Kto zostanie nowym Rzecznikiem Praw Obywatelskich?
Kto zostanie nowym Rzecznikiem Praw Obywatelskich? Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta

Ten rzecznik jest wyjątkowy - nie broni interesów żadnej instytucji, koncernu ani nie tłumaczy się za polityków, którzy chlapnęli głupotę. Ten rzecznik jest dla wszystkich Polaków i to ich interesu ma bronić niczym własnej niepodległości. Do tej pory o wyborze Rzecznika Praw Obywatelskich decydował klucz polityczny, teraz mamy szansę na historyczną woltę - obywatelski rzecznik być może naprawdę będzie obywatelski. Dlaczego więcej do powiedzenia w kwestii rzecznika wszystkich Polaków mają politycy, a nie obywatele?

REKLAMA
Coś się kończy, coś zaczyna
Irena Lipowicz, ustępująca Rzecznik Praw Obywatelskich (RPO) kończy swoją kadencję w połowie lipca, a wraz z jej odejściem na pewno wielu odetchnie pełną piersią. Rzeczniczka objęła urząd w 2010 roku. Wygrała dzięki wsparciu polityków Platformy Obywatelskiej, którzy storpedowali kandydaturę forsowaną przez Prawo i Sprawiedliwość.
Kończąca kadencję rzeczniczka była wielokrotnie krytykowana za opieszałe działania, traktowanie po macoszemu spraw związanych z dyskryminacją i wybiórcze podejście do swoich zadań. Lipowicz swoim konikiem uczyniła tematykę związaną z osobami niepełnosprawnymi i starszymi, do czego zresztą otwarcie się przyznaje.
logo
Ustępująca rzeczniczka wybiórczo dbała o Polaków - twierdzą jej krytycy. Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
– Na pewno nie zaniedbałam spraw dyskryminacji. Jeśli chodzi o moje priorytety, to w sprawach dotyczących osób starszych, niepełnosprawnych mamy pozytywne zmiany. Ale np. kwestia imigrantów dopiero teraz odżyła, mimo że próbowałam wcześniej budzić sumienia – mówiła niedawno w TOK FM, odpierając zarzuty swoich oponentów.
Z Lipowicz było trochę zamieszania nie tylko za sprawą rzekomych zaniechać na stanowisku reprezentującym interes wszystkich Polaków. Zaskoczyła wszystkich deklaracją o tym, że powalczy o reelekcję (kadencja trwa 5 lat). W historii stanowiska jeszcze się nie zdarzyło, żeby ktoś je sprawował przez dwie kadencje, a w dobrym obyczaju było odejście po pierwszej i nieubieganie się o ponowny wybór. Lipowicz obyczaj złamała, ale się przeliczyła. Popierająca ją wcześniej Platforma pokazała Lipowicz plecy i postawiła na innego kandydata – Adama Bodnara, obywatelskiego kandydata, który z polityką, w przeciwieństwie do Lipowicz, nie jest za pan brat.
To wbrew pozorom ważny sygnał, który oczywiście nie jest wolny od politycznej kalkulacji, ale tak czy siak, jest ukłonem w stronę obywateli i organizacji pozarządowych, którym w końcu do debaty o RPO, udało się wtrącić swoje trzy grosze.
Kandydat obywatelski vs. kandydat polityczny
Lipowicz odpadła w przedbiegach, ale na placu boju zostało dwóch kandydatów. Pierwszy - obywatelski, drugi - polityczny. Ten pierwszy to wspomniany wcześniej dr Adam Bodnar, który cieszy się poparciem kilkudziesięciu organizacji pozarządowych. Naprzeciwko niego stanęła Zofia Romaszewska, za którą murem stoi Prawo i Sprawiedliwość. To zresztą dyżurna kandydatka prawicy - posłowie Jarosława Kaczyńskiego w poprzednim plebiscycie również wystawili ją do konkursu na RPO, z którego wówczas zwycięską ręką wyszła Lipowicz.
Żadnemu z kandydatów nie można odmówić kompetencji. Bodnar jest wiceszefem Helsińskiej Fundacji Praw Człowieka, dzięki czemu problemy i obszary, którymi zajmuje się Rzecznik Praw Obywatelskich, są mu bliskie i znane od podszewki. Romaszewska z kolei może się pochwalić się piękną solidarnościową kartą (w przeszłości kierowała m.in. Biurem Interwencji Komitetu Obrony Robotników, a po 89' Biurem Interwencji Kancelarii Senatu), co również stanowi świetną rekomendację na to stanowisko.
logo
Zofia Romaszewska prywatnie była żoną Zbigniewa Romaszewskiego, zmarłego w zeszłym roku senatora. FOT. WOJCIECH OLKUSNIK / AGENCJA GAZETA
Różnica między kandydatami nie leży więc w ich przygotowaniu i doświadczeniu. Różnica polega na tym, kto popiera obydwie kandydatury. Bodnar ma mandat zaufania od środowisk równościowych i strażniczych i cieszy się silnym poparciem samych obywateli, którzy po raz pierwszy tak chętnie włączyli się w proces wyboru swojego rzecznika, co jest rzeczą bez precedensu, a co powinno być na porządku dziennym. Co prawda Bodnar dostał też zielone światło od polityków PO i lewicy, ale wcale o to usilnie nie zabiegał.
W przeciwieństwie do Romaszewskiej, popieranej przez samych polityków, jest bodaj pierwszym w historii kandydatem na rzecznika, którego chce spora część społeczeństwa. Za Bodnarem lobbują 64 różne organizacje, listę z poparciem dla jego kandydatury poparło prawie 1300 osób - jego zwolennicy stworzyli nawet aplikację, dzięki której każdy, kto chce może zgłosić swoje poparcie dowolnemu posłowi.
logo
Bodnara popierają przede wszystkim środowiska, które trzymają się z daleka od polityki. Fot. Jacek Marczewski / Agencja Gazeta
Obywatele powinni decydować, tylko nie mają jak
Wybory kolejnych Rzeczników Praw Obywatelskich nie sprzyjają niestety obywatelskim postawom, a głos społeczeństwa nie był do tej pory przy okazji plebiscytu głośno słyszalny. W znacznej mierze winne temu są same procedury, które nie włączają społeczeństwa w cały proces, a decyzję zostawiają w rękach posłów, dla których oczywiście obsadzenie tego stanowiska, jak każdego innego, staje się kolejną sposobnością do politycznych rozgrywek.
Rzecznika powołuje w formie uchwały Sejm za zgodą Senatu na wniosek Marszałka Sejmu albo grupy 35 posłów. I nikt inny. Zwykły Kowalski, albo organizacje pozarządowe mogą próbować przekonywać posłów, ale realnie nie muszą stanowić dla posłów żadnego punktu odniesienia i nie mają mocy sprawczej.
Przykład Adama Bodnara pokazuje, że czegoś w tym systemie od dawna brakowało, a żeby uczynić go pełniejszym, powinno się być może przemyśleć inne rozłożenie akcentów - zamiast dyktatu polityków, swój udział w wyborze RPO mogliby dostać sami obywatele, którzy, co widać, są żywotnie zainteresowani udziałem w wyborze swojego rzecznika. – Wybór Rzecznika, o którym wiadomo, że będzie „niewygodny” dla każdej władzy, jest testem dojrzałości Państwa i reprezentantów Narodu. Urząd Rzecznika został właśnie w takim celu stworzony – jest to urząd gwaranta wolności, równości i pomocy bezbronnym – stwierdził niedawno prof. Fryderyk Zoll z Wydziału Prawa i Administracji Uniwersytetu Jagiellońskiego.
Adam Bodnar wprowadził powiew świeżości i zrobił wyłom, nie tylko dlatego, że w pewnym sensie podważył sens obecnego sposobu powoływania Rzecznika, ale również ze względu na styl komunikowania się - jego program można od trzech tygodni przeczytać na stronie internetowej, a ostatnio postanowił się poddać obywatelskiemu przesłuchaniu - można mu było nawet zadać pytanie na żywo na spotkaniu.
Przed nim jeszcze dwa poważne testy - pierwszy 7 lipca, kandydatów przesłucha wówczas komisja sprawiedliwości, a w piątek odbędzie się głosowanie w Sejmie. Jeśli Bodnar zostanie wybrany, to być może czeka nas mała rewolucja w Biurze Rzecznika, do którego każdy z nas może zapukać po pomoc. Wybór między Bodnarem a Romaszewską to spór o nowego Rzecznika, ale też prztyczek dla polityków, którym obywatele przypomnieli, że oni też od czasu do czasu mają coś do powiedzenia.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl