"Gimbopatrioci" są nie w smak środowiskom narodowym
"Gimbopatrioci" są nie w smak środowiskom narodowym Fot. Jędrzej Nowicki / AG

Walczą z komuną i wypowiadają wojny “wrogom ojczyzny”. Fascynują się bohaterami polskiej historii, a wiedzę na ich temat czerpią np. z patriotycznych koszulek. Działają w sieci, bo większość czasu spędzają w… szkole. Oto wyśmiewani przez lewicę, a ostatnio pogardzani przez narodowców, “gimbopatrioci”.

REKLAMA
Bój memów
Marek ma 16 lat. Nazywa się “patriotą”, a “lewak” to dla niego największa oblega. Do szkoły zabiera patriotyczne naklejki i vlepki, choćby takie ze znakiem Polski Walczącej. Po szkole rusza w świat, w którym odnajduje się najlepiej – w internet. To tam głosi, że “precz z komuną” i “śmierć wrogom ojczyzny”. Tam zgłębia tematykę antykomunistycznego podziemia po II Wojnie Światowej, co najczęściej sprowadza się np. do peanów na cześć Żołnierzy Wyklętych. Jego idolem jest rotmistrz Pilecki. Koszulka z wizerunkiem bohatera wisi w szafie.
Ma też zainteresowania bardziej “przyziemne”. To na przykład walka z “islamizacją Europy”, ewentualnie z “ideologią gender”. Oczywiście online, bo wojna, którą prowadzi, rozgrywa się na komentarze i memy. Jeńców nie bierze – język musi być wulgarny i agresywny. Często czysta mowa nienawiści.
logo
Koszulka z rotmistrzem Pileckim – atrybut "gimbopatrioty" Fot. redisbad.pl
Marek nie istnieje. To fikcyjna postać. Jej opis jest jednak najlepszym podsumowaniem wszystkiego, co kryje się pod pojęciem “gimbopatriota”. Definicji nie ma, ale ci, którzy mieli okazję dyskutować z taką osobą, doskonale wiedzą, o co chodzi. Młody, radykalny, bez wiedzy, za to z łatwo przyswajalną retoryką i uproszczonym “programem” konserwatywno-narodowych ugrupowań. Takich jest wielu.
Narodowy leming
O gimbopatriotach zrobiło się głośno w ostatnich miesiącach. Co ciekawe, nie za sprawą tych z zasady obśmiewających młodych patriotów, którzy na sztandarach mają kotwicę i wzniosłe hasła. Nieopierzonych kolegów wzięli na celownik narodowcy. Właściwie to oni zidentyfikowali taką kategorię patriotów i postawili tezę, że są dla nich palącym problemem. Na forach i w artykułach narodowców powtarza się teza, że to narodowa odmiana znienawidzonych lemingów. To samo płytkie i bezrefleksyjne podejście, tyle że na własnym podwórku.
"Pojęcia tzw. gimbopatriotyzmu czy nacjolemingozy weszły już do środowiskowego obiegu, ich funkcjonowanie sygnalizuje nam pewne, namacalnie istniejące problemy, z jakimi spotykamy się w środowiskach narodowych czy, szerzej mówiąc, patriotycznych" – przekonuje na łamach pisma "Polska Niepodległa" Jakub Siemiątkowski, sekretarz Młodzieży Wszechpolskiej.
"Gimbopatriotyzm" definiuje w następujący sposób:

W dużym skrócie mieszczą się w nim takie zjawiska jak: moda na patriotyczną odzież, ostentacyjny kult postaci takich jak rotmistrz Pilecki, walka z nieistniejącą przecież od 26 lat komuną, nadmierna aktywność na portalach społecznościowych, wyrażająca się w emocjonalnym zarzucaniu innym zdrady ojczyzny itd. Czytaj więcej

Jak pisze, największym problemem gimbopatriotów jest to, że emocje zastępują u nich rozsądek, a za wielkimi symbolami, którymi się posługują, "nic konkretnego się nie kryje". Dlatego pojawia się postulat, by oczyścić szeregi ugrupowań narodowych z takich "patriotów". Sam fakt (pozytywny) zainteresowania polską historią i jej bohaterami nie wystarczy.
logo
Podobne wpisy na portalach społecznościowych to dla narodowców wzorcowy przykład "gimbopatriotyzmu". Bluzgi, wyzwiska, groźby... Fot. Facebook
"Młodzi ludzie w koszulkach z jaszczurkami pojawiają się na manifestacjach i mówią nawet o obalaniu rządu, ale dobrze wiemy, że to co najwyżej buńczuczna przenośnia, emocjonalnie rzucane hasła. Potrzeba tu czegoś więcej, realnej pracy nad tym by za symbolami, które niejako genetycznie zaprogramowaną mają w sobie antysystemowość, treść faktycznie była rewolucyjna" – twierdzi sekretarz MW.
Swój tekst kończy pytaniem, czy narodowców stać na to, by "modę na patriotyzm" przekuć nie tylko na "dość bezproduktywne odczucia w stosunku do naszych historycznych bohaterów". "Trzeba położyć nacisk na kształtowanie konkretnych postaw, a nie tylko zadowalać się tym, że młodzież mówi coś o Polsce i patriotyzmie. Jak zwykle, wszystko rozbija się o brak spójnych, przemyślanych wizji, które należy przedstawić społeczeństwa" – szybko odpowiada.
Kłopot z narybkiem
Takich głosów jest więcej. W środowisku narodowców dyskusja o gimbpatriotyzmie rozkręciła się na całego. Części komentatorów zaczyna przeszkadzać to, że wizerunek wszelkiej maści patriotów przysłaniają dziś m.in. akcje przeciwko gender, sprzedawane masowo gadżety czy internetowe przepychanki.
Zwraca na to uwagę autor tekstu na nacjonalistycznym portalu Autonom.pl. Pisze, że właśnie wokół gimbopatriotów, którzy opierają się na pustej symbolice, mnożą się "narodowi biznesmeni".
Autonom.pl

Spotkania objazdowe, czy wierszówki za promocję patriotycznego populizmu w nudnawych gazetkach, są dla co poniektórych niezłym źródłem dochodu. Dochodzi do tego również moda na „patriotyczne ciuchy”, produkowane już przez niezliczoną ilość firm. Profil Marszu Niepodległości na Facebook’u, czyli terenie głównego obszaru działalności „gimbopatriotów”, potrafi na wiele dni przybrać formę nieodbiegającą od gazetki ogłoszeniowej sieci hipermarketów.

Co więc należy zrobić? W cytowanym tekście pada postulat "wojny kulturowej". Bo nie może być tak, że patriotyczna działalność sprowadza się do wydawania kolejnych wyroków "śmierci wrogom ojczyzny", przy czym wrogiem jest najczęściej ten, z kim gimbopatriota przegrywa w dyskusji.
Problem w tym, że nie do końca wiadomo, co taka "wojna" miałaby oznaczać. Moda na patriotyzm i patriotyczną symbolikę jest faktem. Czy narodowcy mogą sprawić, że chłopak z koszulką z rotmistrzem Pileckim stanie się "prawdziwym patriotą" albo przestanie być patriotą "gimbo"? Wątpliwe. Raczej powinni się cieszyć, że u młodych znak Polski Walczącej czy Pilecki zastępują tęczową flagę masowo wklejaną na Facebooku. "Gimbo", ale przynajmniej "patriotyzm..."

Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl