
Premier Grecji Aleksis Cipras był ostatnio w Parlamencie Europejskim krytykowany za opieszałość i brak konkretnych propozycji dotyczących łagodzenia skutków greckiego kryzysu. Teraz będzie mógł w końcu wziąć się do działania - w sobotę grecki parlament zgodził się, aby ten podjął negocjacje dotyczące nowych form pomocy dla stojącego na krawędzi bankructwa kraju.
REKLAMA
Grecy wykazali w obliczu niebezpieczeństwa solidarność - za pełnomocnictwami dla Ciprasa głosowali zarówno jego partyjni koledzy i koleżanki, jak i większość przedstawicieli opozycji.
Najnowsze ustalenia przewidują objęcie Grecji pakietem pomocowym (byłby to już trzeci taki pakiet) w wysokości 53,5 mld euro, obliczonym na trzy kolejne lata. Byłaby to swego rodzaju transakcja wiązana, pod Akropolem bowiem powinni zobowiązać się w zamian do przeprowadzenia odpowiednich reform, m.in. emerytalnej i administracyjnej, a także zmian podatkowych. Podwyższenie VAT-u miałoby przynieść skarbowi państwa dodatkowe wpływy.
Zarówno Cipras, jak i inni członkowie rządu, zdają sobie sprawę, że Grecję czeka teraz zaciskanie pasa i tylko współpraca z zachodnimi instytucjami może przynieść rozwiązanie kryzysu. Premier wciąż nie bierze pod uwagę scenariusza wyjścia Grecji ze strefy euro.
Wbrew zapowiedziom bowiem, stanowcze greckie „nie” w referendum nie oznacza od razu porzucenia wspólnej europejskiej waluty. We wtorek Cipras udał się do Brukseli, aby przekonać przywódców eurostrefy oraz Międzynarodowego Funduszu Walutowego do przekazania Grecji kolejnej transzy finansowej pomocy. Jak się jednak okazało, grecka delegacja przyleciała w zasadzie bez żadnej nowej propozycji.
Po szczycie eurogrupy Donald Tusk ocenił, że najważniejszym zadaniem jest wypracowanie wspólnego stanowiska. – Na wszystkich negocjujących stronach spoczywa odpowiedzialność za obecną sytuację. Dlatego dziś wezwałem wszystkich liderów, by spróbowali znaleźć konsensus, który będzie naszym wspólnym sukcesem – mówił szef Rady Europejskiej.
Źródło: TVP Info
