
Polska aplikacja modowa Qute na smartfony chce zawojować świat. Skierowana do osób, które całymi dniami siedzą przed swoimi telefonami, czyli tak zwanych „face down generation” jest czymś pomiędzy sklepem, osobistym doradcą, a medium społecznościowym. Ułatwia codzienne rozterki kobiet przed lustrem a także robienie zakupów.
Personal shopper Gwiazdy i celebrytki, a także zamożne kobiety lub mężczyźni, którzy chcą mieć idealną szafę wynajmują jednorazowo lub na stałe tak zwanych osobistych doradców do spraw zakupów – personal shopper. Doradzają, w czym danej osobie jest dobrze i co jest najkorzystniejszej dla jej czy jego sylwetki i twarzy oraz tworzą całe zestawy ubrań. I takie „gotowce” można powiesić w szafie.
Świetny pomysł, ale przeciętnej osoby nie stać na takie ekskluzywne porady stylisty, więc co nam pozostaje? Znudzony do bólu zakupami mąż czy chłopak, który dla świętego spokoju powie: tak, dobrze, bardzo ładnie, pięknie, ale chodźmy już na coś do zjedzenia. Z przyjaciółką może też być różnie, albo doradzi od serca tak, że wydasz całą pensję w dwóch sklepach na ubrania, których nigdy nie założysz, bo mówiła, że są tanie jak barszcz, albo złośliwie podpowie ci, żebyś kupiła ubrania, które nie są specjalnie korzystne dla twojej urody i sylwetki.
Natomiast zakupów odzieżowych nie robimy codziennie, więc nie ma co się zastanawiać nad tym czy potrzebujemy doradzacza sklepowego. Ale każdego dnia przed wyjściem do pracy, na randkę czy spotkanie z przyjaciółmi wielu z nas zachodzi w głowę, co na siebie założyć, żeby wyglądać ładnie, stosownie do okazji, nie jak przebieraniec. I wtedy mąż czy przyjaciółka już na pewno nie pomogą. I między innymi te dwie sytuacje: w sklepie i przed lustrem w domu, natchnęły twórców Qute do stworzenia aplikacji modowej.
Jak to działa? Obsługa tej aplikacji jest banalnie prosta, nawet dla takiej technologicznej analfabetki jak ja. Wystarczy ściągnąć ją na smartfona – jest bezpłatna i dostępna dla systemów iOS oraz Android, a następnie zrobić dwa zdjęcia dwóch wybranych stylizacji i wrzucić do sieci Qute. A tam już po kilku sekundach pojawią się odpowiedzi ludzi z całego świata, oczywiście tych, którzy są użytkownikami tej samej aplikacji. Czy masz założyć turkusową czy pudrowo-beżową sukienkę. Co najlepiej obrazuje załączony filmik.
Banalnie proste i w moim przekonaniu świetne dla pokolenia Y, które w mediach społecznościowych spędza pół doby, jak nie całą. Zresztą twórcy tej aplikacji nie ukrywają, że tak zwane „face down generation” wiszące nad smartfonami przez cały dzień są ich grupą docelową. – Jako ludzkość zatoczyliśmy koło i cofnęliśmy się do epoki piktogramów. Nasz język zubożał, a swoje myśli i emocje wyrażamy za pomocą obrazów, czy emotikonek. W takich realiach obraz staje się komunikatem uniwersalnym i znosi bariery językowe – tłumaczy Michał Gąsior, pomysłodawca i CEO aplikacji.
Biorąc pod uwagę społeczeństwo obrazkowe twórcy Qute mają więc apetyt na sukces nie tylko w Polsce, ale i na całym świecie, bo uważają, że ich aplikacja jest prosta, uniwersalna i czytelna dla każdego. Bariera językowa nie ma tu znaczenia. Niemniej, wydaje mi się, że docelowym użytkownikiem tej aplikacji będą głównie kobiety. Jakoś nie widzę polskich mężczyzn stojących przed lustrem i wysyłających swoje selfie z pytaniem o to, jak się wystroić do pracy: czerwona marynarka czy zielony pulower…
Michał Gąsior, CEO Qute
Z tą szczerością nie byłabym taka pewna, bo jak obserwuję komentarze na facebooku po wrzuceniu selfie moich znajomych, zwykle czytam same pochlebstwa. Czy rzeczywiście wszyscy naprawdę lubią dane zdjęcie – nie wiem. Ale być może odpowiedzi czy założyć czarny golf czy fioletową mini przesłane od 50 lub stu osób są bardziej wiarygodne niż od kilku fałszywych pochlebców z fejsa?
Kliki i guziki Ale widać, że nie o samą zabawę polskim twórcą tej aplikacji chodzi. Trzeba przyznać, że postarali się, aby amatorzy mody mogli też wchodząc na Qute dowiedzieć się różnych ciekawostek. Na temat historii mody, oczywiście. I po każdym oddanym głosie w sprawie idealnej stylizacji naszego „znajomego”, otrzymujemy informację z tej dziedziny. Podobno znalazło się w bazie około pół tysiąca ciekawostek, na które użytkownicy trafiają losowo. Jak ta: „Napoleon Bonaparte jako pierwszy wynalazł praktyczne zastosowanie dla guzików.” Ekstra. Może to trochę wiedza jak z kapsli od napojów Tymbark, ale krótki przekaz łatwo się zapamiętuje. Bo całość moim zdaniem jest zbudowana na prostocie i łatwej komunikacji.

A oprócz tego to może być z czasem niezły biznes. Każde tego typu medium to gratka dla reklamodawców i właścicieli firm z różnych branż. W tej sytuacji – z branży odzieżowej. Co najlepiej opisuje CEO Qute:
Michał Gąsior, Qute
Rzeczywiście można robić analizy dotyczące preferencji produktów wybieranych przez użytkownika i określać jego wiek, płeć, miejsce zamieszkania czy zainteresowania, co może być przydatnym narzędziem dla marek modowych. Trochę to pachnie „wielkim bratem”, ale z drugiej strony i tak cały czas jesteśmy obserwowani przez ruchy na Google’u czy Facebooku, więc nie powinno to już nikogo dziwić. Ale z ciekawości zapytałam projektantkę młodej marki Starseeds, co sądzi o takiej kolejnej zabawce w telefonie, wysyłając jej wcześniej filmik promujący Qute.
Natalia Zawada, projektantka mody, założycielka Starseeds
Zobaczymy jak Qute przyjmie się w Polsce, a jak na świecie. Trzymamy kciuki za sukces na miarę Facebooka i mamy nadzieję, że nie podzieli losu grono.net czy "naszej klasy".
Napisz do autorki: maria.kowalczyk@natemat.pl
