
Prezydent Duda przemawiał przez nie do zgromadzonych w trakcie Święta Wojska Polskiego. Dwa mikrofony nie zostały jednak długo na swoim miejscu – spodobały się złodziejowi.
REKLAMA
Pompatyczna defilada i przemówienie z patosem nie powstrzymują złodziei. Tłumy warszawiaków na Placu Piłsudskiego, a wśród nich łasy na ... prezydenckie mikrofony chłopak w kolorowym t-shircie i krótkich spodenkach.
Scena jak z "CSI" wprawiła w konsternację świadka, który wyżalił się dziennikarzom "Gazety Wyborczej". Nie do pomyślenia przecież, że w tak ważnym wydarzeniu dla Polski, można po prostu ukraść równie istotne mikrofony.
Z relacji mężczyzny, obserwującego zajście, wynika, że nie ma już żadnej świętości, na którą jeszcze nie reaguje policja. Najwięcej żalu ma właśnie do funkcjonariuszy, którzy powinni pilnować tak drogocennych przedmiotów. Ci jednak na zgłoszenie o popełnieniu przestępstwa zareagowali niemal ziewnięciem.
A złodziej dość szybko zniknął z miejsca "zbrodni" – najzwyczajniej wyrwał sprzęt i to jeszcze z uchwytem, drugi mikrofon z wyłamanym statywem wsadził bez pardonu do kieszeni i tak zniknął w tłumie.
Świadek zdarzenia jest jedynym, który zwrócił uwagę na zajście, pozostałych najwyraźniej bardziej interesował oddalający się nowy prezydent i jego kolejne, wielkie przemówienie, a najbardziej nieobecność małżonki.
Źródło: warszawa.wyborcza.pl
