
Kraj pęknięty na pół, instytucje państwowe zwalczające się nawzajem ze względu na inne pochodzenie polityczne, skłócony naród i podzielone rodziny. Wszystko to efekt kilku nieudanych spotkań koalicyjnych sprzed dekady, gdy niespodziewanie w gruzach legła wyczekiwana przez absolutną większość Polaków koalicja Platformy Obywatelskiej z Prawem i Sprawiedliwością. Czy przypadkiem nie doczekaliśmy więc najwyższego czasu, by do idei PO-PiS wrócić?
To było jednak dopiero preludium do wielkiego sukcesu, na który PO-PiS skazywano przez kolejne lata oczekiwania na wybory parlamentarne w 2005 roku. I przewidujący ten sukces nie mylili się. Na PiS zagłosowało wtedy 26,99 proc. Polaków, a Platformę poparło kolejne 24,14 proc. PO-PiS zdobył więc ponad 51 proc. głosów. Równe 10 lat temu, latem 2005 roku zarówno w PO, jak i PiS wydawało się, że tylko kataklizm może sprawić, że po jesiennym zwycięstwie nie dojdzie do wielkiej koalicji flirtujących ze sobą od lat ugrupowań o jakże podobnym rodowodzie.
Polska potrzebuje rozliczenia win, ale Polska jeszcze bardziej potrzebuje zgody. Chciałem się zwrócić o tę właśnie zgodę, zgodę opartą na prawdzie, do naszych przyjaciół z Platformy Obywatelskiej.
W ciągu kilku tygodni z zapowiadających się na łatwy podział politycznych łupów rozmów koalicyjnych rozpętała się wojna. Po wygranych przez Lecha Kaczyńskiego wyborach prezydenckich przerodziło się to w piekło. Późniejszy upadek rządu Jarosława Kaczyńskiego, przedterminowe wybory parlamentarne, w których triumfowała PO i każde kolejne kampanie wyborcze stanowiły tylko schodzenie w tego piekła ciaśniejsze kręgi. Dopełnieniem była katastrofa smoleńska, przy wyjaśnianiu której rząd PO popełnił szereg błędów, a którą PiS cynicznie zaprzągł do codziennej walki politycznej.
Od wielu dni słyszymy, że PiS bardzo chętnie tworzyłoby taką porządną koalicję i mówi się, że taka koalicja możliwa jest z PO. To ja spytam wprost Jarosława Kaczyńskiego, co uniemożliwia powstanie takiej koalicji... Czytaj więcej
Nowy PO-PiS wydaje się zresztą absolutnie korzystny dla wszystkich, oprócz żądnych wojny zwolenników Kukiza, Stonogi i całego politycznego planktonu, który do tych dwóch populistycznych polityków ostatnimi czasy lgnie. Korzyść dla PiS? Przecież wbrew pozorom nie tak wiele odróżnia go od PO. Nawet w sprawach światopoglądowych czy dyplomacji z Platformą Jarosławowi Kaczyńskiemu powinno udać się łatwiej osiągnąć porozumienie niż z Pawłem Kukizem.
Dotychczas obowiązuje koncepcja anihilacji Prawa i Sprawiedliwości. Trudno z tymi, którzy chcą nas anihilować zawierać koalicję. Ale jeżeli Platforma Obywatelska najpierw by oświadczyła, że była w błędzie, to wtedy moglibyśmy rozmawiać... Czytaj więcej
Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl
