowałem, że je nakręcę w zamian za wikt i opierunek – opowiada.
Efekt był taki, że podróżnik nie dość, że miał zapewniony darmowy nocleg, często połączony z posiłkiem, to jeszcze przywiózł do Polski zarobione w podróży pieniądze. Mimo tego, że zazwyczaj jego praca była wolontariatem, czasem ludzie, u których się zatrzymał wynagradzali jego wysiłek pieniędzmi. Podróżnikowi zdarzyło się znaleźć w kopercie nawet dwa tys. dolarów, na - jak to ujęli jego chwilowi pracodawcy - dobrą zabawę.
Nocleg to małe miki, trudniej czasem jest jechać dalej
Podróż dookoła świata bywa niebezpieczna. Szczególnie wtedy, kiedy najdzie nas pokusa, żeby zostać w jednym miejscu dłużej niż zakładaliśmy. To właśnie to było dla podróżnika najtrudniejsze. Kiedy trafił do Kanady, miał tam spędzić dwa tygodnie.
logo
W gwatelmalskim hostelu bawił się tak dobrze, że trudno było go opuścić. Facebook.com/Wladyslawlabuda
To nie koniec, podróżnik ma apetyt na więcej
Okazuje się, że trzy lata w rozjazdach to ciągle mało, a Labuda nie zaspokoił jeszcze swojego głodu podróżowania. Siedzenie w miejscu nie jest dla niego, a w najbliższym czasie wyrusza odkrywać uroki Polski - tej małej, często nieodkrytej. Snuje też dalsze plany. Po Polsce, jeśli wszystko pójdzie zgodnie z planem, przyjdzie pora na poznawania Azji.
I najważniejsze - premiera książki z poradami. Kiedy wracał z trzyletniej wycieczki dookoła świata powiedział, że to dopiero początek. Chyba miał rację. Władek Labuda po drodze odkryje na pewno jeszcze niejedną metodę na tanie podróżowanie, a o tym, że chcemy słuchać takich podróżników świadczy choćby zainteresowanie jego szkoleniami online, które przerosło oczekiwania autora. Podróżowanie nie musi kosztować przysłowiowych kokosów - te, podobnie jak zrobił to Władek, można pić zupełnie za darmo, np. w Ekwadorze.

Napisz do autorki: dominika.majewska@natemat.pl