
Zaprzysiężenie Andrzeja Dudy na prezydenta wywołało falę krytycznych komentarzy ze strony polityków. Nie wszyscy jednak już na starcie przekreślają jego szanse na dobrą prezydenturę. Tadeusz Cymański, były europoseł, twierdzi, że Duda może nas jeszcze zaskoczyć. Na plus. – To silny mężczyzna. Przed nim poważne wyzwanie. Myślę, że jest w stanie mu podołać – mówi.
REKLAMA
Zaprzysiężenie nowego prezydenta za nami. Co Pan myśli na świeżo po uroczystościach?
Andrzej Duda na pewno ładnie rozłożył akcenty. Wyszedł od wspólnoty, podkreślał, jak ważny jest dialog i wzajemne zrozumienie - a to dzisiaj szalenie trudne zadanie. Uważam, że prezydent zachował się niezwykle elegancko, proszę zwrócić uwagę, że były podziękowania, było nawiązanie do spuścizny Lecha Kaczyńskiego. To taki skromny, ale ważny gest. I powiedziałbym, nieco ryzykowny. Jesteśmy w gorącym przedwyborczym okresie, a taka deklaracja może zostać przez kogoś niepotrzebnie wpisana w partyjne rozgrywki.
Przemówienie prezydenta nie wszystkim się podobało..
To buczenie na sali sejmowej było zupełnie niepotrzebne. I to w momencie, kiedy prezydent powiedział przecież o faktycznych problemach, o których mało kto ma odwagę mówić, bo to takie niepopularne, przyznać się, że coś jest nie tak, albo że coś się nie udało. Duda poruszył kwestie związane z kontrastem i ze społecznymi różnicami. Wspomniał też o trudnej sytuacji niektórych dzieci. To mi się bardzo podobało, bo ta tematyka jest też mi bliska. To też jest coś, co różni go od Komorowskiego. On nie zwracał uwagi na sprawy społeczne i zapłacił za to wysoką cenę.
Podobało mi się też kiedy wspominał o potrzebie konsensusu i kontynuacji tego, co zapoczątkował Komorowski, np. dalszego wzmocnienia NATO. Fajerwerków nie było, ale Duda to młody, ambitny i dynamiczny człowiek. Wielkie wyzwania dopiero przed nim. Teraz będzie mu trudniej niż podczas kampanii prezydenckiej. To prawdziwy sprawdzian. Orędzie było skromne, ale jednocześnie takie osobiste i w jego stylu. Tak, myślę, że Duda przyzwyczaja nas do nowego stylu polityki.
Zobacz najlepsze fragmenty orędzia Dudy
A myśli Pan, że Duda jest "niezłomny", jak sam o sobie powiedział?
Muszę przyznać, że to było odważne. Teraz słowa będzie musiał zamienić na czyny. Trzymam za niego kciuki i uważam, że za jego sprawą powiało u nas optymizmem. Mogę powiedzieć otwarcie, że jestem zadowolony.
Pan wystawia prezydentowi pozytywną recenzję, ale nie brakuje głosów tych, którzy widzą w Dudzie mało samodzielnego polityka. Myśli Pan, że Jarosław Kaczyński będzie go wodził na partyjnej smyczy?
To nieuprawnione stwierdzenie. Musimy wykazać trochę cierpliwości. Kontrowersje z tego powodu będą, co do tego nie mam wątpliwości. Ale to przecież naturalne, że niektóre postulaty Dudy będą się pokrywać z programem PiS. Jestem przekonany, że tą partyjną "smyczą" Dudy starszy się na wyrost. "Smycz" i niezależność zresztą mogą istnieć razem i nie ma tu sprzeczności.
To już nie jest kampania prezydencja, kurz opadł i, na Boga!, przestańmy się ciągle straszyć! Dajmy mu szansę. Jeśli ktoś myśli, że niezależność polega na ciągłym różnieniu się, no to jest naiwny i po prostu głupi. Jestem spokojny o Andrzeja Dudę i mam nadzieję, że się nie przeliczę.
Za co Pan tak lubi nowego prezydenta? Jakie są jego najmocniejsze strony, które mogą z niego zrobić pierwszorzędnego przywódcę?
Duda jest w pewnym sensie spadkobiercą Lecha Kaczyńskiego i jego stylu prezydentury, w której chodziło o: kontrasty społeczne, silne państwo. Te sprawy są niesłychane ważne, tak samo jak np. bardziej sprawiedliwy podział dochodu narodowego. Prezydent Duda złożył nam obietnicę - że wprowadzi strefę wolną od podatków i pomoże dzieciom. Ale mamy obecnie jeszcze jedno ważne wyzwanie: demografię. Jeżeli prezydentowi uda się, coś w tej kwestii zrobić, będę niezmiernie zadowolony.
Nie spodziewam się, że za sprawą prezydenta zaczną nad Polską latać bociany, takich cudów to nie ma, ale mam nadzieję, że, zwłaszcza te zasiłki rodzinne staną się impulsem i już wkrótce zobaczymy wzrost dzietności. Trzymam więc nie tylko kciuki za prezydenta, ale trzymam go też za słowo. Duda rzeczywiście jest na smyczy, ale nie tej partyjnej, tylko na "smyczy obietnic".
