Młodzi zostali wyrolowani?
Młodzi zostali wyrolowani? Fot. Marcin Onufryjuk / Agencja Gazeta

Kto dzisiaj jest najsłabszym ogniwem w polskim społeczeństwie? Poszkodowanych grup jest całkiem sporo, wszędzie znajdą się niezadowoleni, którzy głośno i dobitnie wyłuszczą, dlaczego to im należy się to mało zaszczytne miano. Pośród narzekających, bezkonkurencyjni są chyba jednak młodzi. –Trzeba powiedzieć jasno: bycie młodym człowiekiem w Polsce w 2015 roku to doświadczenie upokarzające – stwierdził Stanisław Skarżyński, dziennikarz Radia Zet. I miał rację.

REKLAMA
Wyrolowani
Nikogo chyba nie trzeba przekonywać, jak niewesoły jest los dzisiejszych dwudziestoparolatków. Nie mają ani swojego rzecznika, ani dobrej opinii, a politycy licytują się na obietnice bez pokrycia, licząc na to, że młodsze pokolenia polecą na tych parę gładkich słów.
Stanisław Skarżyński, dziennikarz Radia Zet i współpracownik Instytutu Obywatelskiego napisał pierwszą od dawna tak trafnie diagnozującą analizę matni, w której błądzą dzisiaj po omacku młodzi. Z jego opisu nie wyłania się ładny obrazek, ale też nie o lukrowanie chodzi.
– Komu się udało jakoś urządzić, żyje całkiem nieźle. Większości jednak się nie udało. Nadal mieszkają u rodziców, lub rodzice pomagają im – bywa, że niemal czterdziestoletnim ludziom! – finansowo. Olbrzymia grupa uciekła na Zachód. Pozostali „trwają”. Codziennym doświadczeniem młodych Polaków jest żenujące, kompletnie nieadekwatne do potrzeb, wynagrodzenie, praca na czarno, śmieciowe formy zatrudnienia, powszechne łamanie prawa pracy, bo „dwadzieścia osób czeka na twoje miejsce" – pisze.
logo
"Bycie młodym to upokarzające doświadczenie". Fot. Franciszek Mazur / Agencja Gazeta
Pokolenie młodych to pokolenie, jak to zgrabnie nazwał autor powyższych spostrzeżeń, "kalekich" i dorosłych jedynie metrykalnie. To ta sama generacja, którą przecież nazywa się " X", "Y", co też daje do myślenia, jak gdyby końcowe literki alfabetu, oznaczające zazwyczaj niewiadomą albo nieokreśloność miały przekreślić szanse urodzonych, powiedzmy umownie po 80' roku, już na samym starcie.
Jeśli młodzi nie koncentrowaliby się na doczesności, co zresztą tak często im się zarzuca, mogliby odejść od zmysłów – przecież pod przykrywką krotochwilnego życia, kryje się tak naprawdę ogromny dramat ludzi, których przyszłość jest tak niepewna jak wróżenie z fusów. Śmieciówka, od zlecenia do zlecenia, wynajmowane mieszkanie, życie na walizkach, albo inaczej: harówka od świtu do nocy w wielkim szklanym biurowcu z widokiem na inne podobne, a w perspektywie na dokładkę brak emerytury i, bo ja wiem, zęby w ścianę po 65., a w wariancie męskim po 67 roku życia, jeśli bozia da, że dożyją.
Do tego dochodzi poczucie permanentnej niepewności, braku jakiegokolwiek zabezpieczenia na wypadek, gdyby noga się powinęła. I nie ma w tym krzty przesady! Można przywołać tu sporo statystyk, analiz, ale takie argumenty na nikim już nie robią wrażenia i są pustym wzorem szlaczków na wykresie.
Jeremi Mordasewicz, doradca zarządu Konfederacji Lewiatan stwierdził niedawno, że młode pokolenie zostało "wyrolowane". Przez rządzących i populizm wokół dyskusji o ich sytuacji. To chyba bardziej trafne określenie niż nic niemówiący "millenialsi", czy koncentrujące się na gadżetach określenie tej generacji i nazywanie ich pokoleniem iPodów czy klapek.
Upokorzeni i sfrustrowani
– Trzeba powiedzieć jasno: bycie młodym człowiekiem w Polsce w 2015 roku to doświadczenie upokarzające. I to powinno się zmienić – pisze bez ogródek Skarżyński. Ma rację. To upokarzające. Jeszcze więcej racji ma, kiedy pisze, że powinno się to zmienić. Jeszcze więcej racji miałby, gdyby odważył się tego zażądać natychmiast.
Dlaczego, mimo pełnej słuszności tego postulatu, szanse na to, że ktoś wyciągnie pomocną dłoń dla tej najbardziej upokorzonej obecnie grupy jest tak samo nikłe jak, nie przymierzając to że, Stefan Niesiołowski zacznie mówić wierszem, zamiast raz po raz miotać brzydkie sformułowania pod nosem, niegodne profesora "od muszek"? Przeszkód jest sporo.
Kłodę pod nogi młodemu!
Jedną z poważniejszych jest to, że, jak zauważa Skarżyński, pokolenie 20+ ciągle traktuje się jak rybkę w szklanej kuli. A jeśli dodać do tej wizji szklaną kulę i kręcenie się w kółko uwięzionej w akwarium rybki, robi nam się, wypisz wymaluj, motanina współczesnego dwudziestoparolatka. Rybka ma to do siebie, że nie mówi, a odmawianie prawa głosu młodym, jest dzisiaj w dobrym tonie.
Po 25 latach po transformacji, starsze pokolenia, które na własnej skórze doświadczyły historycznych eksperymentów politycznych wariatów, dzisiaj każą siedzieć cicho tym, którzy z powodów cokolwiek niezależnych przecież od siebie, nie mogli być świadkami przemian. – (...)"starzy” uparcie pozbawiają młodych prawa do niezadowolenia. „Wy nie wiecie, czym była komuna”. „Nie zdajecie sobie sprawy, czym była okupacja”. Więc: „siedźcie cicho!”.
Najgorsze w tym wszystkim jest to, że taka gadanina przynosi efekt, a zamiast pięści uniesionych w górę, mamy pokolenie zwieszonych głów czekających na lepsze czasy, które bardzo konsekwentnie nadejść nie chcą i urastają do rangi jakiejś mitycznej, niespełnionej tęsknoty młodej generacji.
Upokarzające jest bezrefleksyjne podejście polityków do zagadnienia. Młodzi nie są dla nich problemem pierwszej wagi, ale z konfrontacji z problemami tej grupy, wychodzą zazwyczaj niby pobici, ale tak właściwie, jakimś cudem, zwycięzcy.
Michał Braun, współtwórca Polskiej Rady Organizacji Młodzieżowych

Zainteresowanie władz sprawami ludzi młodych jest jak potwór z Loch Ness - wszyscy o nim mówią, ale nikt nie widział. Politycy ze wszystkich opcji postrzegają młodych instrumentalnie. Wciąż wydaje im się, że dorośli wiedzą lepiej czego potrzeba młodym niż sami zainteresowani.

– Idiotyczne pytanie o to, jak zarabiający 2 tys. złotych ma kupić mieszkanie, które zostało zadane Bronisławowi Komorowskiemu – oraz odpowiedź prezydenta – ujawnia pustkę naszej wyobraźni społecznej. Nie dysponujemy solidnymi danymi na ten temat, ale trudno oprzeć się wrażeniu, że „młodzi” jako całość to pokolenie ludzi smutnych i zmęczonych. Ludzi, którzy wciąż czekają, aż ich życie naprawdę się zacznie. Aż – w jakiś magiczny sposób – przeskoczą z tych „2 tysięcy” do „własnego mieszkania” – w tym wypadku Skarżyński znowu trafia w dziesiątkę.
Zrobieni w balona
Pokolenie urodzone w okolicach 89' to nie tylko najbardziej upokorzone pokolenie, lecz także najbardziej oszukane. W balona dwudziestolatków robili po kolei wszyscy: rodzice, którzy chcieli dobrze wmawiając swoim szkrabom, że jak tylko skończą studia i się do nich przyłożą, złapią Pana Boga za nogi. Jeśli polski system edukacji utorował komuś ścieżkę do sukcesu, zawrotnej kariery i złotych zamków, chętnie poznam i dłoń uścisnę.
Jacek Żakowski, publicysta

Zła edukacja przynosi zły rezultat. Młode pokolenie zostało nauczone nieprawdziwego świata. Wielkim wysiłkiem nawkładano masę głupot do głowy.

Następna lekcja życia, to niekończące się staże, praktyki i wieczna nadzieja na to, że pracodawca zobaczy w żółtodziobie nieoszlifowany diament. A wtedy, wiadomo, życie jak w Madrycie i w końcu będzie można złapać wiatr w żagle. Po którejś podobnej szansie z kolei, zapał gdzieś wyparowuje, a w miejsce nadziei pojawia się rodzaj usłużnej gotowości na spełnienie kolejnych żądań pracodawcy, jakiegokolwiek i byle gdzie.
Skarżyński domaga się przeprosin za "25 lat obłędu", za "głupią szkołę, pusty dom, za te wszystkie idiotyzmy i niebezpieczeństwa". Nie o przeprosiny tu przecież idzie, gesty symboliczne nie mają przecież żadnej mocy sprawczej, więc z punktu widzenia poszkodowanych, nie ma to większego znaczenia. Tym bardziej, że rozliczanie wszystkiego i wszystkich należy do narzędzi, którymi młodzi się nie posługują, tak robili nasi dziadkowie i rodzice. Co zostaje zatem pokoleniu dwudziestoparolatków? Aż strach pomyśleć.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl