Matt Powers pokonał wirtualną trasę jak najbardziej rzeczywistym samochodem.
Matt Powers pokonał wirtualną trasę jak najbardziej rzeczywistym samochodem. Materiały prasowe

Prowadzić auto potrafi każdy (no dobra, prawie każdy!). Mimo wszystko, to co zdarza się wyprawiać za kierownicą zawodowcom, potrafi zrobić wrażenie nawet na najbardziej zagorzałych amatorach jazdy samochodem. Matt Powers poszedł jednak krok dalej i zrobił coś, o czym wielu marzyło co najwyżej będąc dzieckiem (a może i dorosłym?). Założył na głowę wirtualne okulary i ruszył jak najbardziej rzeczywistym samochodem przez surrealistyczny świat.

REKLAMA
Tę wizję przyszłości udało się zrealizować w ramach Testów Tytanu, czyli akcji producenta olejów Castrol, który co roku stawia profesjonalnych kierowców przed nietypowym wyzwaniem. Tym razem padło na wirtualny dirft w wykonaniu Matta Powersa, który zajmuje się tym zawodowo. Drift to - najprościej mówiąc- wprowadzanie samochodu w kontrolowany poślizg. Z początku była to jedynie technika jazdy, ale z czasem zasłużyła na miano oddzielnego sportu.
Zamysł był prosty. Kierowca ma wsiąść do samochodu, założyć „te dziwne okulary” i zależnie od tego, co na nich widzi, prowadzić samochód. Choć lepiej użyć tu sformułowania „jeżdżącą legendę”, bo ostatecznie padło na najnowszego Forda Mustanga, podrasowanego do 600 koni mechanicznych.
logo
W ramach akcji Castrola, Matt Powers mógł przedpremierowo przetestować nowego Forda Mustanga.
Brzmi prosto, prawda?
No właśnie: tylko brzmi, bo realizacja tego projektu od początku aż do finałowej jazdy zajęła kilka miesięcy i zaangażowała setki osób. Całość nagrywało 40 kamer GoPro - z których część była umieszczona bezpośrednio w samochodzie, tuż obok odciętego od rzeczywistości kierowcy. Żeby widzowie mogli poczuć się możliwie blisko, kamery rejestrowały panoramiczny widok 360 stopni. Kilka z nich filmowało wszystko z powietrza - z dronów.
Po raz pierwszy w historii motoryzacji zdecydowano się na ten nietypowy romans prawdziwego samochodu i trasy z wirtualną rzeczywistością. Efekty można zobaczyć na specjalnie stworzonej stronie, gdzie można prawie "usiąść" w fotelu kierowcy.

Zobacz, co właściwie widział kierowca

Mógłbym teraz delikatnie przenudzić serią stricte technicznych pojęć i rozwiązań, które wyjaśnią, jak trudno było zsynchronizować jedno z drugim. Jestem pewien, że zamiast tego do wyobraźni dużo lepiej przemówi liczba przygotowanych scenariuszy. Było ich dokładnie 2400. Tak – 2400 potencjalnych tras, niebezpieczeństw, przeszkód, które przetestowano, aby wyeliminować jakiekolwiek ryzyko błędu. Inżynierowie, którzy za to odpowiadali, mówią wprost: „zmieniliśmy ten samochód w wielką konsolę do gry”.
Żeby było jasne – nie jest tak, że kierowca miał na głowie kask, gogle, ale właściwie mógł kątem oka zerkać na to, co dzieje się za kierownicą. Matt Powers był całkowicie odcięty od świata rzeczywistego. Jedyna trasa jaką widział, to ta wyświetlana poprzez Oculus Rift. Jego zadaniem było bezbłędne pokonanie pojawiającej się przed jego oczami drogi. A ta zmieniała się błyskawicznie. Żeby nie było tak łatwo (jakby do tej pory było!), co jakiś czas przed koła samochodu spadały skały, osuwały się zbocza, a za zakrętem pojawiały się góry czy tunele.
– Największym utrudnieniem był fakt, że nie widząc tego, co dzieje się przed maską, musiałem całkowicie zaufać pojazdowi i zmierzyć się z trasą widoczną na ekranach gogli. Był to test synchronizacji człowieka i maszyny – mówił bohater całego wydarzenia.
logo
Tak wyglądał kierowca w trakcie wirtualno-rzeczywistego przejazdu.
Gogle Oculus Rift i prawdziwy samochód to dość egzotyczne i pionierskie połączenie. Autorzy pomysłu są jednak przekonani, że teraz jest tylko kwestią czasu, kiedy takie rozwiązania zaczną pojawiać się coraz częściej w sportach motorowych. Naturalnie nie zastąpią zwykłej rywalizacji, ale można tylko sobie wyobrazić, jak nieograniczone możliwości treningowe tworzą przed zespołami gogle z wirtualną rzeczywistością.
Każdą trasę będzie można opanować do perfekcji, przeanalizować każde zachowanie pojazdu i popełniane błędy. Treningi w każdych warunkach - zależnie jedynie od tego, co zaprogramujemy. Stąd już niedaleko do szkoleń dla „przeciętnych Kowalskich”. Na to jednak pewnie trzeba będzie jeszcze trochę poczekać. Tymczasem już teraz można zobaczyć, jak w trakcie swojego przejazdu czuł się Matt Powers.
To już drugi z tzw. Testów Tytanu. Pierwszy odbył się rok temu, gdy czwórka zawodowych kierowców musiała przejechać przygotowaną trasę niemal w całkowitych ciemnościach. Ich jedyną nawigacją były promienie światła. Po co to wszystko? Poza tym, że z ciekawości, to także dlatego, że celem projektów jest pokazanie wytrzymałości oleju Castrol EDGE, wzmocnionego Titanium FST™, najbardziej zaawansowanego technologicznie i wytrzymałego do tej pory oleju Castrol.

Tutaj zobaczysz film z wirtualnego driftu

Ostatnio, przy współpracy z marką Castrol, przygotowaliśmy dla Was także wyjątkowy projekt o 8 kierowacach, którzy za kółkiem przekroczyli granice. Jakie? To już zobaczcie sami. Warto.

Partnerem tekstu jest Castrol.