Zdaniem politologa, dr Olgierda Annusewicza, PO nie ma wielkich szans na uzyskanie poparcia młodych Polaków.
Zdaniem politologa, dr Olgierda Annusewicza, PO nie ma wielkich szans na uzyskanie poparcia młodych Polaków. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

– PO raczej nie ma szans na to, by dziś zebrać duży kawałek tortu z wyborców z przedziału wiekowego 18-25. Ci, którzy dziś mają 18 lat, kiedy PO zaczynała rządy mieli lat 10. Oni nie znają innej władzy. A młodzi ludzie z zasady są władzy przeciwni. To taki mechanizm buntu młodzieńczego objawiający się także w polityce – mówi w „Bez autoryzacji” politolog dr Olgierd Annusewicz.

REKLAMA

Platforma wyznacza Agnieszkę Pomaskę na osobę odpowiedzialną za przygotowanie oferty dla młodych, Beata Szydło przedstawia kolejne propozycje Prawa i Sprawiedliwości kierowane do tej grupy... Młodzi nagle stali się dla partii bardzo ważni.

To z kilku przyczyn. Moim zdaniem jedną z najważniejszych jest chęć pokazania zmian. I tak na przykład Platforma wykonała ten zwrot ku młodym wymianą części ekipy politycznej. Nominacje, jakie dostali Joanna Mucha, Cezary Tomczyk czy Marcin Kierwiński to jedno, ale moim zdaniem jeszcze istotniejsze jest wycofanie ze sceny znanych, zgranych już trochę twarzy. Twarzy, które zaskarbiły już sobie trochę negatywnego elektoratu. I to jest dobry krok, bo – proszę zwrócić uwagę – jeżeli ktoś jest rzecznikiem rządu i sprawuje tę funkcję dobrze, to nawet zaczynając jako mało znany, w ciągu maksymalnie dwóch tygodni sobie tę rozpoznawalność zbuduje.

Inna sprawa, że ta zmiana jest też pokazaniem drugiej twarzy PO – my też jesteśmy młodzi, wykształceni, kulturalni, nie używamy języka Stefana Niesiołowskiego, nie zamawiamy ośmiorniczek ani wina za półtora tysiąca złotych. A ja dodamy do tego jeszcze kolejne działania dotyczące konstruowania list wyborczych...

To znaczy?

Premier Kopacz zapowiedziała, że młodzi na listach PO dostaną wysokie pozycje. Z tego co wiem chodzi o trzecie miejsca.

I to wystarczy? A propozycje? Program?

Pani kieruje się chyba złymi kategoriami. Myśli pani, że jest młodzież i ona sobie kalkuluje – która partia ma dla nas lepsze propozycję, na tę zagłosujemy. A to tak nie działa. Młodzi ludzie są bardzo emocjonalni. I tak też reagują na politykę i polityków. Dlatego PO raczej nie ma szans na to, by dziś zebrać duży kawałek tortu z wyborców z przedziału wiekowego 18–25.

Z powodu emocji?

Z wielu powodów. Ci, którzy dziś mają 18 lat, kiedy PO zaczynała rządy mieli lat 10. Oni nie znają innej władzy. A młodzi ludzie z zasady są raczej przeciwni władzy. To taki mechanizm buntu młodzieńczego objawiający się także w polityce. Tu na wiele PO nie może liczyć. Wszystkie prawidła to sugerują.

W tym elektoracie wygrywa PiS?

Wolałbym powiedzieć, że w tym przedziale wiekowym po prostu przegrywa PO.

Platforma może liczyć ewentualnie na tych, którzy dziesięć lat temu mieli te 18 czy 20 lat, na tych, którzy z przystanku radykalizm wysiądą mniej więcej na 25-26 roku życia. To są także ludzie młodzi, ale tacy, którzy już trochę otrzaskali się z rzeczywistością, mają szerszą perspektywę, i życiową i zawodową, z racji zdobytych już doświadczeń i te ich sądy będą nieco bardziej wyważone.

Trudno jednak powiedzieć jak wielu z nich uda się PO do siebie przekonać.

A emigranci? Młodzi mieszkający za granicą?

Przepraszam, ale w skali makro, w skali wyborów ogólnopolskich, emigranci jako grupa wyborców nie odgrywają znaczenia strategicznego. W II turze mieliśmy 18 mln wyborców, z czego za granicą głosowało kilkanaście tysięcy osób. W całej skali porównawczej to jest statystycznie zaniedbywalna grupa.

Natomiast temat emigracji nie jest zaniedbywalny. Bo jest ważny choćby dla pozostających w Polsce rodzin emigrantów. Zatem partia polityczna walcząca o wyborców nie może kompletnie ignorować tego tematu i powinna w swoich propozycjach programowych pokazywać, że zależy jej na Polakach pozostających na emigracji.

Tyle tylko, że wielu młodych uznaje zachowanie tak samej Platformy jak i PiS za działanie pod publiczkę. Do tej pory o młodych jakoś się nie pamiętało, przypomniano sobie dopiero teraz, dopiero na kilka miesięcy przed wyborami. Czy mimo wszystko na zmiany nie jest za późno?

Nie wiem czy za późno, ale na pewno późno. Najlepszym momentem na ich przeprowadzenie było powoływanie rządu przez Ewę Kopacz. Tylko, że ona sama wtedy była trochę jak dziecko we mgle. I te kilka pierwszych miesięcy to było z jej strony sporo eksperymentów, głównie nieudanych, tak jak chociażby ten z pierwszą rzeczniczką rządu.

Z drugiej strony, Andrzej Duda w cztery miesiące zyskał na tyle dużą rozpoznawalność i poparcie, że został prezydentem. Ja nie chcę wszystkich porównywać do Dudy, ale to dowodzi, że nic nie jest niemożliwe i wiele zależy od tego jak Mucha, Pomaska czy Tomczyk będą się teraz z młodymi komunikować.