Camilla Läckberg  została odkryta dzięki udziałowi w kursie kreatywnego pisania.
Camilla Läckberg została odkryta dzięki udziałowi w kursie kreatywnego pisania. Mat. prasowe

Dziś piszą lub chcą pisać wszyscy. Autobiografie, poradniki, powieści: thrillery, erotyki, romanse – wybór jest spory, mimo że społeczeństwu według statystyk z książkami nie po drodze. Wydawnictwa przeżywają jednak oblężenie, bo Polacy … szturmują kursy pisarstwa.

REKLAMA
Prolog
Kursów dla aspirujących pisarzy nie trzeba szukać ze świecą. Ja znalazłam jeden zaglądając na fanpage Katarzyny Bondy, nazywanej „polską królową kryminałów”. Kurs, który proponuje nazywa się „Maszyna do pisania”. Inspiracją były te, w których autorka „Pochłaniacza” sama brała udział na Zachodzie. Rzeczywiście, pod hasłem „writing courses” Google wygeneruje 418 milionów wyników, pierwsza strona to oferty nauki online – płatne i darmowe.
Prawdziwymi gigantami są uczelnie wyższe, i tak choćby Uniwersytet Stanforda proponuje ponad 30 zajęć w tym: Memoir: Turning Your Life into Literature, Writing the Wild: Nature and Outdoor Writing czy Jumpstart Your Children's Book. Prowadzący rozkładają na czynniki pierwsze wszystko, co dotyczy pisania – od oczywistej konstrukcji tekstów, kreowania bohaterów, wejścia w literacką fikcję po takie kwestie jak temat przewodni, język, czy ... odniesienie sukcesu komercyjnego.
O takim może mówić na pewno Camilla Läckberg, która jeszcze 10 lat temu była product managerem po ekonomii, ale praca nie była jej pasją. Interesowało ją pisanie, dlatego zapisała się na kurs. Miał być odskocznią od codziennych obowiązków, a okazał się sposobem na życie. Niedługo później Camilla podpisała kontrakt z wydawcą i dziś jest popularną autorką kryminałów.
Za takimi kursami stoją też duże wydawnictwa, które poszukują w ten sposób kolejnych autorów, ci, którzy piszą, ale w literackim biznesie miejsce dla siebie znajdują też redakcje tygodników i magazynów.
Zawiązanie akcji
W porównaniu do zagranicy Polska jest jeszcze w tyle, choć nie można zaprzeczyć, że modę na taki interes zwęszyło coraz więcej osób, które chcą zarobić. I podchodzą do tego profesjonalnie, idąc tropem zachodnich prekursorów. Uwagę przyciągają chwytliwe nagłówki, jak na przykład ten pochodzący ze strony Preducation.pl:
Preducation.pl

Kurs skierowany jest do AUTORÓW książek beletrystycznych, którzy chcą rozwijać warsztat pisarski. Dedykowany jest osobom, które: dopiero zamierzają zacząć pisać są w trakcie pracy nad książką ukończyły książkę i są na etapie jej dopracowywania.

Zajęcia zwykle obejmują, podobnie jak zagranicą: research, planowanie, budowanie scen i fabuły, konstruowanie wiarygodnych bohaterów i to, co podkreślają wszyscy – najważniejsza wartość kursu, czyli wypracowanie własnego stylu.
Za to, żeby zostać pisarzem, albo właściwie zrobić kilka kroków ku temu, trzeba zapłacić. Sieć pęka od ogólnikowych porad typu: Po prostu usiądź i pisz, więcej informacji mają dać spotkania twarzą w twarz z profesjonalistą, który przeszedł wyboistą drogę i chce jej oszczędzić kursantom.
Cena? To zależy, można znaleźć takie, które kosztują od 200 do 400 złotych, wtedy nauka trwa około miesiąca. Bardziej rozbudowane, to znaczy 3 lub 6-miesięczne zajęcia oznaczają kwoty od 500 złotych w górę.
Rozwinięcie
A kursantem może zostać każdy. Nie ma żadnych ograniczeń – nieistotne są: wiek, pochodzenie, wykształcenie czy status społeczny. Perspektywa poprawienia swoich umiejętności albo ich nabycia sprawia, że na zajęcia kreatywnego pisania zapisują się tabuny chętnych. – Najpierw rzemieślnik, potem artysta – pisze Katarzyna Bonda w zakładce „Kursy Pisania” na swojej stronie. – Ci, którzy mają na koncie wiele napisanych dzieł wiedzą, że kluczem jest nie talent czy wena twórcza, lecz warsztat. Pisanie to praca jak każda inna.
Chętnych do pracy nie brakuje. Jedną z takich osób jest Marcin Gryglik, dziennikarz i pisarz. – Zaletą takich kursów jest to, że spotyka się tam ludzi, którzy mają podobne zainteresowania. To zawsze pomaga, kiedy się pisze – mówi. – Poza tym oczywiście ma się nauczyciela, który podsuwa konkretne rozwiązania, mogące usprawnić zdolności literackie. Kurs pisania to też szlifowanie talentu. Bez tego po prostu daleko się nie zajdzie.
Sam brał udział w trzech i nie sądzi, żeby przy wyborze zajęć liczyły się pieniądze, argumentem jest raczej ich wartość merytoryczna.
Marcin Gryglik

Lepiej wybrać prowadzony przez praktyków, którzy mają na koncie kilka lub kilkanaście książek, niż ten z profesorami literatury o często niepopartym niczym doświadczeniu.

I rzeczywiście, doświadczenie jest znaczące i podkreślane w materiałach promocyjnych. Liczy się słowo „Praktyka”, za to aż tak wielkiego znaczenia nie ma to na „t”, czyli talent. – Kiepski, ale zdeterminowany pisarz po prostu opłaci kurs, potem firmę zajmującą się redagowaniem, a następnie wydawnictwo publikujące książki za dopłatą – stwierdza Gryglik. – Prowadzący też biorą całkiem przyzwoite pieniądze, ale jednocześnie mogą też nauczyć swoich kursantów jak krytycznie podejść do tekstu albo uświadomić kogoś, że jest grafomanem.
Epilog
Inaczej do sprawy podchodzi Katarzyna Bonda i argumentuje to tak: Pisanie to praca. Pisarz pisze. Nie tylko myśli, słucha i czyta. Przede wszystkim pisze! Nabitą zdaniami rękę czuje się już od pierwszych akapitów. To nie jest jeszcze talent, ani żaden dar. To nie wena twórcza ani iluminacja. To warsztat, który moim zdaniem w 90 procentach jest odpowiedzialny za sukces. Dlatego na kursach, które ja prowadzę, piszemy. I to dużo!
Inkluzywność kursów przyciąga uwagę, a zdaniem Gryglika nie ma w tym nic złego, można nawet doszukiwać się w niej efektu społecznego. - My, Polacy, nie jesteśmy narodem ludzi piszących – w tym sensie, że mało piszemy w szkole, a to z kolei przekłada się na to, że pisanie w życiu codziennym przychodzi nam z trudem, np. formularze urzędowe to bełkot, przez który trudno przebrnąć – uważa.
W jego przekonaniu pisanie kreatywne nie jest dla każdego. – Na dobrą sprawę pisanie kreatywne nie jest umiejętnością, którą każdy powinien mieć,chociaż bez wątpienia jest przydatne. Dzięki niemu rozwijamy się nie tylko jako pisarze, lecz także jako czytelnicy. 

Napisz do autorki: karolina.blaszkiewicz@natemat.pl