
Prawo i Sprawiedliwość spróbuje powtórzyć wynik Andrzeja Dudy podczas wyborów parlamentarnych. Na razie powtarza kampanijne zagrywki, które wyniosły ich kandydata na najwyższy urząd w państwie. Ale kopiowanie kampanii prezydenckiej podczas wyborów do Sejmu to tragiczny pomysł, o czym w 2011 roku przekonało się SLD i Grzegorz Napieralski.
REKLAMA
Prawo i Sprawiedliwość, niesione zwycięstwem Andrzeja Dudy, rusza z kampanią parlamentarną. I ma zamiar wygrać. Tak, jak w pierwszej połowie roku, kiedy Andrzej Duda prowadził swoją zwycięską kampanię. Podobny jak u Dudy ma być nie tylko wynik, ale też cała kampania.
Utarty schemat
Podobieństwa zaczynają się od samego wyboru kandydatury: polityk z pozycją w partii, ale bez szerokiej rozpoznawalności, mało eksponowany wcześniej w mediach. Później wielka konwencja, kosztująca w obu przypadkach według różnych doniesień 600-750 tys. zł. U Beaty Szydło nie było tylko wcześniejszego objazdu po Polsce, bo czasu jest dużo mniej. Duda zaczął na siedem miesięcy przed wyborami, a Szydło cztery.
Podobieństwa zaczynają się od samego wyboru kandydatury: polityk z pozycją w partii, ale bez szerokiej rozpoznawalności, mało eksponowany wcześniej w mediach. Później wielka konwencja, kosztująca w obu przypadkach według różnych doniesień 600-750 tys. zł. U Beaty Szydło nie było tylko wcześniejszego objazdu po Polsce, bo czasu jest dużo mniej. Duda zaczął na siedem miesięcy przed wyborami, a Szydło cztery.
Po konwencji z 40-minutowym przemówieniem kandydata czas na podróż autobusem po kraju. W przypadku obu kampanii ten sam jest nie tylko pojazd (zmieniło się tylko malowanie), ale i cel, czyli rozmowy z Polakami. Schemat touru wygląda identycznie: najpierw Mazowsze i spotkania na rynkach miast. Przyjazd autobusu, krótkie przemówienie i rozmowy (w istocie głównie rozdawanie autografów i robienie zdjęć). Identyczne bywa też tło konferencji kandydatów.
Brak świeżości
Szydło spotyka się nawet z tymi samymi osobami, którymi spotykał się Duda. We wtorek odwiedziła Gdańsk, by porozmawiać z Piotrem Dudą z "Solidarności", z którym kandydat PiS na prezydenta spotykał się kilkukrotnie, by wreszcie podpisać porozumienie programowe. Zapowiedziano też spotkanie z rodziną Elbanowskich, organizatorami referendum ws. 6-latków w szkołach, którzy kilkakrotnie pojawiali się w kampanii obecnego prezydenta-elekta.
Szydło spotyka się nawet z tymi samymi osobami, którymi spotykał się Duda. We wtorek odwiedziła Gdańsk, by porozmawiać z Piotrem Dudą z "Solidarności", z którym kandydat PiS na prezydenta spotykał się kilkukrotnie, by wreszcie podpisać porozumienie programowe. Zapowiedziano też spotkanie z rodziną Elbanowskich, organizatorami referendum ws. 6-latków w szkołach, którzy kilkakrotnie pojawiali się w kampanii obecnego prezydenta-elekta.
Choć Marcin Mastalerek zapewnia, że kampania parlamentarna nie będzie kopią kampanii prezydenckiej, na razie na to się właśnie zanosi. No chyba, że tą wielką zmianą ma być nieco inna scenografia wiecu, jaki w sobotę zorganizowano w Bełchatowie. Duda wystąpił tam na zwykłej scenie, z jedną otwartą ścianą, a Szydło na ze wszystkich stron otoczona była ludźmi. Ale to tylko obrazek i tylko nieliczni wierzyli, że to będzie "gejmczendżer". Sobota pokazała jak bardzo się zawiedli.
Nauczka SLD
PiS powinien uczyć się na błędach innych. Najlepszym memento jest tutaj historia Sojuszu Lewicy Demokratycznej pod rządami Grzegorza Napieralskiego. Kiedy wystartował w wyborach 2010 roku (kandydat SLD Jerzy Szmajdziński zginął pod Smoleńskiem) był jedynym młodym kandydatem w stawce. Do tego prowadził całkiem dobrą kampanię, która pozwoliła mu odróżnić się od pozostałych kandydatów.
PiS powinien uczyć się na błędach innych. Najlepszym memento jest tutaj historia Sojuszu Lewicy Demokratycznej pod rządami Grzegorza Napieralskiego. Kiedy wystartował w wyborach 2010 roku (kandydat SLD Jerzy Szmajdziński zginął pod Smoleńskiem) był jedynym młodym kandydatem w stawce. Do tego prowadził całkiem dobrą kampanię, która pozwoliła mu odróżnić się od pozostałych kandydatów.
Efekt? 2,3 mln głosów (13,7 proc.) i trzecie miejsce, zaraz za Bronisławem Komorowskim i Jarosławem Kaczyńskim. Liderzy partii (na czele z Napieralskim) uznali, że teraz wystarczy zrobić to samo rok później i Sejm stanie przed SLD otworem. Dlatego Napieralski wyszedł do ludzi tak, jak w kampanii prezydenckiej. Najpierw rozdawał jabłka pod kopalnią, w kolejnej kampanii zabrał do księgarni swoje (przestraszone) córki, by powiedzieć o drogich podręcznikach.
Lekcja Napieralskiego
To on był nie tylko główną twarzą SLD w mediach, ale wręcz jedyną. A to nie wybory prezydenta, gdzie uwaga skupia się na jednym polityku. Tutaj trzeba pokazać całą drużynę, szeroki zespół, który sprawdzi się w Sejmie. Poza tym przed wyborami do Sejmu kładzie się nacisk na inne problemy, niż wybierając głowę państwa.
To on był nie tylko główną twarzą SLD w mediach, ale wręcz jedyną. A to nie wybory prezydenta, gdzie uwaga skupia się na jednym polityku. Tutaj trzeba pokazać całą drużynę, szeroki zespół, który sprawdzi się w Sejmie. Poza tym przed wyborami do Sejmu kładzie się nacisk na inne problemy, niż wybierając głowę państwa.
Inna jest też rola premiera i prezydenta, a także ich społeczne postrzeganie. Prezydent ma być trochę ojcem narodu, autorytetem, który posłucha, pokiwa głową, a kiedy trzeba powstrzyma zbyt odważne zapędy rządu. Premier ma pracować, robić, modernizować, inwestować, uchwalać z rządem i realizować plany. Dlatego premier mówi co i jak chce zrobić, a nie słuchać.
Druga płyta Brudzińskiego i Mastalerka
SLD o tym zapomniało. Skończyło się katastrofą. Partia straciła ponad milion wyborców (ponad 5 pkt. proc.) i stało się najmniejszym klubem w Sejmie. Do Senatu nie wszedł żaden kandydat SLD. Oczywiście PiS-owi taki scenariusz nie grozi. Co więcej, niektórzy już dają partii Jarosława Kaczyńskiego pewne zwycięstwo. Ale celem jest samodzielna większość, a przez błędy w kampanii może zabraknąć głosów do zdobycia 231 mandatów.
SLD o tym zapomniało. Skończyło się katastrofą. Partia straciła ponad milion wyborców (ponad 5 pkt. proc.) i stało się najmniejszym klubem w Sejmie. Do Senatu nie wszedł żaden kandydat SLD. Oczywiście PiS-owi taki scenariusz nie grozi. Co więcej, niektórzy już dają partii Jarosława Kaczyńskiego pewne zwycięstwo. Ale celem jest samodzielna większość, a przez błędy w kampanii może zabraknąć głosów do zdobycia 231 mandatów.
Z robieniem kampanii wyborczych jest jak z nagrywaniem płyt. Nawet jeśli jedna jest fenomenalna, druga musi się od niej różnić, bo fani zarzucą artyście stagnację i brak pomysłu. A poza tym klasę muzyka poznaje się po tym, czy potrafi utrzymać formę z hitowej płyty w kolejnych. Przed duetem Brudziński&Mastalerek, architektami kampanii w PiS, ogromne wyzwanie. Pierwsza piosenka zawiodła oczekiwania.
Napisz do autora: kamil.sikora@natemat.pl
