Główny Inspektorat Sanitarny przyznaje, że spoty są "słabe i infantylne"
Główny Inspektorat Sanitarny przyznaje, że spoty są "słabe i infantylne" Fot. Główny Inspektorat Sanitarny / youtube.com

Ostrzegające przed dopalaczami spoty Głównego Inspektoratu Sanitarnego stały się przedmiotem wielu żartów i niezbyt sympatycznych komentarzy. Fala krytyki nie zmartwiła jednak władz GIS. Kiczowatość spotów była bowiem zamierzona, a osiągnięta oglądalność przekroczyła najśmielsze oczekiwania. Teraz spoty zniknęły z YouTube.

REKLAMA
Jan Bondar, rzecznik prasowy Głównego Inspektoratu Sanitarnego, wyjaśnił portalowi WirtualneMedia.pl, że spoty były reakcją na nagły wzrost liczby zatruć wywołanych dopalaczami. GIS musiał coś zrobić, ale trwający okres wakacyjny nie dawał czasu na przygotowanie profesjonalnej kampanii społecznej. Postanowiono więc stworzyć spoty nieprofesjonalne, ale przyciągające uwagę.
– To, że spoty są słabe i infantylne, jest oczywistą oczywistością, natomiast być może młodzi ludzie, śmiejąc się z nich, wbiją sobie do głowy, żeby nie próbować takich substancji – powiedział Bondar.
Rzecznik dodał, że pełniący obowiązki szefa GIS Marek Posobkiewicz, który w drugim spocie osobiście rapuje o zagrożeniach związanych z dopalaczami, jest lekarzem. – Jego intencją nie jest zaistnienie w internecie, tylko działanie lekarskie, próba zapobiegnięcia dalszym zatruciom po dopalaczach – wyjaśnił Bondar.
Pierwszy spot dorobił się na YouTubie ponad 1,2 mln wyświetleń. Drugi, w którym można zobaczyć i usłyszeć rapującego Posobkiewicz, niebawem powinien osiągnąć liczbę 400 tys. wyświetleń. Ponadto do GIS zgłosiły się już agencje marketingowe, oferując przygotowanie profesjonalnej kampanii antydopalaczowej na preferencyjnych warunkach.