
Idea projektu „Bliżej” nie jest niczym nowym, ale w Polsce czegoś takiego jeszcze nie było. Martyna Kuc stworzyła inicjatywę, która zainteresowała polskie media. Chce się spotkać ze swoimi wszystkimi znajomymi z Facebooka. Myślisz, że to łatwe?
REKLAMA
Martyna ma 758 znajomych na Facebooku. Nie są to przypadkowi ludzie, z każdym zna się osobiście. – Przez to, że żyję w wielkim mieście, te 758 osób to są ludzie, których naprawdę znam. Może nawet się z nimi kumplowałam, byli przez jakiś czas częścią mojego życia . Albo w nim zostali, albo nie – przyznaje twórczyni projektu.
Na początku był pomysł. Nie zrodził się nagle. – To nie było tak, że pewnego dnia wstałam i na to wpadłam. To jest proces, to się musi urodzić w głowie. Po prostu zaczęłam się zastanawiać nad tym, jak wyglądają teraz relacje między ludźmi i tym, jak Facebook pozornie zastępuje nam kontakt twarzą w twarz – przyznaje Martyna Kuc.
Pod koniec lipca utworzyła fanpage „Bliżej”, ale nie po to, żeby zyskać zainteresowanie mediów. – Chciałam mieć poczucie,że jednak kilka osób patrzy mi na ręce i żebym doprowadziła pomysł do końca. Wszystkie spotkania dokumentuję, piszę raczej o wrażeniach ze spotkania, a nie o osobistych sprawach moich znajomych – wyjaśnia. Martyna otrzymuje wiadomości od znajomych zainteresowanych projektem. Sami proponują spotkania. Potem na profilu pojawia się zdjęcie i krótka informacja.
Nie ma z góry ustalonej taktyki umawiania się ze znajomymi. – Umawiam się przez telefon bądź Facebooka, to zależy. Opowiadam im o tej akcji i po prostu się z nimi spotykam. Niektóre spotkania trwają 3 godziny, niektóre godzinę, nie założyłam sobie, że każde będzie wyglądało tak samo. To wychodzi naturalnie. Do tej pory spotkałam się z 5 osobami, do końca tygodnia ta liczba wzrośnie o 8. Na początek wybrałam osoby, które kiedyś bardzo lubiłam, ale z jakichś powodów już nie są obecne w moich życiu. Nie zaczynam od najbliższych, bo to nie miałoby sensu – wyjaśnia Martyna Kuc.
Do każdego spotkania stara się przygotować. Sprawdza jakie informacje jej znajomi udostępniają na Facebooku. Chce mieć pewność, że nie nastanie niezręczna cisza. Ale zwykle okazuje się, że niepotrzebnie się stresowała, bo rozmowy się kleją. Nie rozmawiają tylko o wspomnieniach, ale o sprawach bieżących. Po prostu, zwykłe – co u ciebie słychać?
Twórczyni projektu nie spodziewała się tak dużego zainteresowania mediów. – Muszę przyznać, że przerasta mnie zainteresowanie mediów i staram się już nie zgadzać na rozmowy. Tym projektem nie odkryłam Ameryki, myślę, że dużo ludzi ma podobne przemyślenia do moich. Dowiedziałam się nawet, że ktoś zrobił coś podobnego w Australii – komentuje. Jednak w Polsce nikt wcześniej się na to nie zdecydował.
Napisz do autorki: barbara.kaczmarczyk@natemat.pl
