
Unijny szczyt w Brukseli trwa od kilkunastu godzin. Wszystko wskazuje na to, że po negocjacyjnym maratonie przywódcy państw europejskich zawarli z rządem greckim wstępny kompromis. Nie oznacza to, że kryzys grecki został zażegnany. To kolejny krok do trudnego porozumienia. Jeśli Grecja chce dostać kolejną pożyczkę od wierzycieli, będzie musiała mocno zacisnąć pasa i wprowadzić reformy, które na pewno nie spodobają się Grekom.
REKLAMA
Podczas szczytu w Brukseli greckiemu rządowi zostały przedłożone twarde warunki: Ateny muszą wdrożyć w życie kolejne restrykcyjne reformy: m.in. emerytalną i podatkową.
Oprócz tego Bruksela chce, żeby część greckiego majątku warta 50 mld euro trafiła do specjalnego funduszy w Luksemburgu. Pieniądze z prywatyzacji greckiego majątku zostałyby przeznaczone na spłatę długu. Szczególnie zależy na tym Angeli Merkel, która chce mieć gwarancję, że Ateny oddadzą zaciągnięte pieniądze.
To jednocześnie najbardziej kontrowersyjny punkt negocjacji, na który nie zgadza się Aleksis Tsipras, premier Grecji. Ateny chcą też ograniczyć rolę Międzynarodowego Funduszu Walutowego w programie ratunkowym. Podczas nocnych negocjacji przez cztery godziny rozmowy toczyły się w wąskim gronie. Przy stole zasiedli wówczas kanclerz Merkel, Francois Hollande, prezydent Francji, premier Grecji i Donald Tusk, szef Rady Europejskiej.
Grecja najpewniej nie wyjdzie ze strefy euro, chociaż ten scenariusz też był rozważany - Berlin przedłożyły nawet pomysł, który zakładał, że Grecja na jakiś czas opuści euroland, ale ostatecznie raczej nie należy się spodziewać Grexitu.
Źródło: TVN24
