
Czy nie pięknie żyć we własnym, 60-metrowym mieszkaniu, z nowym samochodem, w weekend chodzić do restauracji, idąc do pracy popijać świeżo podane latte za 11 zł? Większości Polaków wystarczyłoby 5 tys. zł miesięcznie, aby pozbyć się codziennych trosk.
Co innego rodzina. Tu teorię na temat godnego życia ma Józef Wojciechowski, założyciel i akcjonariusz deweloperskiej spółki JW Construction Według niego, godniej, czyli lepiej żyje się na lewym brzegu Wisły w mieszkaniu o powierzchni 60 metrów. – To standard, na który po 25 latach kapitalizmu powinno być stać parę ludzi, którzy po pierwszych doświadczeniach zawodowych podejmują decyzję o założeniu rodziny – mówił w jednym z wywiadów Józef Wojciechowski. Mieszkanie to początek, bo w garażu samochód, a może nawet i drugi, powiedzmy używany. Jego zdaniem, parę młodych, średnio zarabiających Polaków, powinno być na to stać.
Zarabiam dużo, a część wydatków jakie ponoszę wynika z przyjętego statusu. Jako menedżerowi nie wypada mi jeździć gruchotem, mieszkać w bloku na Ursynowie… W moim środowisku godne życie to gospodynie domowa, dzieci w prywatnej szkole, dom w dobrej lokalizacji. Nowy, dobrej klasy samochód, kupowany co 4 lata. Jem w restauracjach z partnerami i klientami, więc płace więcej niż w tanich lunchowniach. Chętnie przyjmę 5 tys. dopłaty do godnego życia
Po spłacie kredytu mieszkaniowego potrzebuję minimum 3 tys. na życie miesięcznie. Kino, dobra książka, shopping, zajęcia sportowe. Wyjścia na miasto ze znajomymi. Raz w miesiącu wyjeżdzam na weekendowy wypad za miasto - 1000zł. Dużo pracuję więc nie jem w domu. Kawa i jedzenie poza domem to 400-500 złotych.
Elementy godnego życia można by wyliczać w nieskończoność. W Warszawie i 4 tys. złotych miesięcznie nie wystarczy, aby nie martwić się o stan konta przed wypłatą. Co innego godne życie w stolicy, a co innego w Olsztynie. Prawie połowa z nas (42 proc.) uważa, że do godnego życia w Polsce wystarczą zarobki 2-3 tys. złotych netto – ujawnia badanie "Jacy jesteśmy? Polacy sami o sobie" przeprowadzone dla Interii przez Instytut Badania Opinii Homo Homini. Biorąc pod uwagę, że średnia pensja w Polsce – wg danych GUS – wynosi ok. 2600 zł netto, można powiedzieć, że przeważa pogląd, iż średnia krajowa to poziom zarobków gwarantujący godny poziom bytowy. W innym badaniu na temat godnych zarobków okazuje się, że dla większości z nas poziom 5 tys. zł netto pozwalałby nie liczyć się tak bardzo z każdą wydawaną złotówką.
Jeśli ktoś otrzymuje za pracę wynagrodzenie minimalne to najczęściej wynika to ze słabej wyceny jego kwalifikacji zawodowych. Nie chodzi o to aby dać komuś dodatkowo te kilka stów. Owszem, wyborca się rozweseli. Gdyby temu biednemu zasponsorować kurs obsługi obrabiarki sterowanej numerycznie jego wynagrodzenie z minimalnego wzrosnie 2,5 krotnie, tyle zarabiają tacy specjaliści.
Gdyby Kopacz chciała zrealizować swój "ogólny zamysł", oznaczałoby to, że mieszkańcom dużych miast należałoby dopłacać miesięcznie 1,5 tys. zł kieszonkowego. A tym z małych miast i wsi po pięćset. Przeliczając to na 15 milionów osób pracujących, wychodzi, że koszt realizacji obietnicy o godnym życiu przekroczy 10 mld zł. Dziwne, że ktoś z prawicowych ekonomistów nie wytknął takich rozmiarów kiełbasy wyborczej. A może szkoda słów.
Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl
