Jaki wybór naprawdę stoi przed Grekami?
Jaki wybór naprawdę stoi przed Grekami? Fot. Kostas Koutsaftikis / Shutterstock.com

Od wielu dni oczy całego świata skierowane są na Grecję i wyczekuje się przede wszystkim wyników zaplanowanego na niedzielę referendum. Kiedy fiaskiem zakończyły się negocjacje na unijnych szczytach, panuje pewne przeświadczenie, że właśnie głos greckiego ludu rozstrzygnie tę kuriozalną historię. To właśnie najnowszymi sondażami na temat tego, czy więcej Greków jest już "za" czy też "przeciw" żyją teraz media. No, ale nad czym właściwie będą oni głosowali?

REKLAMA
Niby to najważniejszy temat ostatnich dni. Niby prosta sprawa, w której chodzi o to, by Grecja zdecydowała się wreszcie na takie reformy i oszczędności, które pozwoliłby jej choć trochę odbić się od finansowego dna, do jakiego dobiła ostatecznie w nocy z wtorku na środę. W rzeczywistości niewielu chyba potrafi odpowiedzieć na pytanie, czego tak naprawdę dotyczy niedzielne referendum. I to żaden wstyd, gdy sami Grecy często nie rozumieją po co mają iść do urn wyborczych, a rząd Aleksisa Tsiprasa im tego nie ułatwia. Spróbujmy jednak parę podstawowych rzeczy wyjaśnić...

O co rząd pyta Greków?

Oto prawdopodobna treść pytania referendalnego w Grecji

Czy należy przyjąć propozycję przedłożoną przez Komisję Europejską, EBC i MFW na spotkaniu Eurogrupy 25 czerwca 2015 r., która składa się z dwóch części stanowiących wspólnie pełną propozycję?

Proste? No właśnie... Kiedy na początku tego tygodnia pojawiły się pierwsze przecieki dotyczące treści pytania referendalnego w samych Atenach zawrzało. Pytanie sformułowane jest bowiem w sposób niezwykle skomplikowany i nie zawiera informacji o tym, jakie rozstrzygnięcie da głosowanie na "tak" lub na "nie". Co więcej, rząd stworzył kartę do głosowania tak, by to odpowiedź negatywna wydawała się tą właściwą.
W rzeczywistości - w dużym uproszczeniu - Grecy mają odpowiedzieć na pytanie, czy godzą się na spłatę wierzycieli z całego świata kosztem pogłębienia oszczędności, które wiążą się z jeszcze dalej niż dotąd idącymi obniżkami pensji, podwyżkami danin publicznych, a przede wszystkim likwidacją kolejnych przywilejów, z których słynęły do niedawna grecki rynek pracy i polityka społeczna. W zamian Unia Europejska pomoże Grekom przekazują nową transzę pomocy finansowej w wysokości 15 mld euro.
Nieprawdą jest natomiast popularne w ostatnich dniach uproszczenie, iż Grecy w niedzielę pójdą zagłosować za utrzymaniem w obiegu euro lub powrotem do drachmy. W efekcie złego wyboru przyszłości i utwierdzenia pozycji bankruta, Grecja rzeczywiście może być w najbliższych miesiącach zmuszona do porzucenia wspólnej europejskiej waluty. Na pewno nie będzie to jednak efekt stricte tego, którą odpowiedź w niedzielę wybierze więcej Greków.

Co wybiorą Grecy?

Właśnie spekulacje na temat odpowiedzi na to pytanie skupiają teraz największą uwagę mediów z całego świata. Jeszcze przed tygodniem absolutna większość Greków obstawała przy tym, że kolejne oszczędności wymuszane przez europejskich partnerów to "poniżanie Hellady" i zapowiadała, że w referendum mocno zaznaczy odpowiedź "nie" dla dalszych układów na warunkach Tuska, Merkel i Junckera.
Życie tak specyficznie pojmowany "grecki honor" jednak mocno zweryfikowało w ostatnich 72 godzinach. Najpierw Grekom zamknięto dostęp do banków i uniemożliwiono wypłatę oszczędności poprzez ustalenie limitów dziennych transakcji w bankomatach na zaledwie 60 euro na osobę.
Fot. YouTube.com/Financial Times
Po ogłoszeniu niewypłacalności Grecji względem Międzynarodowego Funduszu Walutowego z gabinetu Aleksisa Tsiprasa napłynęły jeszcze bardziej niemiłe wieści. Pieniądze, których rządowi brakuje na spłatę m.in. zaległych od kilkunastu godzin 1,67 mld euro raty kredytu dla MFW, Tsipras chce wziąć po prostu z kont obywateli.
De facto będzie to po prostu konfiskata, ale Ateny wolą nazywać to "jednorazowym podatkiem od oszczędności". Przeczyszczenie kont obywateli mogłoby podobno dać gabinetowi Tsiprasa nawet 100 mld euro, co powinno wystarczyć na spłatę sporej części długów. I przetrwanie co najmniej kilku kolejnych miesięcy.
Środowe dane na temat prawdopodobnego wyniku referendum nie przypominają już więc tych sprzed kilku dni. Liczba zwolenników twardej gry z Europą i światem powoli się zmniejsza. Równie powoli zwiększa się grono tych, którzy chcą zagłosować na "tak". Bo wielu Greków po ostatnich wydarzeniach zapisuje się do grupy niezdecydowanych.

Jak powinni zagłosować?

Dla Grecji nie ma dziś już bezbolesnych rozwiązań. Jeśli Grecy nie zgodzą się na oszczędności proponowane przez UE, nie dostaną europejskiej pomocy. Bez niej zbankrutowana Grecja będzie marginalnym graczem na arenie międzynarodowej, więc rząd będzie musiał walczyć innymi metodami. Na przykład, wspomnianą konfiskatą części środków zebranych na prywatnych kontach. Zarówno głos na "nie", jak i na "tak" w ostateczności oznaczać będą więc wielkie straty dla każdego przeciętnego Greka.
Jaka jest właściwa odpowiedź w zaplanowanym na 5 lipca referendum nie wie już chyba sam Aleksis Tsipras. Jeszcze kilkanaście godzin temu on sam i jego wciąż liczni zwolennicy zagrzewali Greków do tego, by sprzeciwić się europejskim naciskom na oszczędności. Preferowana przez rząd odpowiedź to teoretycznie "nie". Chodzi już chyba jednak tylko o to, by pokazać, że większość Greków wciąż popiera populistyczny rząd, a nie rozstrzygnięcia w sprawie zadłużenia...
Gdy greckie organy wyborcze powoli przygotowują się już na niedzielę, premier Tsipras w korespondencji do Brukseli i MFW sugeruje, że jednak jest w stanie przyjąć wszystkie postawione Grecji wymogi, z drobnymi jedynie poprawkami. Jak na razie, Ateny miały jednak usłyszeć, że powrotu do dotychczasowych programów pomocowych już nie ma. Późnym popołudniem ugodowe propozycje Tsiprasa zapewne zdominują jednak posiedzenie eurogrupy, po którym może dość do przedstawienia Grecji nowego planu pomocy w zamian za przystąpienie tego kraju do wreszcie realnych reform.

Napisz do autora: jakub.noch@natemat.pl