Zrobiłam manikiur hybrydowy i… zniszczyłam paznokcie. Dlaczego wszyscy tak chwalą ten zabieg?

Jeśli podobnie jak ja dużo pracujesz na klawiaturze trwałość twojego manikiuru jest zapewne równie krótka. Kilka dni i zwykły lakier odpryskuje
Jeśli podobnie jak ja dużo pracujesz na klawiaturze trwałość twojego manikiuru jest zapewne równie krótka. Kilka dni i zwykły lakier odpryskuje Fot. Maegan Tintari / http://bit.ly/1Dq4t0u / CC - BY / http://bit.ly/1mhaR6e
Większość z nas ma ten sam problem z manikiurem – to zabieg, którego termin przydatności to kilka dni do tygodnia. Stąd szał na punkcie tak zwanej hybrydy, który trwa już enty sezon i ma wiele fanek wśród młodszych i starszych kobiet. Bo hybrydowy trzyma się na płytce przez kilka tygodni w stanie nienaruszonym. Ideał? Przetestowałam go na własnej skórze, a raczej płytce i gorąco odradzam!


Odkrycie dekady?
Na forach internetowych i portalach czytam, że gdyby nie hybryda, kobiety chodziłyby z odrapanym lakierem i nieestetycznym manikiurem. Musiałam więc sama doświadczyć tego rodzaju zabiegu, żeby jakkolwiek się odnieść do cudownych efektów, jakie jego amatorki opisywały.


Hybryda to dwustopniowe malowanie paznokci lakierem i bazą utwardzającą. Po każdym z tych manewrów, manikiurzystka wkłada świeżo pomalowane paznokcie pod utwardzającą i utrwalającą lampę UV. Po wyciągnięciu dłoni lub stóp spod lampy dzieje się magia – paznokcie są zupełnie suche i można założyć na przykład na stopy nawet wełniane skarpety i buty Emu bez stresu, że coś się rozmaże lub że niewyschnięty lakier zejdzie i zetrze się z płytki. Ostatnim akcentem hybrydowego manikiuru lub pedkiuru jest przetarcie pomalowanej i utwardzonej płytki specjalnym preparatem. Po nim lakier dosłownie lśni jak karoseria najnowszego samochodu.

Tak wygląda przebieg hybrydy. Pozostałe czynności manikiurzystki pozostają w tej samej niezmienionej formie. Piłowanie paznokci pilnikiem, wycinanie skórek cążkami, a ścieranie starego zrogowaciałego naskórka z pięt – tarką. I umiejętności. Niektóre panie wygładzą więc stopy do miękkości i nadadzą płytce piękny kształt, inne natomiast zostawią pokaleczone od usuwania skórek palce, a na piętach tarkę, z tym, że z naszej szorstkiej skóry. Hybryda więc nie jest odpowiedzią na wszystkie bolączki…
Urlop od manikiuru
Do przetestowania hybrydy namówiła mnie właścicielka jednego z bardziej chwalonych i znanych salonów w Warszawie. Opowiadała o wzmocnieniu płytki, o wakacjach od misternego malowania samemu i biegania do salonu co tydzień (akurat ja taka nadgorliwa nigdy nie byłam, bo mi szkoda na to czasu!). Zachęciła mnie, spróbowałam i się zakochałam w efekcie.
Paznokcie na dłoniach i stopach lśniły. Lakier nałożony na stopy miał odcień benzyny – mienił się fioletem, złotem i szmaragdową zielenią. Natomiast ten na dłoniach był jeszcze bardziej „pojechany”. W stylu lat 80. Fuksja z perłową poświatą. Manikiur i pedikiur wyglądały kosmicznie.


Przez cztery tygodnie pobytu nad morzem, brodzenia w wodzie, pływania, szorowania stóp przez piasek i kamienie – efekt się nie zmienił. Pojawiły się tylko półksiężyce (po upływie 3-4 tygodni), które świadczyły o odrastającym paznokciu. Po wakacjach trzeba więc było albo iść do salonu na powtórkę z rozrywki, albo pomalować byle jakim lakierem do paznokci całość, żeby zakryć tak zwany odrost. Tak –na lakier hybrydowy możesz nałożyć każdy. Nie możesz go natomiast zmyć, ponieważ zwykły zmywacz sobie z takim stopniem utwardzenia i chemią – zwyczajnie nie radzi.

Jak bumerang i w podskokach wróciłam więc do tego samego salonu. Zdziwiło mnie nieco ściąganie tego lakieru, który miał rzekomo wzmacniać płytkę i pod żadnym pozorem nie miałam zdzierać, ani zdrapywać go sama. Manikiurzystka każdy paznokieć owinęła potwornie cuchnącym wacikiem z preparatem do zmywania hybrydy i zawinęła je w folię aluminiową. Myślałam, że zwariuję. Ze smrodu tej chemii, oraz ze szczypania skóry na dłoniach. Preparat rzeczywiście rozpuszczał lakier, ale jak się przyjrzałam z bliska – nie tylko lakier...

Moje paznokcie pokrywał białawy nalot bodajże złuszczonej i wyschniętej płytki. Zapytałam więc manikiurzystki czy to normalne i powiedziała, że tak i żeby się tym nie stresować ona już piąty raz robiła hybrydę i ma coraz mocniejsze paznokcie.

Uwierzyłam. I wybrałam tym razem zupełnie nie w moim stylu, ale wyjątkowo interesujące złoto-czarne naklejki, które manikiurzystka wzmocniła bezbarwną warstwą hybrydy. Na stopach wylądowała ta sama „benzyna”, ponieważ podbiła moje serce i pasowała do opalonych nóg i sandałków.Tym razem manikiur przetrwał również ponad miesiąc (około 5 tygodni) i kiedy odrost już mocno zaczął mnie drażnić a złota pantera mi się sprzykrzyła, wróciłam do salonu na zmycie, zdjęcie i manikiur.
Do dwóch razy sztuka?
Natomiast tym razem po zmyciu tą turbochemią, poprosiłam, żeby pani manikiurzystka chwile poczekała i dała mi moment na wybranie koloru lakieru. – A robimy dziś hybrydkę czy zwykłe malowanie? – zapytała. Poprosiłam o zwykłe. I już Wam mówię dlaczego. Po tym, jak zmyła paznokcie i odpakowała je z alufolii płytka była zupełnie miękka.

Końcówki dosłownie miały konsystencję gumy i mogłam je wyginać na wszystkie strony. Nie umknął mi również fakt, że paznokcie, które czasem były łamliwe, ale zawsze wyglądały ładnie, tym razem miały rozdwojone końce. Podziękowałam za „hybrydkę” i w moim postanowieniu trwam do dziś. Chociaż jej skutki nadal są widoczne, pomimo, że minęło od wizyty wiele miesięcy. Paznokcie nadal nie wróciły do kondycji sprzed obu hybryd. W dalszym ciągu rozdwajają się, łamią. Nie mogę ich zapuścić i noszę spiłowane tuż przy skórze.

Konsultowałam ten feler paznokciowy z kilkoma ekspertkami i część z nich twierdzi, że takie są skutki uboczne hybrydy, kiedy się zdziera samemu lakier. Wówczas wraz z nim odchodzi wierzchnia warstwa płytki. Nic podobnego nie zrobiłam, więc argument do mnie nie przemawia. Na moje pytanie czy paznokcie mogą ulegać przesuszeniu w wyniku ekspozycji na działanie lampy z promieniami UV - usłyszałam, że to nonsens. Natomiast potwierdziły się moje obawy odnośnie tego, że być może odpowiedzialny za przesuszenie płytki jest preparat do ściągania lakieru – ten o „cudownym” aromacie, który powoduje u mnie bóle głowy i mdłości…

Poszłam więc za ciosem i przepytałam przyjaciółki i koleżanki. I moja ankieta nie wyszła pomyślnie dla salonów, które chełpią się manikiurem hybrydowym. 8 na 10 spytanych i bliskich mi kobiet, które nie koloryzują rzeczywistości przyznało, że hybryda potwornie zniszczyła im paznokcie. Odrastały i dochodziły do formy przez pół roku a nawet rok. Czy warto więc fundować sobie takie „wakacje od cotygodniowego manikiuru”? To już indywidualna sprawa każdej z nas.

Ja po dwóch razach serdecznie hybrydzie dziękuję. Pomimo, że mam dwie koleżanki, które taki manikiur robią od lat i twierdzą, że ich paznokcie są dzięki niemu mocniejsze a zwykły lakier się na nich nie trzyma. Być może mają pancerne płytki, albo zupełnie inną odporność na chemię. Moje odrastające i łamiące się przez rok paznokcie na stopach są dla mnie jednoznacznym argumentem przeciw hybrydzie. Nie mniej przyznaję, że można się uzależnić od tej „wygody” nie odpryskującego lakieru przez miesiąc.

Napisz do autorki: maria.kowalczyk@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...