
Ks. Aleksander Seniuk właśnie dołączył do pierwszej ligi księży uznawanych za łagodniejszą twarz polskiego katolicyzmu. To on odprawił ostatnio mszę w intencji Bronisława Komorowskiego, i to on ściągnął na siebie gniew konserwatywnej części Kościoła. Pokazał, że popieranie in vitro nie musi skazywać na wieczne potępienie. To świetna wiadomość dla sporej części wiernych.
Wszystko zaczęło się niewinnie. Grupa wiernych zgłosiła chęć zamówienia mszy za Bronisława Komorowskiego i jego rodzinę. Najpierw miała być dziękczynna, ale kiedy okazało się, że taki pomysł wywołuje niepotrzebne emocje, ks. Aleksander Seniuk, który miał koncelebrować eucharystię napisał ogłoszenie. Informował w nim, że msza za byłego prezydenta nie będzie miała charakteru nabożeństwa dziękczynnego.
Każdy wierny może zamówić Mszę św. w ważnej dla siebie intencji. Każdy ksiądz ma obowiązek zamawianą intencję przyjąć. Istotne jest, by ksiądz przyjmujący intencję i celebrujący Mszę św., odpowiednio i poprawnie pod względem teologicznym ją sformułował.
Ks. Aleksander Seniuk, zanim został rektorem kościoła Wizytek w Warszawie był wieloletnim współpracownikiem i przyjacielem ks. Jana Twardowskiego, na co dzień pomagał mu w posłudze. W 2006 roku, po śmierci ks. Twardowskiego, który sam był rektorem u Wizytek, ks. Seniuk został jego następcą na tym stanowisku. Od tej pory dba nie tylko o sprawy ducha, ale również o pamięć swojego mentora. Czasem, kiedy przychodzą goście i chcą obejrzeć, jak żył i mieszkał słynny ksiądz, osobiście oprowadza grupę po mieszkaniu duchownego.
Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl
