
"Gazeta Wyborcza" donosi, że Marek Falenta, główny podejrzany w aferze podsłuchowej, był współpracownikiem aż trzech służb specjalnych: ABW, CBA i CBŚ, które nawzajem o sobie nie wiedziały. Były oficer wywiadu Vincent Viktor Severski mówi w "Bez autoryzacji", że taki scenariusz jest co najmniej niemożliwy.
Podobno Marek Falenta był potrójnym agentem. Czytał pan "Gazetę Wyborczą"?
Vincent V. Severski: Tak, widziałem. To Wojtek Czuchnowski napisał. Zna się na służbach, ale nie do końca. Od strony formalnej jest to oczywiście bzdura, że Falenta był jednocześnie współpracownikiem trzech służb. W Polsce obowiązują określone przepisy i systemy wykluczające takie sytuacje.
Co trzeba zrobić, aby stać się formalnym współpracownikiem służby?
Trzeba być zarejestrowanym w odpowiednim systemie. Nie można podejmować żadnych czynności operacyjno rozpoznawczych wobec człowieka i razem z nim, jeżeli nie jest odpowiednio zabezpieczony w centralnym systemie. Mówiąc innymi słowy, jeśli hipotetycznie Falenta był współpracownikiem ABW, to CBA i CBŚ, służby zanim podejmą działania wobec niego, muszą go sprawdzić w centralnym rejestrze. Wtedy wychodzi, przez kogo jest zarejestrowany.
To jest system funkcjonujący we wszystkich cywilizowanych krajach europejskich, gdzie służby muszą wiedzieć takie rzeczy, aby nie było takich bzdurnych sytuacji, jak ta opisana w dzisiejszym artykule. To mogłoby spowodować bardzo dużo nieszczęść, a akurat Falenta to sprawa wewnętrzna, ale są też poważniejsze sprawy, które służby prowadzą.
A inne służby mogą to robić nieoficjalnie?
Oczywiście, że mogą być sytuacje takie, że jest współpraca z pracownikiem jednej służby, a inne podejmują działania wobec niego nie przestrzegając przepisów. Jest to wówczas sprawa karna, prokuratorska, bo takich rzeczy nie wolno robić. Wtedy nie mówimy, że zachodzi współpraca, bo jest to współpraca nielegalna. Takie sytuacje są niedopuszczalne.
Ale zdarzały się?
Mogę panu powiedzieć, że bywały takie sytuacje, iż na jednego figuranta wchodziły dwie,trzy służby, a później się kłóciły, która ma prowadzić sprawę. A zawsze prowadził ten, który miał rejestrację.
Czyli ten, który był pierwszy?
Tak. Ten, który był pierwszy, ale czasami bywało też tak, że dany człowiek nie był przydatny jakiejś służbie, więc się go wyrejestrowuje i przekazuje do innej. Ale jakiekolwiek tego typu działanie, że był jednocześnie w trzech jednocześnie, są nieprawdziwe. Formalnie mógł być współpracownikiem tylko jednej. Wszystkie pozostałe, jeśli to robiły, działały nielegalnie.
Jakie konsekwencje należałoby wyciągnąć, jeśli by do doszło do tej nielegalnej współpracy?
Konsekwencje należałoby wyciągnąć wobec oficerów prowadzących. To są ściśle funkcjonujące systemy, a nie jakaś zabawa, bajka, w której ktoś coś napisze, powie, zrobi, bo mu się coś wydaje. One dotyczą życia i bezpieczeństwa ludzi czy państwa. Akurat Falenta to jest sprawa trochę innego rodzaju, ale zasady obowiązują te same.
Może po prostu inne służby również się nim interesowały.
Interesowanie się to zupełnie inna sprawa, a mówimy o fakcie współpracy. Współpraca to określenie polegające na tym, że ktoś podejmuje działania świadomie, jest świadomy określonych zadań, które wykonuje i czynności, które ma wykonać, jest to sformalizowane. Nic nie odbywa się przypadkowo, wszystko ma teczki, wypełnia się określone dokumenty itd. Wszystko jest nadzorowane przez przełożonych i nie ma miejsca na "wolną amerykankę".
Znając funkcjonowanie państwa wyklucza pan, że dwie z tych trzech służb mogły działać nielegalnie?
Nie wykluczam. W służbach parszywe owce też się zdarzają. Ale z całą pewnością wykluczam, że była to współpraca sformalizowana. Czyli że był jednocześnie osobowym źródłem informacji dla trzech służb. Jeśli jedno źródło otrzymuje określone informacje, a druga służba jest zainteresowała takim figurantem, to przekazuje zadania. I to ta, która ma rejestrację, w której dany dżentelmen ma okładki, to ona go odpytuje, sprawdza i dopiero przekazuje informacje zainteresowanej służbie.
Czy bierze pan pod uwagę, że jedna służba o drugiej nie wiedziała, nawet gdyby była to współpraca nielegalna? Jeśli by tak było, to działanie służb jawi się jako kompletna amatorszczyzna.
Generalnie wykluczam coś takiego. Powiem inaczej. Aby odbyć spotkanie ze źródłem, albo wypłacić mu pieniądze, a nawet zapłacić za obiad czy pojechać na spotkanie, muszą być założone takiemu człowiekowi tzw. "okładki", jak to mówimy w naszym żargonie. Musi być teczka, do której się wpina wszystkie dokumenty, które są zatwierdzane itd. Wykluczam, że pan Falenta współpracował z trzema służbami naraz. Z jedną - tak, a jeśli dwie pozostałe coś robiły, to były to działania nielegalne.
Dlaczego w ogóle ten Falenta jest taki ważny dla służb? Kto tu kogo rozgrywa?
Nie wiem proszę pana, powiem panu szczerze. Generalnie cała ta heca wokół niego mało mnie obchodzi. Nie zastanawiam się nad tym, nie czytam nawet tego wszystkiego, bo jest tam tyle bajdurzenia... Ludzie z tego żyją, i tyle...
