
Polscy politycy cynicznie wykorzystują grecki kryzys, by straszyć Polaków, że rządy rywali także Polskę doprowadzą do bankructwa. To partyjna propaganda, bo, jak mówią ekonomiści, "scenariusz grecki" na naszym podwórku jest możliwy wyłącznie na papierze. Jeśli jednak któraś partia ma upodobnić nas do Aten, to może być to PiS. – Spełniając obietnice w ciągu kilku lat ściągnie na nas olbrzymie zagrożenie – twierdzi prof. Stanisław Gomułka.
Grecja stała się w ostatnich dniach punktem odniesienia dla działaczy wszystkich partii. Komentarze na ten temat najczęściej zaczynają się od kurtuazyjnych wyrazów solidarności i nadziei na pozytywny finał, by następnie popłynąć w kierunku krajowego podwórka. Nie ważne, czy to PiS, PO czy NowoczesnaPL – działacze i ich eksperci zgodnie przekonują, że Polsce grozi los przypominający ten grecki. Rzecz jasna różnią się tylko w ocenie tego, kto będzie winowajcą....
Sądzę, że Grecja i tak tych długów nie spłaci, podobnie jak Polska. Jeśli te kryzysy się nałożą na siebie to polska władza zupełnie nie jest na to przygotowana, tylko na bieżąco dostosowuje się do biegu wydarzeń.
Gdzie tu prawda? Słuchając naszych polityków można przecież odnieść wrażenie, jakby Polska albo stała nad przepaścią, albo się do niej w szybkim tempie zbliżała. To może być skuteczny straszak dla osób, które korzystając z medialnych relacji wyobrażą dziś sobie Polaków, którzy nie mogą wypłacić pieniędzy z bankomatów, albo którzy nie dostają pensji i emerytur.
Takie oceny nie zamykają jednak dyskusji o tym, programy której partii bardziej zagrażają polskim finansom. Zarówno PiS, jak i PO przedstawiają kosztowne dla budżetu propozycje. Partia Kaczyńskiego obiecuje np. obniżenie wieku emerytalnego, podniesienie kwoty wolnej od podatki i pogram dofinansowania dla rodzin – 500 zł na każde dziecko. Premier Ewa Kopacz mówiła z kolei o wzroście płacy minimalnej, walce z "umowami śmieciowymi", budżetach obywatelskich na każdym szczeblu samorządu i zmianach w programach mieszkaniowych.
Scenariusz grecki się w Polsce nie wydarzy, bo trudno wyobrazić sobie rządzących, którzy przez 10 lat ignorują konstytucyjne blokady długu i zadłużają się dalej. Ale gdyby miał się wydarzyć, to raczej za sprawą działania PiS.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
