Prawo w internecie
Prawo w internecie Fot. Shutterstock/Georgejmclittle

Czy można walczyć z hejtem na drodze sądowej? Co zrobić jeżeli bez naszej zgody zostaniemy gwiazdą na YouTube? Na te i inne pytania odpowiedział prawnik Wojciech Wawrzak, autor bloga prakreacja.pl

REKLAMA
Ktoś opublikował moje zdjęcie na swojej tablicy na Facebooku. Poprosiłam go o usunięcie, ale on nie chce. Co mogę z tym zrobić?
Jedynym organem mającym władzę przymusić taką osobę do usunięcia zdjęcia jest sąd.
Problem z Facebookiem polega jednak na tym, że trudno stwierdzić, kto w takiej sprawie powinien być pozwanym. Facebook, czy użytkownik?
Formalnie, podmiotem rozpowszechniającym, a więc i naruszycielem jest Facebook. Trudno powiedzieć, czy oznaczenie użytkownika jako pozwanego byłoby w takiej sprawie właściwe. Czy użytkownikowi przysługiwałaby legitymacja procesowa bierna?
Nie bez powodu regulamin Facebooka przewiduje, że wrzucając jakąś treść, udzielamy Facebookowi licencji na jej rozpowszechnianie. Zatem to Facebook występuje jako podmiot rozpowszechniający, nie użytkownik Facebooka. Powództwa skierowane przeciwko użytkownikowi mogłoby zostać oddalone.
Dlatego taką sprawę najlepiej spróbować załatwić bezpośrednio z Facebookiem. Zgłosić naruszenie i poprosić o stosowną reakcję w postaci usunięcia zdjęcia. To może okazać się dużo prostsze niż bawienie się w sąd.
Czy rodzina Dominika, który popełnił samobójstwo i zmarłej blogerki Maddinki może zażądać ukarania hejterów, którzy szkalowali ich po śmierci?

Tutaj pojawiają się dwa wątki. Prawno-karny i cywilno-prawny. Ponieważ nie zajmuję się prawem karnym, mogę powiedzieć kilka słów jedynie o prawie cywilnym.
Kodeks cywilny daje pewne podstawy do dochodzenia stosownych roszczeń w tym zakresie. Mamy zadośćuczynienie z tytułu śmierci osoby najbliższej, mamy kult pamięci zmarłego. Można tutaj próbować swoich szans.
Niemniej jednak, na pewno nie będzie to sprawa łatwa. Wykazanie związku przyczynowego między samobójstwem, a zachowaniem hejtera może być trudne.
logo
Tak samo jest w przypadku osób, które żyją i spotykają się z hejtem?
Tutaj sprawa jest nieco inna. W przypadku osób żyjących, które z hejtem próbują walczyć, podstawowy problem to najczęściej zwrócenie uwagi odpowiednich osób, organów na swoją sytuację. Proszę sobie wyobrazić choćby nastolatkę idącą na posterunek i zgłaszającą, że ktoś ją w sieci obraża. Jak zareaguje policjant?
Problem polega często na ustaleniu danych naruszyciela. A to, bez pomocy stosownych organów, jest jeśli nie niemożliwe, to bardzo trudne. Okazuje się, że to często bariera nie do przeskoczenia.
Mój kolega kilka lat temu został oszukany przez kogoś na Facebooku na 50 zł. Postanowił zgłosić sprawę na policję, jednak ta nie wzięła jego sprawy na poważnie. Czy nadal tak jest?
Nie zajmuję się tego typu sprawami, więc nie mam praktyki, by się wypowiadać, ale wszystko zależy od rangi naruszenia. Na pewno zupełnie inaczej zostałby odebrany przekręt z wykorzystaniem konta bankowego na kilkanaście tysięcy złotych – taka sprawa nie zostałaby zamieciona pod przysłowiowy dywan.
Trzeba mieć zawsze na uwadze rangę naruszenia. Przy niewielkiej randze, należy liczyć się z tym, że ciężko może być ruszyć z miejsca.
Jestem blogerką, ktoś ukradł moje zdjęcie i wykorzystał je na swoim firmowym fanpage’u. Co wtedy?
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi na to pytanie. Obecnie przyglądam się sprawie znanego kulturysty, który na swój fanpage wrzucił zdjęcie, a ono zostało udostępnione przy pomocy przycisku przez firmę z akcesoriami do kulturystyki z tekstem reklamującym ten produkt.
Kulturysta próbuje działać polubownie, ponieważ sprawa sądowa to jedna wielka niewiadoma. Wiadomo, jak działa mechanizm przycisku „udostępnij”. Czy można sobie wyobrazić roszczenia finansowe oparte na korzystaniu z tej funkcji w ramach Facebooka? Pewnie można, ale biada sądowi, któremu przyjdzie się zmierzyć z taką sprawą. Pytań i wątpliwości jest tutaj mnóstwo.
Nie można takiej osobie po prostu wystawić rachunku?
Rachunek zawsze można wysłać, co w takich sytuacjach zawsze radzą “specjaliści” na facebookowych grupach. Pytanie, co dalej, gdy druga strona rachunku nie opłaci? Odpowiedź jest prosta – pozostaje sąd. A zgodnie z tym, co powiedziałem wcześniej – sprawa sądowa w takim stanie faktycznym wcale nie jest łatwa. Komplikacje wynikają z tego, że wszystko dzieje się na Facebooku i z wykorzystaniem mechanizmów przez portal udostępnianych.
Czy można publikować prywatne rozmowy prowadzone poprzez komunikatory?
Nie powinno się, mamy prawo do prywatności. Jeżeli korespondujemy prywatnie to domniemywa się , że nie chcemy by było to upublicznione. Niestety walka jest w tym wypadku nierówna, bo naruszyciel może rozpowszechnić taką rozmowę na cały świat w jedną sekundę, a druga strona, by to wyeliminować musi włożyć nieadekwatnie dużo więcej wysiłku w ewentualne postępowanie sądowe.
Tak samo jest w przypadku opublikowania intymnych zdjęć?
Taka sprawa jest jeszcze poważniejsza, bo na zdjęciu widnieje konkretna osoba i to jest jej wizerunek. Ochrona wizerunku jest uregulowana nie tylko w prawie cywilnym, ale również w prawie autorskim. W tym przypadku ranga naruszenia jest większa.
logo
Można podjąć walkę z internetowymi stalkerami?
Tak, stalking jest przestępstwem. By rozpocząć z nim walkę należy udać się na policję i przedstawić sytuację na tyle wiarygodnie, by w sprawie rzeczywiście zostały podjęte jakieś działania.
Mamy kawiarnię i nagle jesteśmy zasypywani negatywnymi komentarzami dotyczącymi jej usług. Na portalach oceniających tego typu miejsca pojawiają się też najniższe noty, a na fanpage’u same nieprzyjemne opinie. Jesteśmy tego świadomi, że to zorganizowana akcja. Co możemy z tym zrobić?
Mamy ustawę o zwalczaniu nieuczciwej konkurencji. Daje ona dość duże pole do działania, tylko musimy posiadać dowody i wykazać, że określone czynności wykonuje określony podmiot sam lub na zlecenie. Wtedy możemy starać się przypisać mu podejmowanie czynów nieuczciwej konkurencji w stosunku do nas.
Takich spraw nie ma wiele, ale jestem przekonany, że z biegiem czasu zaczną się pojawiać. Internet to dzisiaj miejsce do robienia biznesu, a możliwości zagrywek nie fair, szkodzących konkurentowi, są ogromne. Będzie to musiało mieć w przyszłości przełożenie na postępowania sądowe.
Obecnie coraz popularniejsze stają się aplikacje, które służą do prowadzenia livestreamów. Czy możemy używać ich również podczas dużych wydarzeń, jak koncerty czy mecze?
Z jednej strony mamy ogólnie pojęte prawo do informacji i wolność relacjonowania, a z drugiej regulamin imprezy masowej albo wręcz prawo autorskie, chroniące artystyczne wykonanie mające miejsce podczas koncertu.
Nie ma jednoznacznej odpowiedzi. W pierwszej kolejności trzeba zawsze sięgnąć do regulaminu imprezy masowej. Jeśli już tam zapisany jest zakaz utrwalania, to rozpowszechnianie transmisji będzie bezprawne.
Znajdujemy filmik w sieci na YouTube, w którym wzięliśmy udział bez naszej wiedzy. Czy możemy prosić o jego usunięcie?
Jeżeli jesteśmy osobą jedynie przechodzącą, której operator wcale nie chciał celowo zamieścić w filmie to nie. Tutaj możemy powiedzieć, że przechodzień stanowi jedynie tło, element większej całości.
Prawo do żądania usunięcia ma osoba, której wizerunek został wykorzystany jako istotny element filmu. W takiej sytuacji, należy posiadać uprzednią zgodę na rozpowszechnianie wizerunku.
Czy możemy wykorzystywać zdjęcia opublikowane na publicznym profilu na Instagramie?
Instagram daje możliwość osadzania zdjęć z nazwą profilu, na którym znajduje się dana fotografia na stronach internetowych. To bezpieczne rozwiązanie. Korzystając z osadzania, jesteśmy w stanie korzystać ze zdjęć z Instagrama. Ale tylko w Internecie, bo z wiadomych względów, osadzenie nie jest możliwe w gazecie, czy telewizji.
Zawsze należy mieć jednak na uwadze cel rozpowszechniania zdjęcia. Jeśli nie jest to cel komercyjny, jesteśmy w miarę bezpieczni. Gorzej, gdy pojawia się wątek komercyjny. Tutaj należałoby uzyskać zgodę na takie działanie. Cel komercyjny to już bowiem zupełnie inna bajka.
Jeden przykład na koniec, nie z Instagrama, ale z Twittera. Jeden z filmowych krytyków zrecenzował pewną ścieżkę filmową na Twitterze. Za kilka dni ten tweet znalazł się w gazecie w formie reklamy tejże ścieżki. Niby to, co napiszemy na Twitterze ma charakter publiczny, ale nie oznacza to, że można zrobić z tym dalej wszystko. W tym przypadku, komercyjne wykorzystanie tweeta było już przekroczeniem dozwolonej granicy.

Napisz do autorki: patrycja.marszalek@natemat.pl


Władcy sieci od teraz także na Facebooku! Polub nas!