
Gdy 1 sierpnia 1944 roku zaczynały się walki o Warszawę, on - znany i szanowany włodarz miasta - nie żył prawie od pięciu lat. Ale w pamięci warszawiaków zapisał się na trwałe, zarówno czynem, jak i słowem. Robił wszystko, by "Warszawa była wielka" - z pewnością pamiętali to powstańcy warszawscy, gdy przyszło im bić się o stolicę.
Warszawa zawdzięcza swojemu prezydentowi bardzo wiele. Począwszy od 2 sierpnia 1934 roku, gdy obejmował urząd, Starzyński zmodernizował miasto, zakończył wiele ważnych inwestycji, planował m.in. budowę kilku linii metra. To były czasy, gdy polską stolicę, pod względem piękna, porównywano do Paryża. 1 września 1939 roku wszystko się skończyło...
Gdy tydzień później Niemcy przystąpili do generalnego szturmu polskiej stolicy z lądu - miasto było bombardowane już od pierwszego dnia wojny - Starzyński zagrzewał rodaków do wytrwania w trudnych warunkach. Dbał o cywili jak mało kto, na jego wezwanie powołano do życia specjalne brygady ochotników, pomagających mieszkańcom. W międzyczasie Niemcy dopuścili się wielu zbrodni wojennych; naloty dywanowe na miasto pozostawiły zgliszcza. Starzyński robił, co mógł, aby podtrzymać warszawiaków na duchu. Tysiące osób słuchało swojego prezydenta.
Stefan Starzyński, przemówienie radiowe, 23 IX 1939
Pięć dni później na łamach "Kuriera Warszawskiego" ukazał się tekst Starzyńskiego, zawierający inne przejmujące słowa.
Stefan Starzyński, "Odbudujemy jeszcze stolicę", 28 IX 1939
Właśnie kapitulowało przed Niemcami bliskie mu miasto, kończyła się pewna epoka. Prezydent trafił niebawem w ręce Gestapo. Zginął w egzekucji między 21 a 23 grudnia 1939 roku. Niespełna pięć lat później Warszawa, wyróżniona za bohaterstwo w 1939 roku orderem Virtuti Militari (nadanie z 1940 roku; zaszczytu tego dostąpił w całej polskiej historii jeszcze tylko Lwów), znowu zapłonęła. Starzyński tej traumy nie doczekał.
Napisz do autora: waldemar.kowalski@natemat.pl
Dział Historia od teraz także na Facebooku! Polub nas!
