Piotr Kuryło ma wiele wspólnego z amerykańskim dentystą. Obaj są celem ostrych ataków.
Piotr Kuryło ma wiele wspólnego z amerykańskim dentystą. Obaj są celem ostrych ataków. Facebook.com

Sprawa Piotra Kuryło, ultramaratończyka, który zostawił psa pod schroniskiem, a wcześniej głośna afera wokół Waltera Palmera, dentysty z USA, tego samego od zastrzelonego lwa Cecila, pokazują, że ludzka wrażliwość, bierze ostry zakręt. W swoim dziwnie pojętym współczuciu dla zwierząt tak się zagalopowaliśmy, że nie obchodzą nas konsekwencje tej wielkiej troski. Ani to, że może ona unicestwić w okamgnieniu dorobek życia.

REKLAMA
Pieskie życie biegacza
Piotr Kuryło, długodystansowiec spieszył się na swój kolejny w karierze ultramaraton. Tym razem za cel wybrał sobie Grecję. Przed wyruszeniem w wykańczającą trasę, pozałatwiał wszystkie sprawy. Oprócz jednej - ciągle nie wiedział, co zrobić z ciężarną suczką, którą przygarnął kilka miesięcy wcześniej. Pech chciał, że wybrał najgorszy z możliwych scenariuszy. Zostawił przywiązanego psa pod schroniskiem w Żarnowie w ponad trzydziestostopniowym upale. Kiedy gruchnęła o tym wieść, życie biegacza legło w gruzach.
logo
Nagranie z monitoringu przy schronisku, a na nim Piotr Kuryło przywiązujący psa do bramy. Screen z YouTube.com/Przemek Chmielewski
Pracownicy schroniska wielokrotnie w wypowiedziach dla mediów podkreślali, że Kuryło podczas ich nieobecności dwukrotnie zaglądał do psa przy branie i przynosił mu wodę. Nie ma wątpliwości, że biegacz mógł rozegrać sprawę oddania psa inaczej. Mógł np., widząc, że w schronisku najprawdopodobniej nie ma pracowników wykręcić szybko numer przytuliska i powiadomić o tym, że zdecydował się oddać pod ich opiekę psa. Mógł też wcześniej pomyśleć o tym, że jego start w kolejnym ultramaratonie będzie oznaczał konieczność zostawienia gdzieś przygarniętej suczki. Wszystko się zgadza.
logo
Piotr Kuryło dotąd był najbardziej znanym polskim ultramaratończykiem. Facebook.com/Piotr-Kurylo
W tym wszystkim nie zgadza mi się tylko to, że ubolewając tak bardzo nad losem zwierzaka, postanowiliśmy bezmyślnie zrujnować mu życie. Bo to właśnie oznaczają czarne chmury, które zebrały się nad głową biegacza po tym, jak media obiegła wiadomość o jego mało chlubnym wyczynie pod schroniskiem i po tym, jak do prokuratury wpłynęło zawiadomienie od właścicielki schroniska o możliwości popełnienia przestępstwa.
Maratończyk po medialnej burzy łapie zadyszkę
Kuryło jest krytykowany ze wszystkich stron: przez dziennikarzy i opinię publiczną. Przeprosił i powiedział, że drugi raz nie zostawiłby psa pod bramą. Nie uchyla się też od odpowiedzialności i stawia czoła fali niewybrednych komentarzy. Nie umniejsza to jego winy, ale teoretycznie mógłby po prostu pokazać wszystkim środkowy palec. Po całym zajściu, musiał odwołać ultramaraton do Grecji, a jego sponsorzy, w tym urząd marszałkowski, zaczęli się wykruszać. Jego kariera jako biegacza właśnie dobiegła końca, ale wszystko wskazuje na to, że Kuryło jest także spalony jako człowiek.
logo
Facebook.com/Piotr-Kurylo
Sam biegacz próbuje z kiepskim skutkiem wyjść z twarzą z całego zamieszania, ale już zapowiedział, że jego czas w kraju, właśnie dobiegł końca. – Dziś cała lawina wywiadów i już za kilka dni prawda ujrzy światło dzienne. Już nie biegnę, wyjadę za granicę, bo pseudomiłośnicy grożą linczem; dobrze, że mam fachu w ręku – napisał ostatnio. Kuryło, jeszcze niedawno pupilek mediów, w jednej chwili z biegacza, którego z sympatii nazywano "polskim Forrest Gumpem", stał się dyżurnym oprawcą i chłopcem do bicia. Postąpił nagannie, ale czy tak ostry atak na biegacza jest uzasadniony?
Dentysta ze strzelbą też nie dostanie przebaczenia
Podobny los spotkał nie tak dawno temu amerykańskiego dentystę. Walter Palmer polował na Safari w Zimbabwe. Podczas jednego z wypadów ze strzelbą, zabił ulubieńca Zimbabwe - lwa Cecila. Na pewno nie przypuszczał, że po tym zdarzeniu stanie się jedną z bardziej znienawidzonych osób na globie.
logo
"Jesteś tchórzem i mordercą" - takie napisy amerykański dentysta widzi przed swoim gabinetem. Facebook.com/shameonwalterpalmer
Aż 160 tys. Amerykanów podpisało się pod petycją do prezydenta Baracka Obamy o to, żeby Stany wydały swojego obywatela władzom Zimbabwe. Pod adresem dentysty rzucane są pogróżki, nazywany jest "szatanem" i "mordercą", a oprócz wysokiej grzywny, kary pozbawienia wolności, utraty przychodni, grozi mu najgorsze - społeczny ostracyzm. Sytuacja się powtarza. Dentysta postąpił źle - zapolował, najprawdopodobniej nielegalnie i zapewne miał tego świadomość, a na dodatek pozwolił zwierzęciu na długą i bolesną agonię. Tylko, tak jak w przypadku Kuryły - czy wytoczone przeciwko niemu dział w postaci niesłychanej krytyki jest adekwatne do popełnionego czynu?
Na ratunek zwierzętom. A co z ludźmi?
Obydwa przypadki - ten polskiego biegacza i amerykańskiego dentysty są niezbitym dowodem na to, że dzisiaj inaczej rozkładamy akcenty, a nasze receptory wrażliwości pikują przede wszystkim wtedy, kiedy krzywda dzieje się zwierzęciu. Chwalebne.
Nie rozumiem tylko, dlaczego osoby, które dopuściły się takich czynów, są wystawiane na publiczny lincz - w pełnym tego słowa znaczeniu. I wreszcie, dlaczego traktujemy ich z taką surowością i zacietrzewieniem? Bo przecież czym innym jest pociągnąć kogoś do odpowiedzialności karnej - na szczęście takie przepisy u nas już są. I choć na razie skazanie kogoś za niewłaściwe traktowanie zwierzęcia to wciąż rzadkość, nie można już mówić, że wymiar sprawiedliwości nie ma narzędzi, albo umyślnie przymyka oko na męczarnie zależnych od nas istot.
Zawiadomienie prokuratury, to nie to samo co urządzanie festiwalu nienawiści, którego jesteśmy obecnie świadkami. Ciekawe, gdzie podziewają się pokłady empatii, kiedy komentujący sprawę, bez mrugnięcia okiem, mówią o biegaczu: "morderca". Dziękuję pięknie za takich "wrażliwców". Zwierzęta trzeba dobrze traktować, z szacunkiem - ten truizm łatwo przechodzi nam przez gardło. Teraz trzeba się tylko jeszcze na nowo nauczyć, że ludzie, bez względu na to, co zrobili, też zasługują choćby na szansę poprawy, bo to już wcale takie oczywiste nie jest.

Napisz do autora: dominika.majewska@natemat.pl