Polak Potrafi mówi o tym jak zrobić zbiórkę, która zakończy się sukcesem
Polak Potrafi mówi o tym jak zrobić zbiórkę, która zakończy się sukcesem archiwum własne

Crowdfunding to nie taka prosta sprawa. W rozmowie z Bartoszem Nowakiem, rzecznikiem prasowym PolakPotrafi.pl, rozwiewamy wszelkie wątpliwości. By zbiórka zakończyła się sukcesem, trzeba mieć naprawdę innowacyjny i dopracowany pomysł. Zbieranie na sałatkę ziemniaczaną nie wchodzi w grę.

REKLAMA
Jakie są najczęstsze błędy popełniane przez osoby, które chcą sfinansować swój projekt za pośrednictwem PolakPotrafi.pl?
Takich błędów jest kilka. Często zgłaszają się do nas ludzie, którzy uważają, że mają tak wyjątkowy pomysł, że nie chcą mówić o co chodzi, bo boją się, że ktoś im go ukradnie. Ale proszą o wsparcie.
Największą wartością serwisów crowdfundingowych jest wiarygodność. Nie tylko trzeba przedstawić pomysł, lecz także siebie, opowiedzieć o tym, co się robi – to wzbudza zaufanie. Darczyńcy zauważą wtedy, że mamy predyspozycje, by zrealizować wyjątkowy cel i dopiero w takim wypadku są skłonni powierzyć swoje pieniądze.
Drugi błąd – ludzie chcą realizować projekt, ale myślą, że my jesteśmy bankiem, który te pieniądze im po prostu da.
Jesteśmy platformą, która umożliwia im wystawienie projektu, udzielamy wskazówek jak go przygotować. Oprócz tego potrzebna jest jeszcze społeczność, a trzeba do niej dotrzeć. Żaden projekt nie uda się, gdy jedynym naszym działaniem promocyjnym, będzie wystawienie go na platformie crowdfundingowej i nie podejmowanie żadnych innych działań.
Ile czasu mija od wysłania do was pomysłu, a wystartowania ze zbiórką?
Bywa różnie. Najpierw trzeba wejść na naszą stronę, opisać inicjatywę. Ta trafia do konkretnego opiekuna projektu, który zna się na danej kategorii i jeżeli spełnia nasze warunki regulaminu i jest innowacyjny to taka osoba otrzymuje od nas wiadomość, że jej pomysł został zaakceptowany wraz ze wskazówkami jak przygotować jego opis.
Gdy jest już gotowy to dostajemy go do weryfikacji ponownie, zwykle trzeba jeszcze trochę takiej osobie pomóc, dzwonimy do niej, wysyłamy wiadomości, wprowadzamy zmiany i dzielimy się swoją wiedzą i doświadczeniem.
Staramy się pomóc, pokazujemy drogi jak go promować, co najlepiej działa. Zwykle taka droga zajmuje około miesiąca.
Większość ludzi robi to pierwszy raz i nie zdaje sobie sprawy, jakie mechanizmy rządzą na serwisach crowdfundingowych, ale bywają też przypadki, gdy otrzymujemy zgłoszenie i 2 dni później z nim ruszamy.
Niestety, ludzie często nie chcą słuchać naszych wskazówek, a potem projekty przez to się nie udają.
Jak wiele osób się do was zgłasza?
Nie chcę podawać konkretnych liczb, ale miesięcznie jest ich kilkaset. Trochę ponad połowa zostaje zaakceptowana. Wiele z nich nie nadaje się, w stylu “zbieram na kebaba” albo “chciałbym pojechać na Malediwy z dziewczyną”. Nie akceptujemy ich, bo każdy projekt musi mieć jakąś społeczną wartość.
Jeżeli chodzi o podróże, to powinny wiązać się, np. z chęcią napisania książki, zrobienia filmu. Co do biznesów to też akceptujemy jedynie kreatywne projekty, takie które oprócz zarobkowania niosą za sobą coś jeszcze, jak ostatnio poznańska Dobra Kawiarnia, która zatrudnia osoby z zespołem downa.
Jeżeli ktoś chce otworzyć budkę z kebabem albo wyremontować swoją restaurację, to tego na pewno nie zaakceptujemy.
Przypomniał mi się przykład zbiórki na sałatkę ziemniaczaną. Nie chcecie takich projektów, by trzymać wysoki poziom?
Crowdfunding jeszcze nie jest tak popularny w Polsce. Najpopularniejszy tego typu serwis Kickstarter ma trochę inny model działania i akceptuje większość pomysłów swoich użytkowników. Udaje mu się realizować 36 proc. wszystkich projektów, a u nas jest już to ponad 52 proc. – to najprawdopodobniej najwyższy wynik w Europie.
Nie akceptujemy projektów, które nie dają nic społeczności – to nie moje osobiste podejście, a zasady PolakPotrafi.pl. Każdy otrzymuje swojego opiekuna i nie ma dla nas znaczenia, czy zbiera 5 czy 50 tys. zł.
Takie sałatki zaśmieciłyby PolakPotrafi.pl, nie dałoby się wtedy znaleźć projektów naprawdę wartych uwagi.
Po sukcesie ziemniaczanej sałatki w ciągu miesiąca otrzymaliśmy ponad 100 takich samych pomysłów, nie mówiąc już o torcie, kanapkach i innych tego typu rzeczach.
Czy zdarzyło się tak, że pomimo uzbieranej wymaganej kwoty projekt nie został zrealizowany?
Szczerze mówiąc nie mamy takich informacji o niezrealizowanym projekcie. Dostajemy często sygnały od osób, które się składały, że ktoś nie otrzymał nagrody, ale tylko dlatego, że nie przeczytał maila z prośbą o podanie adresu.
Bywa, że ktoś nie jest w stanie zrealizować projektu do końca z przyczyn obiektywnych. Tak było chociażby w przypadku Olka Ostrowskiego, który miał tragiczny wypadek, a planował zjechać na nartach z Gasherbrum II i pobić rekord Polski.
Po zakończeniu zrzutki monitorujecie projekty?
Tak, robimy to za każdym razem. Jeżeli efektem miało być coś namacalnego to prosimy o film, płytę, bądź książkę, a jeżeli np. jakaś podróż to chcemy otrzymać relację zdjęciową. Później wszystko publikujemy na fanpage’u.
Który pomysł został sfinansowany najszybciej?
Było ich kilka. Na pewno Himalaisty Adama Bieleckiego, któremu brakowało 15 tys. zł, by ruszyć na zdobycie Kanczendzongi. Zbiórka miała trwać jedynie 12 dni, a to bardzo krótki czas jak na tego typu projekty. Okazało się, że ma tak dużą społeczność, że uzbierał tę kwotę w 1.5 godziny, a po 12 dniach było już ponad 60 tys. To naprawdę nas bardzo zaskoczyło.
Kolejnym takim projektem jest “Space is More”, czyli grupa studentów, którzy dostali się do finału konkursu NASA w USA i potrzebowali 4 tys. zł, by wysłać z 10 osobowej drużyny choć jedną osobę. Sprawę podchwyciły media i w ciągu 14 dni mieli już 92 tys. zł.
Trzecim projektem jest Secret Service, który w ciągu 20 godzin zebrał zakładane 93 tys. zł. Wystartował pomiędzy 3, a 4 rano, a po godzinie 7 było już 20 tys. zł.
Macie już wyczucie, które projekty mają dużą szansę na zrealizowanie, a które nie?
Faktycznie jest coś takiego, że potrafimy ocenić potencjał, ale często jesteśmy zaskakiwani. Niestety, niektórzy po wystartowaniu zbiórki nie przykładają już uwagi do tego, co się dzieje.
Sam byłem pozytywnie zaskoczony zbiórką na Lawendowe Muzeum Żywe na Mazurach w małej wiosce. Asia chciała zebrać na nie 50 tys. zł, a ja wtedy pomyślałem, że nie ma możliwości, żeby to się udało – bo kto niby miałby jej dać na to pieniądze.
Okazało się, że się myliłem. Asia miała ze sobą tak silną społeczność, że nie tylko zebrała 50 tys. zł, ale nawet 65. Stworzyła wspaniałe muzeum, to był niesamowity projekt.
Zauważacie tendencje na wysyp projektów z jednej dziedziny?
Tak, jeżeli jakiś projekt staje się w danym momencie bardziej medialny i kończy się zbiórką spektakularnej kwoty albo jest viralowy, tak jak to było w przypadku Kociej Kawiarni to dostajemy z tej kategorii masę zgłoszeń.
Podobnie było po Secret Service. Wiele osób zapragnęło tworzyć internetowe radia, czy telewizje. Ludzie nagle myślą sobie, że chcą założyć radio, ale nie myślą o tym perspektywicznie. Nie mają też np. żadnego dziennikarskiego zaplecza. Jesteśmy od tego, aby to wszystko weryfikować.
Mimo wszystko najwięcej projektów pojawia się w kategorii muzyka, która jest najpopularniejsza na całym świecie, to u nas aż 17 proc. zrealizowanych projektów.
A youtuberzy? Sporo ich ostatnio u was
Właśnie zakończyliśmy zbiórkę na kanał Naukowego Bełkotu i udała się. Teraz prowadzimy zbiórkę na kanał Jakby Niepaczeć i też się mocno niesie. Zgłaszają się do nas kanały, które mają po 300 subskrybentów, ale dzięki nim nie uda im się zrealizować takiego projektu.
To nie jest tak, że ktoś przyjdzie i da im swoją kasę, bo ładnie wyglądają. Trzeba swój pomysł naprawdę dobrze dopracować, już coś robić w jego kierunku i być autentycznym.
W takim razie musicie chyba znać się na wielu branżach
Jest tak, że nasi opiekunowie dzielą się na wybrane branże. Ja czuję się najlepiej jako rzecznik prasowy, ale też pasjonuję się muzyką, dziennikarstwem, sportem i takimi projektami także się opiekuję. Weronika jest po polonistyce, dużo czyta i świetnie sprawdza się wtedy, gdy ktoś chce wydać np. książkę albo zrealizować coś społecznego, bo jest zaangażowaną aktywistką. Michał uwielbia gry komputerowe i filmy.
Poza tym i tak w każdej kategorii są pewne schematy.
Popularne osoby mają łatwiej?
To zależy. Były takie projekty, które wspierały osoby medialne i nie udawały się. Dlaczego? Jeżeli ktoś nas wspiera, to ludzie myślą, że skoro za takim projektem są gwiazdy, wielkie firmy, to przecież oni mają dużo pieniędzy i chcą je od nas wyłudzić - co nie jest prawdą.
Reni Jusis, która wspierała projekt Akademia Bosej Stopy, wszędzie gdzie tylko się pojawiła, mówiła o tym projekcie - i to się udało. Trzeba w opisie zbiórki dokładnie wyjaśnić dlaczego zdecydowaliśmy się na ten rodzaj pozyskiwania środków, a nie inny.
Karolina Czarnecka zgłosiła się do nas z prośbą o sfinansowanie teledysku, gdy video, w którym śpiewała piosenkę “Hera Koka Hasz LSD” na YouTube miało już ponad 8 mln wyświetleń.
Można by pomyśleć, że jest gwiazdą i ma pieniądze, ale tak wcale nie było. Dokładnie wyjaśniła, że ta liczba wyświetleń nie oznacza tego, że ona na nim zarabia, bo to ktoś inny wrzucił to nagranie.
Aktorka chciała zrealizować obraz do tego kawałka, by odzwierciedlił to co chciała przez niego przekazać. Gimbaza myślała, że to promocja narkotyków, a przesłanie tej piosenki jest zupełnie odwrotne. Szczerość i autentyczność bardzo pomagają.
Zanotowaliście już jakieś próby oszustwa?
Staramy się na tyle weryfikować wszystkie informacje przed rozpoczęciem zbiórki, że jest to raczej niemożliwe. Najmocniej mimo wszystko i tak weryfikuje społeczność. Jeżeli ktoś chce zebrać 10 tys. zł to musi się zrzucić na niego około 200 osób po 50 zł, a to bardzo trudne, by zdobyć zaufanie tylu ludzi. Te 200 osób oznacza też, że o akcji dowiedziało się co najmniej 10 razy więcej osób, więc ktoś na pewno zauważyłby oszustwo.
Jeżeli ktoś nie chce podać podstawowych danych i powiedzieć, co wcześniej robił w życiu to wtedy nie ma o czym mówić.
Są jakieś uwarunkowania prawne, które trzeba spełnić, by zorganizować zbiórkę?
Posiadanie polskiego konta bankowego.
Lepiej zaniżyć czy zawyżyć potrzebną kwotę?

Ani to ani to, wskazać wartość minimalną, dzięki której uda się zrealizować projekt.
Jakimi nagrodami najlepiej zachęcać darczyńców?
Ludzie z różnych pobudek wspierają dany projekt, często nie oczekują niczego w zamian, ale te nagrody są na pewno miłym prezentem.
Można podzielić je na kilka kategorii: pierwsza z nich to coś namacalnego, być może zrealizowana płyta z filmem, muzyką, koszulka, czy książka.
Drugi filar to coś unikalnego: płyta z oryginalną okładką dostępna wyłącznie dla wspierających w ramach projektu na PolakPotrafi.pl, czy nadanie imienia i nazwiska bohaterowi książki. Darczyńcy dzięki takim nagrodom czują się wyróżnieni.
Trzeci typ to nagrody angażujące, które dają możliwość wejścia na backstage po koncercie, trening ze sportowcem czy bycie wolontariuszem na wydarzeniu.

Napisz do autorki: patrycja.marszalek@natemat.pl

Władcy sieci od teraz także na Facebooku! Polub nas!