
„Po co o mnie pisać? – mówiła Cesaria. – Moje piosenki mówią o mnie najlepiej". Dlaczego więc zdecydowała się Pani na napisanie biograficznej książki o Cesarii Evorze?
REKLAMA
O napisaniu książki myślałam jeszcze zanim poznałam Cesarię, po przeczytaniu jej francuskiej biografii. Wydała mi się świetna merytorycznie, ale daleka od samej postaci Evory. Nie przypuszczałam, że tak trudno do niej dotrzeć. Gdy poznałam Cesárię pomysł pisania szybko porzuciłam, bo Diwa odnosiła się do niego niechętnie i nie chciałam nadużyć jej zaufania. Ale mówi się, że człowiek żyje tak długo, jak długo o nim pamiętają. Trzy lata po odejściu Evory podczas pobytu w jej rodzinnym mieście ożyły wspomnienia. Lawina wspomnień. Pomyślałam, że poza piosenkami powinno zostać jak najwięcej o niej samej, że jednak sporo wiem i wróciłam do pomysłu sprzed 10 lat.
Cesaria Evora była gwiazdą światowej muzyki, spotykała się z największymi tego świata, przyjmowała najwyższe odznaczenia, dawała koncerty w najbardziej prestiżowych salach. A jednocześnie była osoba niezwykle skromną i chroniącą swoją prywatność. Książka pokazuje, że połączyła Panie wyjątkowa relacja. Czy łatwo było do niej dotrzeć, poznać ją?
Poznać ją, dosłownie, było łatwo, nigdy nie odgradzała się od ludzi, wręcz przeciwnie, ale dotrzeć do niej? O nie! W ogóle nie wiem, czy poza jej menedżerem José da Silvą ktoś tak naprawdę do niej dotarł. A przekroczenie granicy zwykłej znajomości - o ile Cesaria na to pozwoliła - oznaczało powolne odkrywanie jej skomplikowanej osobowości, a im było dalej, tym trudniej. Poza tym ja tego w ogóle nie planowałam, tylko niezmiennie cieszyłam się jej obecnością.
Co Panią najbardziej poruszało w jej osobie? Jaka była Cesaria na co dzień, wśród najbliższych? Czy ten obraz Cesarii dla bliskich różnił się od jej wizerunku scenicznego?
Na co dzień była znacznie weselsza! A na poważnie, wbrew oczekiwaniom, poza sceną „królowa nostalgii i nastroju” była osobą bardzo pogodną, towarzyską i skłonną do żartów i zabawy. Tak jak większość Kabowerdyjczyków, którzy niezależnie od niełatwego życia potrafią się nim cieszyć. Co widać także na scenie, gdy „tropikalny blues” czyli morna ustępuje żywej, skocznej coladerze. To jak cienie i blaski życia, w którym Cesaria zachowała nieskażoną sławą i sukcesami naturalność i skromność. Miała bardzo silną osobowość, ale zawsze brała życie takie jakie jest. Nie buntowała się, gdy jej nie głaskało i nie popadała w euforię, gdy święciła triumfy. Nie próbowała nań wpływać, ale też nie pozwalała, by życie zmieniało ją samą. I to było w niej najbardziej poruszające.
Związki Cesarii z mężczyznami nie były trwałe i trudno powiedzieć, żeby miała szczęście w miłości. Lepsze relacje budowała z otaczającymi ja kobietami. Kto był dla niej najważniejszy w tym gronie?
Oj, Cesaria zdziwiłaby się! W jej świecie dla kobiet miejsca było niewiele. Nudziły ją, a ich towarzystwo uważała za nieatrakcyjne, dobrze czuła się przede wszystkim w otoczeniu mężczyzn. Ale świętością była dla niej matka, Dona Joana, a wyjątkową czułością i miłością obdarzała wnuczkę Janete.
W posłowiu do książki Stanisława Celińska skomentowała „Przekazała ciepło zwykłego człowieka, który się nie wywyższa, a dzięki temu jest kochany”. Co Pani zdaniem leżało u źródła popularności Cesarii?
Ba, na to pytanie usiłowało odpowiedzieć wielu dziennikarzy i autorów! Mistrzostwo wykonania nieznanego szerzej gatunku muzyki, świeżego i egzotycznego; naturalność, by nie powiedzieć krańcowa oszczędność scenicznego image’u, charyzmatyczna, silna osobowość, brak jakiejkolwiek autokreacji, czy to na scenie czy poza nią, i najważniejsze – niepowtarzalny, jedyny w swoim rodzaju głos. I chwytająca za serce prawdziwa opowieść o Kopciuszku z nieznanych, tropikalnych wysp. A poza tym coś, co tak naprawdę trudno wytłumaczyć: charyzma!
Dla świata jest znana przede wszystkim ze swoich wspaniałych pieśni, z czego dwie melodie – Sodade i Miss Perfumado – zdobyły chyba największą popularność. Pani sama zna świetnie twórczość Cesarii i niejednokrotnie tłumaczyła teksty na język polski. Które z jej pieśni są Pani najbliższe? Czy ona sama lubiła szczególnie jakiś utwór?
Pytana o ulubioną piosenkę Cesaria niezmiennie powtarzała : Mar Azul (Niebieskie morze), albo Miss Perfumado, a z ostatniej płyty wymieniała tytułowy utwór: Sentimento (Uczucie). A gdybym ja miała wybierać, byłyby to klasyczne morny B.Lezy jak Lua Nha Testemunha oraz te nieznane mi utwory, których słucham na prywatnych nagraniach z wieczornego muzykowania w Mindelo.
Kto odkrył Cesarię dla Polski i jak to się stało, że stała się tak niezwykle popularna i w naszym kraju? Koncertowała tu wielokrotnie, nagrała duety ze znanymi artystkami. Jak czuła się u nas?
Cesaria wszędzie czuła się świetnie, ale doceniała szczególną atencję ze strony polskiej publiczności. I nawet nie narzekała na zimno!
Nie wiem, kto wpadł na pomysł zaproszenia jej do Wrocławia w 1999 roku, ale muzyczna poczta pantoflowa działała; w tym czasie w Zachodniej Europie Cesaria była już uznaną gwiazdą i polska publiczność już na nią czekała, czego dowiodły pierwsze koncerty w Polsce. Niewątpliwie szersza publiczność odkryła Cesárię dzięki głośnemu duetowi z Kayah, ale prędzej czy później i tak Bosonoga dałaby się poznać, jak w wielu innych krajach.
Nie wiem, kto wpadł na pomysł zaproszenia jej do Wrocławia w 1999 roku, ale muzyczna poczta pantoflowa działała; w tym czasie w Zachodniej Europie Cesaria była już uznaną gwiazdą i polska publiczność już na nią czekała, czego dowiodły pierwsze koncerty w Polsce. Niewątpliwie szersza publiczność odkryła Cesárię dzięki głośnemu duetowi z Kayah, ale prędzej czy później i tak Bosonoga dałaby się poznać, jak w wielu innych krajach.
Dzięki Cesarii Evorze bywała Pani często na Wyspach Zielonego Przylądka, jest Pani nawet autorką przewodnika po tym kraju. Co Panią urzekło w tych miejscach? Czy teraz, gdy Cesaria już odeszła, zdarza się Pani tam jeszcze powracać?
Urzekli mnie nadzwyczaj gościnni ludzie, przepiękne krajobrazy, niezwykła atmosfera i wszechobecna muzyka, którą jestem zafascynowana. I bogactwo kultury w tak biednym kraju. Mam tam przyjaciół, znajomych, ulubione miejsca. Cieszę się zmianami na lepsze, śledzę nowinki. Każdy może mieć swoje drugie, poza domem, miejsce na ziemi, czy to nad Bałtykiem, w Barcelonie czy w Dolinie Biebrzy. Ja mam je w Mindelo, mieście Cesarii, do którego wracam mimo, że jej już tam nie ma.
Cesaria rozsławiła swoją muzyką Wyspy Zielonego Przylądka na świecie. A czy muzyka jest ważna dla Kabowerdyjczyków? Jak ona sama była przyjmowana przez swoich rodaków?
Ktoś kiedyś żartobliwie powiedział, że na dwóch Kabowerdyjczyków trzech jest muzykami. I tak jest, bo mieszkaniec Wysp Zielonego Przylądka z muzyką się niemal rodzi, na co dzień żyje i z muzyką wyrusza w swą ostatnią drogę. To nieodłączny element codzienności na Wyspach. Każdy albo muzykuje, albo jej słucha. Nic dziwnego, że ten mały kraj ma tak wielu uzdolnionych muzyków. Cesaria jest muzyczną ikoną całego Cabo Verde, ale każda z dziewięciu zamieszkałych wysp archipelagu ma swoje gatunki muzyczne, swój styl i swoich idoli. Jednak dzięki Cesarii do narodowego dziedzictwa kulturowego Republiki od niedawna należy oficjalnie właśnie morna, gatunek przez nią rozsławiony.
„Swojego losu nie unikniemy, więc trzeba go przyjmować ze spokojem i nie buntować się” – mawiała Cesaria Evora. Czego nauczyła Panią ta kobieta? Czy może Pani powiedzieć, że ta znajomość zmieniła Pani życie?
Uczyła, nie tylko mnie, wielu rzeczy, które dla niej były normalne: szacunku dla innych niezależnie od statusu, zasobności portfela i koloru skóry, szacunku dla siebie samej, braku uczucia zazdrości, odegrania się, tolerancji, umiejętności dzielenia się z innymi i cieszenia się drobiazgami. Umiejętności zrozumienia drugiego człowieka i zaakceptowania życia takim, jakie jest. Prozaiczne? Może, tylko czy na pewno jest to proza, którą mówimy na co dzień? No i, bardziej konkretnie, uczyła mnie też, chcąc nie chcąc, kreolskiego! Tylko z tym spokojem trochę mi nie wychodzi: wciąż się buntuję!
Czy moje życie się zmieniło? Z pewnością: zwiedziłam kawał świata, o czym zawsze marzyłam, poznałam wielu wspaniałych ludzi, przeżyłam mnóstwo przygód. I miałam szczęście i zaszczyt być w bliskim otoczeniu kogoś, kto wszedł na stałe do światowej historii muzyki. A kto nie chciałby spędzić trochę czasu ze swym idolem? Czy to Edith Piaf, Kurt Cobain czy Miles Davies?
Dziękuję za rozmowę.
To ja dziękuję.
Partnerem tekstu są Marginesy