
"Myślę, że Platforma nie wystawi swojego kandydata do Senatu w moim okręgu" - mówił jeszcze w czwartkowy poranek Roman Giertych. Wieczorem tego samego dnia okazało się, że to mogły być nie tyle przewidywania, co wiedza. Łukasz Abgarowicz, senator PO z okręgu Giertycha tym razem wystartuje do Sejmu. Były wicepremier ma więc znacznie łatwiejsze zadanie.
REKLAMA
Platforma Obywatelska kończy układanie list wyborczych na poziomie regionów. Teraz będzie musiała ja zatwierdzić centrala. W Warszawie jedynką będzie Ewa Kopacz, ale kolejne miejsca też są ciekawe. Na czwartym znajdzie się Łukasz Abgarowicz, dzisiaj senator z jednego z podwarszawskich okręgów - podaje TVN24.
To oznacza, że Roman Giertych, który wystartuje z tego okręgu, będzie mógł się zająć tylko walką z kandydatem PiS. Według nieoficjalnych informacji ma nim być Konstanty Radziwiłł, szef Naczelnej Rady Lekarskiej. Dzięki decyzji o wycofaniu Abgarowicza Platforma uniknie otwartego konfliktu z Giertychem i zwiększy szanse na to, by "obronić" okręg przed PiS.
Na drugim miejscu na liście wystartuje albo minister administracji Andrzej Halicki, albo szef gabinet Ewy Kopacz Marcin Kierwiński. Drugi z tej pary będzie liderem listy w okręgu podwarszawskim. Na drugim miejscu w tzw. obwarzanku znajdzie się były europoseł PO Paweł Zalewski, który rok temu stracił tzw. miejsce biorące na rzecz Michała Boniego.
Roman Giertych na razie jednak skupia się nie na wyborach, ale na referendum. – Referendum jest dzisiaj bez ojca. Chcemy wypełnić tę lukę – mówi Roman Giertych. Jego Instytut Myśli Państwowej rusza z kampanią referendalną. Jak mówi mecenas, planują wydać na nią 5-6 mln zł, dlatego prosi o wpłaty. Ale nie ma wątpliwości, kto będzie największym darczyńcą. – Na razie sam wpłaciłem kilkaset tysięcy złotych – przyznaje były wicepremier.
Źródło: TVN24
