Obsługa klienta w kawiarni w USA.
Obsługa klienta w kawiarni w USA. Flickr Wonderlane

Praca w hipsterskiej kawiarni, jako znakomite miejsce do obserwacji całego przekroju naszego społeczeństwa? Czemu nie, wnioski są bardzo budujące. W dużej większości jesteśmy mili, kulturalni, otwarci i doceniamy pracę osób za ladą. Wyjątki są, owszem. Nie popadajmy jednak w nasze typowo polskie malkontenctwo – fajni z nas ludzie!

REKLAMA
Umiemy wybaczać
Jeśli coś pójdzie nie tak, z łatwością wybaczamy. Być może jest to naiwne, ale uśmiech i szczere przeprosiny sprawiają cuda. Wiadomo, że praca baristy nie jest łatwa ani fizycznie, ani tym bardziej psychicznie. Presja czasu jest często bardzo duża i łatwo o błędy. Nie raz zdarzyło się wydać nie ten napój lub źle go przygotować. Zwykle, gdy przyznamy się do tego i postaramy się naprawić błędy, nie ma żadnego problemu. Ludzie uśmiechają się, sami łagodzą sytuację i często jeszcze zostawiają napiwek.
Warto to zaznaczyć, bo nie wszyscy o tym pamiętają. Bariście też możesz dać nagrodę za jego wysiłek. Nie tylko kelnerzy w restauracji starają się o twoje dobre samopoczucie.
Lubimy rozmowę
Kolejnym mitem jest nasza niechęć do ludzi i rozmowy z nimi. Coraz bardziej otwieramy się na innych i oddajemy się konwersacji z zupełnie obcymi nam osobami. Kiedy zagadujemy klienta, od razu widać czy będzie on skory do dyskusji, czy też jest całkowicie zamknięty. Duża część z przychodzących do kawiarni osób spieszy się i chce jak najszybciej dostać swoją kawę. Nawet wtedy wielu z nich zaczyna rozmowę. Czasami są to sprawy zupełnie błahe, czasami bardzo prywatne.
Czy barista przejmie niedługo miejsce barmana-spowiednika? Chyba jeszcze nie, ale biorąc pod uwagę rosnącą popularność i kulturę picia kawy w Polsce, kto wie.
Zaufanie
Wcale nie jest tak, że nie ufamy innym i wszędzie węszymy spisek. Rzecz jasna zdarzają się klienci stwierdzający, że chcemy ich naciągnąć i zupełnie nie słuchają naszych porad. W większości faktycznie jest tak, że osoby pracujące za barem są specjalistami od napojów, które przygotowują. Wielu klientów już o tym wie i z chęcią słucha porad.
Dobrze na początku ustalić jaka kawa sprawi nam danego dnia przyjemność. Czy ma być w niej więcej mleka, czy może wcale. Czy ma być bardzo gorąca, czy może chłodniejsza. Czy ma być mocniejsza, czy słabsza. Skoro już wydajemy niemałe pieniądze na kubek kawy, dobrze jest dostać to co chcemy. Bariści od tego są, aby pomóc.
Stali klienci
Jest ogromna rzesza ludzi, którzy w to samo miejsc przychodzą praktycznie codziennie. Niektórzy pukają się w głowę i szukają codziennie innych wrażeń, inni lubią przebywać w znanej im i bezpiecznej przestrzeni. Bardzo często bariści są ze stałymi klientami po imieniu, znają ich historię, zawód i preferencje co do kawy. Kiedy wchodzą do kawiarni i słyszą pytanie „czy dla pana/pani to co zawsze?”, tylko się uśmiechają i od razu wiadomo, że wrócą po raz kolejny. Wielu klientów przychodzi tylko dla obsługi, jest to szalenie miłe i budujące. Kompletnie nie widać w takich zachowaniach naszej rzekomej „polskiej wrogości”.
Starsi ludzie
Hipsterskie miejsca nie są tylko dla wielkomiejskiej młodzieży i pracującej w korporacjach elity. Wielu klientów to starsi ludzie. Ośmielę się stwierdzić, że są jedną z najmilszych kategorii klientów. Można podzielić ich na kilka grup. Część z nich jest miła, bo nie czuje się pewnie w kawiarni. Być może trafiają po raz pierwszy w takie miejsce. Być może nie znają menu, a często wszyscy dookoła zamawiają już bez mrugnięcia okiem. Można też zastanowić się czy nie jest to po prostu kindersztuba.
Jest też taka hipoteza, że to nabyty w wyniku doświadczenia życiowego dystans, pozwala im być uśmiechniętym i otwartym. Przychodzą do kawiarni także między innymi na… randki! Zdarzyło mi się widzieć pary w mocno starszym wieku, które zamawiają kawę i ciastko, a buchają między nimi takie emocje, że brakuje na stolikach tylko świec.
Obcokrajowiec zawsze uśmiechnięty
Mogłabym zaryzykować stwierdzenie, że 100% obcokrajowców podchodzi do baristy z uśmiechem. Kiedy słyszysz, że ktoś mówi do ciebie „hi” zamiast standardowego i jakże wyświechtanego „dzień dobry”, wiedz, że będzie dobrze. Bardzo często obcokrajowcy starają się nawiązać dłuższy kontakt, dowiedzieć się nie tylko czegoś o kawie, ale też o mieście, w którym są, czy o samych baristach.
Jakiś czas temu miałam niezwykle miłe spotkanie z Amerykanką, która zaczęła żartować, że nie zje żadnego ciastka, bo udaje przed narzeczonym bycie na diecie. Wyznając, że świetnie ją rozumiem, dostałam bardzo miły komentarz o poziomie mojego angielskiego. Może niektórzy odczytają to jako ogólną krytykę. Skoro klientka jest mile zaskoczona, że ktoś w Polsce dobrze rozmawia w jej rodzimym języku, to oznacza, że przecież innych musi uznawać za ograniczonych. Zupełnie nie o to chodziło. Wychodząc pożegnała mnie czarującym uśmiechem.
Pomocnicy
Być może ty też jesteś takim klientem – pomogę obsłudze, jak tylko mogę. Niektórzy zapewne stwierdzą, że jest to nasz brak obycia. Wszędzie czujemy, że musimy po sobie sprzątnąć i zamiast być gościem, jesteśmy uniżonymi poddanymi. To wcale tak to nie wygląda z drugiej strony baru. Goście kawiarni, którzy przynoszą naczynia nie zawsze pomagają. Czasami łatwiej jest zgarnąć wszystko ze stolika niż przejmować w locie od klientów. Jest to jednak miłe. Pokazuje, że klient nie ma cię w głębokim poważaniu i szanuje pracę baristy.
Praca z drugim człowiekiem zawsze jest wyzwaniem. Szczególnie jeśli to my go obsługujemy. Na szczęście klienci warszawskich kawiarni potrafią to docenić. Zapewne pojawi się wiele głosów, które będą zupełnie inne i obsmarują gości hipsterskich lokali od góry do dołu. Być może po prostu miałam szczęście, bo według mnie, duża większość z nas sprawdza się w roli klienta znakomicie.

Napisz do autorki: katarzyna.milkowska@natemat.pl