
Gdy na ulicach Aten trwały nocne zamieszki sfrustrowanego bankructwem ojczyzny tłumu, grecki parlament z trudem uchwalał przyjęcie porozumienia z wierzycielami, którego warunki uzgodniono ostatnio w Brukseli. W efekcie greccy parlamentarzyści przyjęli już także pierwszą część wymaganych przez Europę reform gospodarczych pogłębiających cięcia budżetowe.
REKLAMA
Za reformami ostatecznie zagłosowała znakomita większość członków parlamentu Grecji. Ciekawostką jest jednak fakt, iż wynegocjowanego przez rząd Aleksisa Tsiprasa porozumienia z międzynarodowymi partnerami nie poparła część deputowanych z kierowanego przez niego ugrupowania Syriza. Liderem wewnątrzpartyjnego ruchu oporu w Syrizie okazał się najbliższy do niedawna partner premiera Tsiprasa, były minister finansów Janis Warufakis. Po jego stronie stanął także obecny wciąż minister energetyki Panajotis Lafazanis, oraz szefowa greckiego parlamentu Zoi Konstantopulu i wielu innych.
Niepopularne społecznie oszczędnościowe reformy m.in. systemu emerytalnego, oraz poprawiające ściągalność podatku VAT i podnoszące poziom innych danin publicznych rząd Tsiprasa musiał więc przeforsowywać dzięki ponadpartyjnej zgodzie zawartej z ugrupowaniami opozycyjnymi.
Wszystkie te rozstrzygnięcia zapadały w Atenach w cieniu silnych protestów, które wybuchły w środowy wieczór. Przed siedzibą greckiego parlamentu przez wiele godzin zbierały się tłumy, którym powoli puszczały nerwy i szybko doszło do zamieszek. Celem gniewu Greków stała się przede wszystkim policja, w kierunku której poleciały dziesiątki koktajli Mołotowa. Funkcjonariusze odpowiedzieli wówczas gazem łzawiącym. Nie ostudziło to jednak agresji tłumu, który w pewnym momencie zaatakował dodatkowo przedstawicieli mediów, w wyniku czego spłonął wóz transmisyjny jednej ze stacji telewizyjnych.
Źródło: BBC
