Co by było, gdyby emigranci nagle wrócili? Nic dobrego. Niż demograficzny i emigracja to szansa dla tych, którzy zostali
Co by było, gdyby emigranci nagle wrócili? Nic dobrego. Niż demograficzny i emigracja to szansa dla tych, którzy zostali Fot. Maciej Świerczyński / Agencja Gazeta

Zwykliśmy postrzegać emigrację i niż demograficzny wyłącznie jako problem i zagrożenie. Dla przyszłości Polski, dla Polaków... Ale z punktu widzenia wielu pracujących Polaków, zjawiska te stanowią także szansę. Czy rzeczywiście im nas mniej, tym gorzej?

REKLAMA
Mówienie o emigracji i niżu demograficznym w pozytywnym kontekście nie jest popularne. Przekonała się o tym choćby Anna Komorowska, która powiedziała w czasie kampanii prezydenckiej: – Ja bym emigracji za pracą nie traktowała w kategorii dramatu. To jest też jakaś szansa – mówiła żona ustępującej głowy państwa.
Komorowska miała oczywiście na myśli korzyści dla emigrantów, za co spadła na nią fala krytyki. Ale spadek liczby pracujących to również szansa również dla tych, którzy już są na rynku i posiadają ciekawe, unikalne umiejętności.
– Cały czas szukam pracowników i nie znajduję dziś młodych, zdolnych ludzi. Niemal wszyscy, którzy przychodzą do niczego się nadają, a mają duże oczekiwania – słyszę od szefowej telewizyjnego programu publicystycznego. Jak mówi, nie zwolni nikogo ze "starej gwardii", bo po prostu nie ma kim ich zastąpić. – Dawniej była większa konkurencja i młodzi bardziej się starali – słyszę od dziennikarki, która coraz bardziej docenia "poprzednie roczniki".
Konkurencja wyjechała
Napisała do mnie Justyna Kotowiecka - emigrantka i blogerka. W swoim tekście o emigracji zadała bardzo proste pytanie: – Czy zastanawialiście się co by było, gdybyśmy my, żyjący na obczyźnie Polacy, raptem zatęsknili i tak wszyscy naraz wrócili? To byłby problem dla Polski! – czytam na blogu. I rzeczywiście, walczący o pracę musieliby się mierzyć z dodatkową konkurencją osób, które posiadają niekiedy duże doświadczenie zdobyte za granicą.
Pamiętam, gdy dziesięć lat temu zaczynałem pracę. Wszyscy dookoła mówili, że jest ciężko. Powód? Stanowiska zajmowali, a raczej bili się o nie przedstawiciele pokolenia wyżu demograficznego z pierwszej połowy lat 80-tych. Mówiło się o nich "oszukane pokolenie", bo mimo ukończonych studiów (czasami dwóch i więcej) nie mogli znaleźć satysfakcjonującej pracy. Dziś jest nas coraz mniej i hasła w stylu: "na twoje miejsce czeka 10 osób" są coraz mniej aktualne.

Według wstępnych danych w 2008 r. zarejestrowano ponad 414 tys. urodzeń żywych, co oznacza wzrost o ponad 26 tys. w stosunku do roku 2007, ale także jest to o 1/4 mniej niż w 1990 r. i ponad 40% mniej niż w 1983 r., który był szczytowym rokiem ostatniego wyżu demograficznego (prawie 724 tys. urodzeń). Czytaj więcej

Na chłopski rozum, sytuacja na rynku pracy dla tych, którzy już dziś na nim są i coś umieją, powinna się z roku na rok poprawiać. Bo skoro konkurencja jest coraz mniejsza, to nasza wartość jako pracownika, wciąż młodego i coraz bardziej doświadczonego wzrasta w oczach. Powinna? Z punktu widzenia państwa, wygląda to jednak inaczej.
Luka kompetencyjna
Tomasz Staśkiewicz – redaktor naczelny wynagrodzenia.pl i rynekpracy.pl również zauważa, że na naszym rynku pracy mamy dwie fale odpływowe – wchodzący na rynek pracy niż demograficzny i łatwość emigracji zarobkowej. – Z naszych badań wynika, że tylko co piąty Polak nie myśli o emigracji, a np. w Irlandii – nawet co druga osoba chce zostać na stałe – mówi naTemat. Czy to będzie szansą dla rynku pracy w Polsce? I tak i nie.
Tomasz Staśkiewicz
Redaktor naczelny wynagrodzenia.pl i rynekpracy.pl

Coraz bardziej będzie odczuwalny brak specjalistów o konkretnych kompetencjach. Wynagrodzenia specjalistów o potrzebnych kompetencjach będą rosły szybciej niż inflacja i CPI.

Zdaniem Staśkiewicza, na poziomie statystyki taka tendencja może sprawić, że stopa bezrobocia wciąż będzie spadać. – Międzynarodowy Fundusz Walutowy szacuje, że w już 2016 roku osiągnie ona w Polsce wartość 7,7 proc. Ale niestety nie likwiduje to problemów, przed którymi stoi Polska. Emigrować będą głównie ludzie w wieku produkcyjnym, a więc wzrośnie w kraju odsetek osób nieaktywnych zawodowo. Drugi problem, to powiększająca się luka kompetencyjna – szczególnie widoczna na rynku pracy IT – mówi dziennikarz zajmujący się rynkiem pracy w Polsce.
To nie będzie "automat"
– Emigracja ma oczywiście swoje plusy – mówi Kamila Małocha z firmy gowork.pl. Skorzystały na niej zwłaszcza osoby, które bezskutecznie próbowały znaleźć pracę w Polsce. – W ciągu 10 lat od wejścia naszego kraju do Unii Europejskiej zyskaliśmy na spadku bezrobocia, które gdyby nie odpływ części osób, z pewnością byłoby wyższe – mówi naTemat. Dodaje jednak, że w tym czasie do budżetu wpłynęło 36 miliardów, m. in. z podatków, które rodacy musieli zapłacić.
Kamila Małocha
Gowork.pl

Gdyby te osoby zdecydowały się wrócić, zysków byłoby z pewnością o wiele więcej, w przeciwnym razie koszty społeczne, czyli wpływ na rodziny i ekonomiczne, czyli wpływ na cały system emerytalny, znacznie przewyższają korzyści.

Przedstawicielka gowork.pl nie zgadza się z twierdzeniem, że osoby, które zostały na rynku pracy, automatycznie stają się bardziej atrakcyjne, ponieważ mają mniejszą konkurencję.
– Po pierwsze emigracja nie rozkłada się równomiernie na różne regiony kraju. Po drugie, nie dotyczy w równym stopniu wszystkich profesji – często emigrują tzw. „fachowcy” (np. pielęgniarki, hydraulicy) lub wysoko wykwalifikowani specjaliści np. z obszaru IT – Mówi Kamila Małocha. Zatem emigracja może polepszyć sytuację zawodową przedstawicieli tylko tych zawodów, na których pracodawcom zależy.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl