
– Równolegle do deklaracji o potrzebie odbudowania wspólnoty, gdy żegnałem się z siłami zbrojnymi, urządzono mi kocią muzykę, i to wrzeszcząc w czasie hymnu narodowego. To byli ci sami ludzie, z tymi samymi transparentami, którzy w czasie kampanii wyborczej siali przeciwko mnie nienawiść na rozkaz. Do nich przemawiał prezydent Andrzej Duda na Krakowskim Przedmieściu, zwracając się: "Kochani" – mówi Bronisław Komorowski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.
Trudno poradzić sobie z falą autentycznej nienawiści. Nienawiści niemającej nawet najmniejszego potwierdzenia w faktach. (…) Gdy pięć lat temu prosiłem Tadeusza Mazowieckiego, by został moim doradcą w Kancelarii Prezydenta, powiedziałem mu: "Mam poczucie, że wygrałem te wybory za ciebie". Bo premier Mazowiecki przeżywał porażkę z Tymińskim w 1990 roku i dużo o tym myślał. "Wiesz, ze mnie to można było zrobić Żyda, masona, komunistę, zdrajcę, ale z ciebie? – powiedział mi wtedy. – Z twoim życiorysem, z twoimi poglądami, nazwiskiem i rodziną! A jednak i mnie to spotkało.
