Brak prądu to nie tylko problem dużych zakładów i fabryk
Brak prądu to nie tylko problem dużych zakładów i fabryk Fot. Jarosław Kubalski / AG

– Te kryzysy nic nas nie uczą. Za dwa tygodnie wszystko wróci do normy i nikt nie będzie o tym pamiętał. Znowu przeżyjemy - do następnego razu – mówi w wywiadzie dla tokfm.pl prof. Konrad Świrski z Politechniki Warszawskiej. Jak twierdzi, niedobory energii mogą doprowadzić do tego, że zabraknie prądu nie tylko w przemyśle, ale także w domach.

REKLAMA
Huty, kopalnie, firmy transportowe, zakłady z branży chemicznej, sklepy i restauracje. Lista miejsc, które w związku z upałami borykają się z ograniczeniami w dostawach prądu, jest długa. Część z nich ma spory problem – tak jak duże fabryki, które muszą ograniczać produkcję.
Skąd ten kryzys? M.in. na to pytanie odpowiada prof. Świrski z Politechniki Warszawskiej. – Zbieg nieszczęśliwych wydarzeń. Po pierwsze upały, przez które jest większe zapotrzebowanie na prąd. Po drugie brak wiatru. Po trzecie spadł poziom wody w rzekach. (…) Nie byłoby problemu, gdyby te rzeczy nie zdarzyły się naraz – przekonuje.
Ekspert tłumaczy, że teraz rząd sięgnął po pierwszą “linię obrony” przed kryzysem - ustawowo zmusił przemysł do pobierania minimum mocy. – Następna linia obrony to selektywne wyłączenie kawałka miasta. Albo kolejnego dużego odbiorcy. Na przykład lotniska. (…) Wydaje mi się jednak, że w tej chwili to nie grozi – mówi.
Prof. Świrski dodaje, że powinniśmy przyzwyczaić się do podobnych sytuacji. Co więcej, niewykluczone, że za kilka lat ograniczenia w dostawach prądu będą dotyczyć indywidualnych odbiorców. – Jeśli spojrzeć na koncepcje inteligentnej sieci, tam się czai pomysł, by w takich sytuacjach wyłączać nie tylko przemysł, ale i odbiorców indywidualnych. Na Zachodzie są pomysły, by w czasie takich sytuacji energia była droższa. To by wymusiło oszczędzanie – stwierdza.
Źródło: tokfm.pl