
Wyborcza walka przybiera czasem nieczystą formę. W środę w sieci pojawił się spot, który przedstawia Beatę Szydło w niekorzystnym świetle. Komentatorzy łączyli go z PO i spindoktorem Michałem Kamińskim. W produkcji pojawia się też prawicowy publicysta Łukasz Warzecha, który doprowadził do usunięcia spotu. Wystarczyło, że zagroził twórcom spotem.
REKLAMA
Przeciwnicy Prawa i Sprawiedliwości spróbowali zaatakować Beatę Szydło, kandydatkę tej partii na premiera. Stworzyli więc fan page "Wyszło Szydło z worka", profil na Twitterze i przygotowali klip. Okraszony tandetną muzyką filmik przedstawia ludzi, którzy maja stać za Szydło. To nawiązanie do spotu Bronisława Komorowskiego z kampanii prezydenckiej, który przekonywał przed I turą, że za Andrzejem Dudą stoi Jarosław Kaczyński.
Spot został skrytykowany jako toporny i oparty na wątłej tezie. A przede wszystkim za to, że obok Jarosława Kaczyńskiego i Antoniego Macierewicza pojawił się publicysta Łukasz Warzecha. "Kierownik jeziora" - jak nazywają Warzechę w sieci - zareagował szybko i ostro: zagroził twórcom spotu pozwem.
Ci wpadli w panikę i zaczęli przepraszać, kajać się i korzyć, aż w końcu usunęli filmik z YouTube'a. Internauci łączą produkcję z Platformą i Michałem Kamińskim, przekonując, że to w jego stylu. Na razie żaden z polityków PO oficjalnie się do tych zarzutów nie odniósł.
