
W sobotę 11 lipca 17-letnia mieszkanka Tczewa wpadła do Wisły z ponad 20 metrów, ponieważ nie zauważyła dziury w moście po którym spacerowała. Jej uwaga pochłonięta była pisaniem SMS-a. Miała mnóstwo szczęścia, że nie poniosła poważniejszych konsekwencji swojej nieostrożności. Jednak co przeraża bardziej od samego zdarzenia, to fakt, że most po którym spacerowała dziewczyna jest od wielu lat w całkowicie opłakanym stanie. Dlaczego władze nic z tym nie robią? Dlaczego gruntowna renowacja mostu jest wciąż odwlekana?
Most Tczewski na Wiśle, został oddany do użytku jeszcze w XIX wieku, konkretnie w roku 1857. Na ówczesne czasy stanowił swoistą perełkę architektoniczną, ponieważ był pierwszą żelazną przeprawą przerzuconą nad Wisłą oraz najdłuższym mostem w całej Europie. Na przestrzeni lat wystąpiło wiele perturbacji związanych z konstrukcją, a w trakcie II wojny światowej most został nawet częściowo wysadzony przez żołnierzy Wojska Polskiego, broniących go przed hitlerowcami. Do czasów obecnych ostały się jedynie jego trzy oryginalne przęsła oraz cztery neogotyckie wieżyczki, które w roku 2000 zostały wpisane na listę zabytków.
Zasadniczy problem polega na tym, że obowiązek konserwacji oraz remontu mostu spoczywa na barkach Starostwa Powiatowego w Tczewie. Niestety powiat ma również inne pilne wydatki, wobec czego zwyczajnie nie jest w stanie wygospodarować odpowiednich środków na właściwą renowację mostu. Dotychczas więc powiat mógł sobie pozwolić tylko na drobne remonty, bo kwota potrzebna do przeprowadzania kompleksowych robót, jest poza możliwościami tej jednostki.
Jednak Most Tczewski jest nie tylko wyjątkowo cennym zabytkiem historycznym, lecz także (a może przede wszystkim) najdogodniejszą i najkrótszą przeprawą przez Wisłę pomiędzy Tczewem a Liszewem. Wielu okolicznych mieszkańców korzysta z mostu w drodze do szkoły, pracy czy do sklepu. Owszem, istnieje inna przeprawa, która jest częścią dawnej autostrady Berlinki (łączącej Berlin z Kaliningradem – red.), jednak jest ona oddalona o 4 km od tczewskiego mostu.
Gdyby więc mieszkańcy gmin zza Wisły, którzy dojeżdżają do Tczewa do pracy, czy szkoły, chcieli przeprawiać się przez rzekę zgodnie z przepisami, musieliby nadkładać ponad 20 km. A niestety lokalna ludność nie należy do najzamożniejszych, wobec czego koszt jaki musieliby ponieść decydując się na podróż samochodem bądź autobusem, byłby zbyt wysoki
Na początku lipca nastąpił jednak drobny przełom, który pozwala mieć nadzieję, że most w końcu zostanie wyremontowany. Starostwo Powiatowe wyłoniło w ramach przetargu firmę, która zajmie się pierwszym etapem renowacji konstrukcji. Zakres robót dotyczy przebudowy środkowej, zabytkowej części Mostu Tczewskiego – przęsła nr 3,4,5 wraz z częścią przęsła nr 6, kraty Lentze’a oraz kompleksowy remont filarów nr 3, 4 i 7. Historyczna konstrukcja stalowa także zostanie poddana kompleksowej renowacji. Nawierzchnia jezdna zostanie wymieniona na płytę ortotropową składającą się na jezdnię oraz nowe, poszerzone ciągi: pieszy i rowerowy znajdujące się po obu zewnętrznych stronach mostu. Firmą odpowiedzialną za przedsięwzięcie jest Przedsiębiorstwo Wielobranżowe „Banimex” z Będzina. Umowa pomiędzy władzami starostwa a przedstawicielami firmy została podpisana 13 lipca.
Przewidywany czas realizacji robót wynosi 18 miesięcy, a koszt związany z tą inwestycją będzie wynosił ponad 29 mln zł. Składają się na niego środki od Województwa Pomorskiego - 2 mln zł, Gminy Lichnowy – 80 tys. zł, Miasta Tczew – 2,5 mln zł oraz Rezerwy Subwencji Ogólnej – ponad 22 mln zł.
Dlatego też władze Powiatu Tczewskiego podejmowały i nadal podejmują szereg działań mających na celu pozyskanie kolejnych funduszy na realizację następnych etapów odbudowy tego międzynarodowego zabytku inżynierii mostowej.
Napisz do autora: jakub.rusak@natemat.pl
