Zaczęli od wytyczenia ulic, potem powstał rynek, teraz budują domy. Miasteczko w szczerym polu.
Zaczęli od wytyczenia ulic, potem powstał rynek, teraz budują domy. Miasteczko w szczerym polu. YouTube.com / AT Vision

Między Częstochową a Katowicami, z zielonej trawy, nad malowniczym zalewem, wyrasta nowe miasteczko dla 11 tys. osób. Piękne domy, uliczki i trawniki jak spod linijki i restrykcyjny regulamin zakazujący hałasowania i krzykliwych reklam. Dla niektórych raj okazuje się jednak trudny do zniesienia.

REKLAMA
– O Siewierzu Jeziornej mówimy, że jest nietuzinkowym projektem, ale tak naprawdę trudno zauważyć tę wyjątkowość, bo w gruncie rzeczy wszystko tam jest tak, jak byśmy chcieli, by było wszędzie – zachwala Robert Moritz, przedstawiciel spółki Alta, jednego z inwestorów. – Przyzwyczailiśmy się do nienormalności. W związku z czym nietuzinkowość dzielnicy polega na normalności. Przyjeżdżamy tam i mówimy: „O, tu jest inaczej” – przekonuje budowniczy.
Jak chaotycznie powstają w Polsce nowe miejskie osiedla, wszyscy wiemy. Najpierw jest rolnik i pole kapusty. Potem odcina on skrawek działki i buduje jeden dom w szczerym polu. Zanim wyrastają kolejne: szlachecki dworek na 600-metrowej działce, rezydencja w stylu góralskim, wreszcie inny właściciel sprzedaje działkę deweloperowi, a ten stawia szeregowiec. Gdy osiedle urośnie, wchodzi Biedronka i stawia swój market. Tak rodzi się chałos - typowo polskie skrzyżowanie chaosu i chały.
Typowe miasteczko, tylko na odwrót
Trójka deweloperów wymyśliła, że zrobi inaczej. Kupili 130 hektarów nad Zalewem Przeczycko-Siewierskim, ściągnęli najlepszych projektantów, a ci narysowali idealne śląskie miasteczko. Siewierz Jeziorna jest nową dzielnicą miasta Siewierz. Powstaje na granicy aglomeracji śląskiej oraz Jury Krakowsko-Częstochowskiej. Leży 20 minut jazdy samochodem od centrum Katowic oraz 12 minut od lotniska Pyrzowice.
Jest jak w amerykańskim filmie. Uliczki i trawniki pod linijkę. Domy w jednym stylu, płoty niskie, w centrum rynek i 4 piętrowe kamieniczki, kościół, szkoła, sklepy – zaprojektowane jak z katalogu. Deweloperzy podkreślają, że kameralna zabudowa nawiązuje do lokalnej, śląskiej tradycji budowlanej. W ofercie znajdują się zarówno wolnostojące domy jednorodzinne, jak i wielorodzinne wille miejskie. Najtańsze mieszkania kosztują około 111 tys. zł, a najdroższe domy ponad 600 tys. zł. Wszystko na na ponad 130 hektarach z czego na 44 trwa już budowa.
– Wyjątkowość projektu polega na tym, że jest przemyślany w najdrobniejszych szczegółach: kolory domów są ze sobą skoordynowane, ulice, chodniki, skwery, działki są ograniczone niskimi, niezbyt dużymi ogrodzeniami i każdy, kto przyjeżdża, czuje się tak, jakby właśnie tam chciał zamieszkać – przekonuje Robert Moritz. Inwestor dodaje, że uliczki miasteczka są tak zabudowane, że nie ma mowy o niebezpiecznych rajdach. Dzieci będą mogły jak kiedyś grać na ulicy w piłkę. To tylko przenośnia, bo są już wytyczone boisko i park. Zanim jeszcze wprowadzili się pierwsi mieszkańcy, pojawił się przystanek komunikacji. Autobusem można dojechać do Siewierza. W marinie zacumowały już żaglówki. W mieście obowiązują restrykcyjne regulaminy o zakazie hałasowania, instalowania krzykliwych reklam, wywieszania wypranych gaci i biustonoszy na sznurku, i wiele innych punktów walczących z typowymi patologiami naszych miast.
Wolnoć Tomku w własnym domku
– To, że całość przypomina sielskie miasteczko wywodzące się ze wspomnień z wakacji po krajach starej Europy, a jest tworem sztucznym, mi akurat przeszkadza. Jednak wcale nie zamierzam go krytykować. Wiele osób ma sentyment do tego typu zabudowy. Prawem inwestora jest ryzykować własne pieniądze i tworzyć swoją wizję – recenzuje w rozmowie z naTemat Marek Kuryłowicz, architekt i urbanista. Dodaje, że kilka podobnych projektów , wymyślonych od A do Z i zbudowanych przed wojną z prywatnego kapitału do dziś traktowane jest jako przykład wartościowej zabudowy. – Może z czasem te niby stare domy faktycznie się zestarzeją i całość świetnie się sprawdzi. Możliwe, że naszym wnukom, przyzwyczajonym do tego, że wszystko można tworzyć i odtwarzać na zawołanie, takie pseudo-historyzmy w ogóle nie będą przeszkadzać. Tak jak przeniesione żywcem kopie szwajcarskich wsi na chińskich pagórkach nie przeszkadzają zamożnym mieszkańcom Państwa Środka. 
Zdania urbanistów są jednak podzielone. Jedni chwalą rozmach inwestycji, dobre planowanie i fakt, że zabezpieczono infrastrukturę dla przyszłych mieszkańców. Krytykowany jest sens budowania nowych miasteczek, gdy obok wyludniają się większe miasta, z których mieszkańcy wyprowadzają się za pracą do aglomeracji. – Jeśli pomysłodawcom wydaje się, że stworzą raj dla mieszkańców, to tylko pogratulować pewności siebie – kpi na łamach "Gazety Wyborczej" prof. Bohdan Jałowiecki, socjolog miasta z Uniwersytetu Warszawskiego.
I faktycznie, sporo w tym racji. Kiedy pierwsze idealne domy zasiedlili lokatorzy, raj okazał się trudny do zniesienia. Lokalna gazeta donosi, że jeden z mieszkańców wyłamał się z regulaminu wywieszając własną skrzynkę na listy, inną niż zaprojektowane i zainstalowane przez budowniczych. To jeszcze mu darowano. Prawdziwy konflikt sprowokowała pierwsza antena satelitarna „ozdabiająca” elewację domu. – Bez sensu, przecież mają wszystkie kanały mają w kablówce – komentowano.
Raj trudny do zniesienia
I zaraz wyszło na jaw, że przyzwyczajeni do „wolnoć Tomku w swoim domku” Polacy nie potrafią już żyć w ładzie. – Za jakie przestępstwa ludzi mieliby być kierowani do tej kolonii karnej – grzmi jeden z internetowych komentatorów. Dodaje, że nigdy nie zgodzi się, by mieć takie same drzwi, a podjazd z tej samej kostki, co sąsiedzi. Co innego deweloper, który w wywiadzie dla Agencji Newseria przekonuje, że do 2020 roku osada będzie gotowa i zasiedlona szczęśliwymi mieszkańcami. Problem w tym, że podobne, budowane w Polsce idealne osiedla dla idealnych ludzi, słabo się sprzedawały. Przekonał się o tym jeden z polskich milionerów, który niedaleko własnego pola golfowego wybudował osiedle dla bogaczy.
logo
Idealne miejsce dla milionerów. Dla jednych do piękne rezydencje warte zapłacenia kilku milionów złotych. Inni śmieją się z cygańskich pałaców w polu materiały TS Ivory
Inwestycja TS Ivory to taki nadmorski Konstancin z rezydencjami kosztującymi po kilka milionów. Bajońskie sumy wynikały z zastosowania najdroższych materiałów wykończeniowych, projekty były wzorowane na najpiękniejszych zabytkach polskiej architektury z XVII i XIX wieku. W pobliżu jest lotnisko dla prywatnych samolotów. Od nadmorskiej plaży rezydencje dzieli zaledwie kilka kilometrów, przy dobrej pogodzie widać Bałtyk. Jest angielski park, zasiano najdroższą trawę dekoracyjną i położono równy asfalt.
Co z tego? Dla wielu to „cygańskie pałace na wygwizdowie”. Domy wystawione za 6, 9 czy kilkanaście milionów złotych przez kilka lat szukały właścicieli. Spółka nie zdradza ile z nich sprzedała. Gołym okiem widać, że na pewno nie zbudowano 49 rezydencji jak początkowo planowano.

Napisz do autora: tomasz.molga@natemat.pl