
Joseph Goebbels, minister propagandy i oświecenia publicznego III Rzeszy, robił dla Hitlera bardzo wiele, rozgłaszając tu i ówdzie (z pomocą radia czy prasy) o tysiącletniej Rzeszy i jej planach. Gdy w Warszawie wybuchło powstanie, mógł się wykazać. A kłamał jak z nut.
Kiedy rozpoczęły się walki, niemieccy dziennikarze i publicyści - po myśli szefa propagandy oczywiście - jak jeden mąż nabrali przysłowiowej wody w usta. Przez pierwsze kilkanaście dni prasa milczała. Później, mniej więcej w połowie miesiąca, zaczęto informować o zdławieniu oporu. Społeczeństwo niemieckie miało nigdy nie poznać prawdy.
Jak widział powstanie Goebbels? Rzecz jasna powstańcy - w niemieckim rozumieniu "bandyci" (prawa żołnierskie Niemcy przyznani im dopiero pod koniec września..., uznając to za wyjątkowy przejaw dobrej woli) - rzucili się do bezsensownej walki. Młodociani, pozbawieni broni, w gruncie rzeczy sami burzyli bliskie im miasto. Cywile wręcz ich nienawidzili. Stalin tylko zacierał ręce, rząd londyński i alianci zachodni - trwali w bezruchu. Wszyscy razem zgotowali warszawiakom "krwawą łaźnię" na ulicach miasta. A Niemcy? Zachowywali się... bardzo przyzwoicie.
Oto fragmenty "Dzienników" Goebbelsa (tłum. E. C. Król):
Joseph Goebbels, "Dzienniki", 18 VIII 1944
Joseph Goebbels, "Dzienniki", 23 VIII 1944
Joseph Goebbels, "Dzienniki", 29 VIII 1944
Joseph Goebbels, "Dzienniki", 26 X 1944
Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
Dział Historia od teraz także na Facebooku! Polub nas!
