
Występ Kanye'go Westa na festiwalu Glastonbury wywołał sporo kontrowersji. Głośno zrobiło się także o transmisji tego koncertu, jaką przeprowadziła BBC. Towarzyszące relacji napisy nie zawsze odpowiadały bowiem faktycznym słowom piosenek.
REKLAMA
Różnice wynikały z niechęci do prezentowania widzom wyrazów uznawanych za wulgarne bądź obraźliwe. Gdy West używał słowa „motherfu***r”, na ekranie pojawiał się więc „motherducker”. Kiedy West wypowiadał słowo „nigga”, oczom widzów ukazywał się „ligga”. I tak dalej.
Zaproszenie Westa, którego występ miał być jedną z największych atrakcji sobotniej części festiwalu, nie spodobało się niemałej części publiczności. Jeszcze przed rozpoczęciem festiwalu pod internetowa petycją, wzywającą do odwołania koncertu Westa i pozyskania w jego miejsce jakiegoś zespołu rockowego, podpisało się ponad 130 tysięcy osób.
Amatorem talentu Westa nie jest m.in. autor ocenzurowanych napisów, który w trakcie koncertu pytał się, "kiedy to się kończy".
