
Większość z nas ma ten sam problem z manikiurem – to zabieg, którego termin przydatności to kilka dni do tygodnia. Stąd szał na punkcie tak zwanej hybrydy, który trwa już enty sezon i ma wiele fanek wśród młodszych i starszych kobiet. Bo hybrydowy trzyma się na płytce przez kilka tygodni w stanie nienaruszonym. Ideał? Przetestowałam go na własnej skórze, a raczej płytce i gorąco odradzam!
Odkrycie dekady? Na forach internetowych i portalach czytam, że gdyby nie hybryda, kobiety chodziłyby z odrapanym lakierem i nieestetycznym manikiurem. Musiałam więc sama doświadczyć tego rodzaju zabiegu, żeby jakkolwiek się odnieść do cudownych efektów, jakie jego amatorki opisywały.
Hybryda to dwustopniowe malowanie paznokci lakierem i bazą utwardzającą. Po każdym z tych manewrów, manikiurzystka wkłada świeżo pomalowane paznokcie pod utwardzającą i utrwalającą lampę UV. Po wyciągnięciu dłoni lub stóp spod lampy dzieje się magia – paznokcie są zupełnie suche i można założyć na przykład na stopy nawet wełniane skarpety i buty Emu bez stresu, że coś się rozmaże lub że niewyschnięty lakier zejdzie i zetrze się z płytki. Ostatnim akcentem hybrydowego manikiuru lub pedkiuru jest przetarcie pomalowanej i utwardzonej płytki specjalnym preparatem. Po nim lakier dosłownie lśni jak karoseria najnowszego samochodu.
Tak wygląda przebieg hybrydy. Pozostałe czynności manikiurzystki pozostają w tej samej niezmienionej formie. Piłowanie paznokci pilnikiem, wycinanie skórek cążkami, a ścieranie starego zrogowaciałego naskórka z pięt – tarką. I umiejętności. Niektóre panie wygładzą więc stopy do miękkości i nadadzą płytce piękny kształt, inne natomiast zostawią pokaleczone od usuwania skórek palce, a na piętach tarkę, z tym, że z naszej szorstkiej skóry. Hybryda więc nie jest odpowiedzią na wszystkie bolączki…

Urlop od manikiuru Do przetestowania hybrydy namówiła mnie właścicielka jednego z bardziej chwalonych i znanych salonów w Warszawie. Opowiadała o wzmocnieniu płytki, o wakacjach od misternego malowania samemu i biegania do salonu co tydzień (akurat ja taka nadgorliwa nigdy nie byłam, bo mi szkoda na to czasu!). Zachęciła mnie, spróbowałam i się zakochałam w efekcie. Paznokcie na dłoniach i stopach lśniły. Lakier nałożony na stopy miał odcień benzyny – mienił się fioletem, złotem i szmaragdową zielenią. Natomiast ten na dłoniach był jeszcze bardziej „pojechany”. W stylu lat 80. Fuksja z perłową poświatą. Manikiur i pedikiur wyglądały kosmicznie.
Przez cztery tygodnie pobytu nad morzem, brodzenia w wodzie, pływania, szorowania stóp przez piasek i kamienie – efekt się nie zmienił. Pojawiły się tylko półksiężyce (po upływie 3-4 tygodni), które świadczyły o odrastającym paznokciu. Po wakacjach trzeba więc było albo iść do salonu na powtórkę z rozrywki, albo pomalować byle jakim lakierem do paznokci całość, żeby zakryć tak zwany odrost. Tak –na lakier hybrydowy możesz nałożyć każdy. Nie możesz go natomiast zmyć, ponieważ zwykły zmywacz sobie z takim stopniem utwardzenia i chemią – zwyczajnie nie radzi.
Jak bumerang i w podskokach wróciłam więc do tego samego salonu. Zdziwiło mnie nieco ściąganie tego lakieru, który miał rzekomo wzmacniać płytkę i pod żadnym pozorem nie miałam zdzierać, ani zdrapywać go sama. Manikiurzystka każdy paznokieć owinęła potwornie cuchnącym wacikiem z preparatem do zmywania hybrydy i zawinęła je w folię aluminiową. Myślałam, że zwariuję. Ze smrodu tej chemii, oraz ze szczypania skóry na dłoniach. Preparat rzeczywiście rozpuszczał lakier, ale jak się przyjrzałam z bliska – nie tylko lakier...
Moje paznokcie pokrywał białawy nalot bodajże złuszczonej i wyschniętej płytki. Zapytałam więc manikiurzystki czy to normalne i powiedziała, że tak i żeby się tym nie stresować ona już piąty raz robiła hybrydę i ma coraz mocniejsze paznokcie.
Uwierzyłam. I wybrałam tym razem zupełnie nie w moim stylu, ale wyjątkowo interesujące złoto-czarne naklejki, które manikiurzystka wzmocniła bezbarwną warstwą hybrydy. Na stopach wylądowała ta sama „benzyna”, ponieważ podbiła moje serce i pasowała do opalonych nóg i sandałków.Tym razem manikiur przetrwał również ponad miesiąc (około 5 tygodni) i kiedy odrost już mocno zaczął mnie drażnić a złota pantera mi się sprzykrzyła, wróciłam do salonu na zmycie, zdjęcie i manikiur.

Do dwóch razy sztuka? Natomiast tym razem po zmyciu tą turbochemią, poprosiłam, żeby pani manikiurzystka chwile poczekała i dała mi moment na wybranie koloru lakieru. – A robimy dziś hybrydkę czy zwykłe malowanie? – zapytała. Poprosiłam o zwykłe. I już Wam mówię dlaczego. Po tym, jak zmyła paznokcie i odpakowała je z alufolii płytka była zupełnie miękka.
Końcówki dosłownie miały konsystencję gumy i mogłam je wyginać na wszystkie strony. Nie umknął mi również fakt, że paznokcie, które czasem były łamliwe, ale zawsze wyglądały ładnie, tym razem miały rozdwojone końce. Podziękowałam za „hybrydkę” i w moim postanowieniu trwam do dziś. Chociaż jej skutki nadal są widoczne, pomimo, że minęło od wizyty wiele miesięcy. Paznokcie nadal nie wróciły do kondycji sprzed obu hybryd. W dalszym ciągu rozdwajają się, łamią. Nie mogę ich zapuścić i noszę spiłowane tuż przy skórze.
Konsultowałam ten feler paznokciowy z kilkoma ekspertkami i część z nich twierdzi, że takie są skutki uboczne hybrydy, kiedy się zdziera samemu lakier. Wówczas wraz z nim odchodzi wierzchnia warstwa płytki. Nic podobnego nie zrobiłam, więc argument do mnie nie przemawia. Na moje pytanie czy paznokcie mogą ulegać przesuszeniu w wyniku ekspozycji na działanie lampy z promieniami UV - usłyszałam, że to nonsens. Natomiast potwierdziły się moje obawy odnośnie tego, że być może odpowiedzialny za przesuszenie płytki jest preparat do ściągania lakieru – ten o „cudownym” aromacie, który powoduje u mnie bóle głowy i mdłości…
Poszłam więc za ciosem i przepytałam przyjaciółki i koleżanki. I moja ankieta nie wyszła pomyślnie dla salonów, które chełpią się manikiurem hybrydowym. 8 na 10 spytanych i bliskich mi kobiet, które nie koloryzują rzeczywistości przyznało, że hybryda potwornie zniszczyła im paznokcie. Odrastały i dochodziły do formy przez pół roku a nawet rok. Czy warto więc fundować sobie takie „wakacje od cotygodniowego manikiuru”? To już indywidualna sprawa każdej z nas.
Ja po dwóch razach serdecznie hybrydzie dziękuję. Pomimo, że mam dwie koleżanki, które taki manikiur robią od lat i twierdzą, że ich paznokcie są dzięki niemu mocniejsze a zwykły lakier się na nich nie trzyma. Być może mają pancerne płytki, albo zupełnie inną odporność na chemię. Moje odrastające i łamiące się przez rok paznokcie na stopach są dla mnie jednoznacznym argumentem przeciw hybrydzie. Nie mniej przyznaję, że można się uzależnić od tej „wygody” nie odpryskującego lakieru przez miesiąc.
