– Do ludzi, którzy urządzili mi kocią muzykę, gdy żegnałem się z siłami zbrojnymi prezydent Duda zwraca się "Kochani" – mówi Bronisław Komorowski.
– Do ludzi, którzy urządzili mi kocią muzykę, gdy żegnałem się z siłami zbrojnymi prezydent Duda zwraca się "Kochani" – mówi Bronisław Komorowski. Fot. Kuba Atys

– Równolegle do deklaracji o potrzebie odbudowania wspólnoty, gdy żegnałem się z siłami zbrojnymi, urządzono mi kocią muzykę, i to wrzeszcząc w czasie hymnu narodowego. To byli ci sami ludzie, z tymi samymi transparentami, którzy w czasie kampanii wyborczej siali przeciwko mnie nienawiść na rozkaz. Do nich przemawiał prezydent Andrzej Duda na Krakowskim Przedmieściu, zwracając się: "Kochani" – mówi Bronisław Komorowski w wywiadzie dla „Gazety Wyborczej”.

REKLAMA
Były już prezydent w rozmowie z Jarosławem Kurskim i Adamem Michnikiem raz jeszcze nawiązuje niejako do przyczyn swojej przegranej w majowych wyborach prezydenckich. Mówi o łatwości, z jaką w dobie internetu pobudza się nienawiść i agresję. – Mechanizm propagandy może być niesamowicie skuteczny, także w systemie demokratycznym, nawet przy zróżnicowaniu mediów. Zdolność manipulowania pamięcią przy skłonności do widzenia wszystkiego w czarnych barwach daje efekt buntu, wołania o zmianę.
Komorowski mówi jednak również o tym, że w Polsce doszło do zmiany pokoleniowej, która mogła istotnie wpłynąć na wynik wyborów. – To dla naszej generacji wolność jest cudem, za który będziemy do końca życia dziękować. Dla naszych dzieci wolność jest jak powietrze. Trudno się dziwić, że na co dzień nie okazują radości z samego faktu, że oddychają. One inaczej patrzą na świat i co innego dla nich jest ważne – wyjaśnia.
Polityk nawiązuje też w swoich wypowiedziach do fali nienawiści, jaka spotkała go nie tylko w trakcie kampanii wyborczej, ale też po podpisaniu ustawy o in vitro. Mówi, że przeprosiny, jakie usłyszał podczas mszy w warszawskim kościele Sióstr Wizytek były dla niego sygnałem, że nie wszystko jeszcze stracone.
Bronisław Komorowski

Trudno poradzić sobie z falą autentycznej nienawiści. Nienawiści niemającej nawet najmniejszego potwierdzenia w faktach. (…) Gdy pięć lat temu prosiłem Tadeusza Mazowieckiego, by został moim doradcą w Kancelarii Prezydenta, powiedziałem mu: "Mam poczucie, że wygrałem te wybory za ciebie". Bo premier Mazowiecki przeżywał porażkę z Tymińskim w 1990 roku i dużo o tym myślał. "Wiesz, ze mnie to można było zrobić Żyda, masona, komunistę, zdrajcę, ale z ciebie? – powiedział mi wtedy. – Z twoim życiorysem, z twoimi poglądami, nazwiskiem i rodziną! A jednak i mnie to spotkało.

Polityk zwraca przy tym uwagę, że w Polsce mamy do czynienia z dwoma radykalizmami, które wzajemnie się sobą żywią. To radykalizm skrajnej prawicy negujący nawet sobór i nauczanie Franciszka i skrajnej lewicy, który nie dostrzega koniecznej – dla zachowania ciągłości narodu i państwa – dozy tradycjonalizmu.