
„Byłam mężczyzną, kocham Kościół”. Tymi słowami „Tygodnik Powszechny” zachęca na okładce najnowszego numeru do przeczytania wywiadu z Kingą Kosińską, wierzącą w Boga transseksualistką.
REKLAMA
Podczas rozmowy z „Tygodnikiem Powszechnym” Kosińska przyznała, że „czasem źle się czuje w Kościele instytucjonalnym”.
– Nawet gdy zagłębiam się w liturgię i jestem całą sobą podczas mszy, to gdzieś tam w tle zawsze pobrzmiewa pytanie: co ten kapłan o mnie myśli? Może myśli tak okrutnie jak ksiądz Oko? – powiedziała 33-letnia Kosińska.
Według niej prezentowane przez część księży i wiernych nastawienie łączy się np. z tym, co wypisywano w internecie po samobójczej śmierci 14-letniego Dominika, którego ze względu na wygląd i sposób bycia prześladowali rówieśnicy. W jednym z komentarzy napisano: „Pedał, powinno się takich utylizować”.
– Według religii nie ma czegoś takiego jak korekta płci. To w końcu jest coś nadane od góry. Księża mówią o tym w telewizji. (…). Podchodzi się do tego jak do dogmatu w Kościele. Ludzie bardziej wierzą w to, że bycie gejem, lesbijką czy osobą trans to grzech niż w samego Jezusa – zauważyła bohaterka wywiadu, dodając, że do mówienia o wadach Kościoła skłania ją miłość do niego.
Kosińska, która korektę płci przeszła w wieku 21 lat, zaznaczyła, że w dzieciństwie i młodości sama była prześladowana. Sama podejmowała też próby samobójcze – także po przejściu korekty.
Teraz zapewnia, że „dostrzegła jasność”. – Poznałam wiele wspaniałych osób, rozwijam się duchowo. Zdarza mi się nawet mieć nadzieję. Ale przede wszystkim wierzę – zaznaczyła Kosińska.
źródło: „Tygodnik Powszechny”
