
Walczą z komuną i wypowiadają wojny “wrogom ojczyzny”. Fascynują się bohaterami polskiej historii, a wiedzę na ich temat czerpią np. z patriotycznych koszulek. Działają w sieci, bo większość czasu spędzają w… szkole. Oto wyśmiewani przez lewicę, a ostatnio pogardzani przez narodowców, “gimbopatrioci”.
Marek ma 16 lat. Nazywa się “patriotą”, a “lewak” to dla niego największa oblega. Do szkoły zabiera patriotyczne naklejki i vlepki, choćby takie ze znakiem Polski Walczącej. Po szkole rusza w świat, w którym odnajduje się najlepiej – w internet. To tam głosi, że “precz z komuną” i “śmierć wrogom ojczyzny”. Tam zgłębia tematykę antykomunistycznego podziemia po II Wojnie Światowej, co najczęściej sprowadza się np. do peanów na cześć Żołnierzy Wyklętych. Jego idolem jest rotmistrz Pilecki. Koszulka z wizerunkiem bohatera wisi w szafie.
O gimbopatriotach zrobiło się głośno w ostatnich miesiącach. Co ciekawe, nie za sprawą tych z zasady obśmiewających młodych patriotów, którzy na sztandarach mają kotwicę i wzniosłe hasła. Nieopierzonych kolegów wzięli na celownik narodowcy. Właściwie to oni zidentyfikowali taką kategorię patriotów i postawili tezę, że są dla nich palącym problemem. Na forach i w artykułach narodowców powtarza się teza, że to narodowa odmiana znienawidzonych lemingów. To samo płytkie i bezrefleksyjne podejście, tyle że na własnym podwórku.
W dużym skrócie mieszczą się w nim takie zjawiska jak: moda na patriotyczną odzież, ostentacyjny kult postaci takich jak rotmistrz Pilecki, walka z nieistniejącą przecież od 26 lat komuną, nadmierna aktywność na portalach społecznościowych, wyrażająca się w emocjonalnym zarzucaniu innym zdrady ojczyzny itd. Czytaj więcej
Takich głosów jest więcej. W środowisku narodowców dyskusja o gimbpatriotyzmie rozkręciła się na całego. Części komentatorów zaczyna przeszkadzać to, że wizerunek wszelkiej maści patriotów przysłaniają dziś m.in. akcje przeciwko gender, sprzedawane masowo gadżety czy internetowe przepychanki.
Spotkania objazdowe, czy wierszówki za promocję patriotycznego populizmu w nudnawych gazetkach, są dla co poniektórych niezłym źródłem dochodu. Dochodzi do tego również moda na „patriotyczne ciuchy”, produkowane już przez niezliczoną ilość firm. Profil Marszu Niepodległości na Facebook’u, czyli terenie głównego obszaru działalności „gimbopatriotów”, potrafi na wiele dni przybrać formę nieodbiegającą od gazetki ogłoszeniowej sieci hipermarketów.
Napisz do autora: michal.gasior@natemat.pl
