Oszczędzasz na mieszkanie do "skarpety"? Fiskus może zabrać ci 75 proc. pieniędzy, jeśli uzna to za "ukryte dochody"

Oszczędzasz na mieszkanie do skarpety? Fiskus może zabrać ci 75 proc. pieniędzy. Przecież to ukryte dochody
Oszczędzasz na mieszkanie do skarpety? Fiskus może zabrać ci 75 proc. pieniędzy. Przecież to ukryte dochody Fot. Przemek Wierzchowski / Agencja Gazeta
Oszczędności? Nie, to ukryte dochody. Mimo, że nie ma obowiązku trzymania pieniędzy w banku, odkładanie pieniędzy poza systemem może sprowadzić na nas niemałe kłopoty. Lepiej się zastanów, zanim kupisz mieszkanie za pieniądze ze skarpety.


Mariusza Makowski jest doradcą podatkowym. Jakiś czas temu zgłosił się do niego klient, który przez wiele lat pracował w Stanach Zjednoczonych. Przesyłał do domu pieniądze, za które po piętnastu latach emigracji kupił mieszkanie. Organ podatkowy zwrócił się do niego z zapytaniem, skąd miał środki.


– Klient w dużej mierze pracował na czarno w Stanach. Udało mu się wybrnąć,a urząd umorzył postępowanie, ponieważ nie był w stanie udowodnić, że były to nieujawnione dochody – wspomina Mariusz Makowski, który uchronił swojego klienta od utraty lwiej części ciężko zarobionych pieniędzy. Ale nie wszyscy mają tyle szczęścia.

Czy byłby w stanie odłożyć?
"Rzeczpospolita" opisała historię mężczyzny, któremu organy podatkowe ustaliły 300 tys. zł dochodu z nieujawnionych źródeł. Inwestował w nieruchomości, przekazywał dzieciom darowizny w wysokości 440 tys. zł. Nic dziwnego, że zainteresował się nim fiskus, bo jego udokumentowane dochody wynosiły tylko 140 tys.


Mężczyzna bronił się, że 150 tys. zł pochodziło z oszczędności, których nie trzymał w banku. Wojewódzki Sąd Administracyjny nie uwierzył jednak, że podatnik mógł odłożyć tak dużą kwotę. Przeanalizował jego deklarowane zarobki i okazało się, że były bardzo niskie. – Wystarczały jedynie na skromne przeżycie – pisze "Rzeczpospolita". Wygląda zatem na to, że tym razem podatnik przekombinował.
Łukasz Piechowiak, główny ekonomista Bankier.pl zauważa, że w Polsce mamy setki tysięcy obywateli, którzy do perfekcji opanowali umiejętność unikania opodatkowania. Zauważa, że blisko pół miliona ludzi pracuje w Polsce na czarno. Prawdopodobnie co najmniej drugie tyle legalnie pracujących dorabia na czarno.

Z całą pewnością, gdyby podatki i składki były odrobinę niższe to liczba oszukujących fiskusa byłaby mniejsza. Jednak na pewno nie spadłaby do zera więc o takich sprawach jak ta słyszeć będziemy zawsze. Fiskus w tym wypadku musi być bezwzględny, bo inaczej w Polsce będzie Grecja - nikt nie będzie płacić podatków. To na co je przeznaczamy i czy są one wysokie czy niskie to już zupełnie inny temat.

Zainteresowanie Urzędu Skarbowego tą sprawą nie dziwi Mariusza Makowskiego. Gdy ktoś dokonuje zakupu nieruchomości, a zeznania podatkowe nie potwierdzają, że ktoś mógł tak dużo zaoszczędzić, sami się o to prosimy. – Wtedy pojawia się problem nieujawnionych dochodów. Dla podatników jest to dość stresujące i skomplikowane postępowanie. Muszą się tłumaczyć, skąd mieli pieniądze i czy rzeczywiście było ich stać, aby dokonać inwestycji ze swoich legalnych oszczędności – mówi prawnik.

Ale nie dajmy się zwariować. Czy zatem dla własnego bezpieczeństwa powinniśmy lokować wszystko na kontach? – Przyjęcie założenia, że pieniądze które nie są składane w bankach są pieniędzmi pochodzącymi z nieujawnionych źródeł jest przyjęciem domniemania szkodliwego dla obywateli – mówi Andrzej Sadowski prezydent Centrum im. Adama Smitha. Zdaniem ekonomisty oznaczałoby to, że mamy przymus trzymania pieniędzy w bankach i dokonywania transakcji wyłącznie za pośrednictwem systemu bankowego. To zaś byłoby ograniczeniem praw obywatelskich.

Argument: "doświadczenie życiowe"
Zbieranie pieniędzy w skarpecie bywa kwestionowane. Zasadą jest, że oświadczenie majątkowe powinno być traktowane jako dowód. Chyba że organ podatkowy jest w stanie udowodnić, że jest nieprawdziwe. – Częstym argumentem organów podatkowych jest niewiele mówiące "doświadczenie życiowe". Mówi ono na przykład, że ktoś nie trzymałby 300 tys. zł w domu tylko korzystał z banków lub innych form oszczędzania, które można uwiarygodnić. To często bywa dowodem dla fiskusa, że ktoś nie mógł mieć takich pieniędzy w domu – mówi doradca podatkowy.

Mariusz Makowski wierzy swoim klientom na słowo, bo jak mówi, jest prywatną sprawą klienta skąd ma pieniądze. – Jeśli słyszę, że ma pieniądze z oszczędności, przyjmuję, że tak jest – zaznacza. I podkreśla, że to organ podatkowy powinien udowodnić, jeśli twierdzi, że jest inaczej. Makowski wspomina sprawy, kiedy podatnik twierdził, że trzyma duże pieniądze w domu. Organ podatkowy stwierdził jednak, że prowadził kilka rachunków oszczędnościowych i nielogiczne by było (z punktu widzenia fiskusa) że trzyma takie pieniądze w domu, gdy jednocześnie aktywnie korzysta z rachunków bankowych – mówi Makowski.

Doradca podatkowy przyznaje, że takie tłumaczenie się podatnika byłoby nielogiczne. Ale zauważa, że są osoby nieposiadające rachunku bankowego, których "doświadczenie życiowe" nakazuje nieufność wobec banków więc trzymają pieniądze w skarpecie. – Nie można przyjąć, że podatnik z góry mówi nieprawdę – wyjaśnia Mariusz Makowski.

Mamy prawo do gotówki
Wyobraźmy sobie, że odkładamy pieniądze do "skarpety". Bo nie lubimy banków, boimy się kryzysów finansowych albo wierzymy tylko w te pieniądze, które mamy w rękach. Po kilku, kilkunastu latach decydujemy się na zakup mieszkania. I tu zaczynają się schody, bo na naszym koncie bankowym nie ma regularnych wpłat, nie ma rachunku oszczędnościowego. A może nawet jest rachunek, ale prowadzony równolegle do "rachunku w skarpecie". Okazuje się, że taka dywersyfikacja może oznaczać tylko problemy. Bo w rozumieniu fiskusa, jeśli odkładaliśmy jakiś grosz na rachunku, maleje prawdopodobieństwo, że legalnie zbieraliśmy też "do skarpety". Proste?

– Póki funkcjonuje gotówka, a nie tylko pieniądz elektroniczny, możemy zrobić z tym pieniądzem co nam się żywnie podoba – mówi Sadowski. Ktoś powie, że fiskus musi się w jakiś sposób bronić przed nieuczciwym ludźmi, co w zasadzie powinno działać na korzyść wszystkich obywateli. Sadowski odpowiada jednak, że przepis powstał do kontroli obywateli, a nieuczciwymi ludźmi powinny się zajmować organy wymiaru sprawiedliwości. Aparat skarbowy zaś jest od ściągania podatków, a nie oceniania, czy ludzie postępują uczciwie, czy nie.

Mamy prawo do gotówki i do tego, aby robić z nią co tylko chcemy. Płacić za mieszkania, kupować różne inne dobra - póki nam się nie udowodni przed sądem, że pochodziły z nieopodatkowanego źródła przed sądem. To przed sądem aparat skarbowy powinien nam udowadniać że są nielegalne, a nie my, że jest odwrotnie.

Jeśli jednak udowodni się nam, że nie mogliśmy legalnie odłożyć takich pieniędzy, czeka nas sankcyjna, 75 procentowa stawka podatku. – Niektórzy uważają ją wręcz za konfiskatę majątku. Ryzyko jest spore, dlatego też postępowania są dość długo trwałe i stresujące dla podatników – mówi Mariusz Makowski.

Napisz do autora: krzysztof.majak@natemat.pl

Znajdź nas na Znajdź nas na instagramie

Oceń ten artykuł:

Trwa ładowanie komentarzy...
0 0Ostatni przystanek twojego pupila: witamy w krematorium dla zwierząt
0 0Radziecki sprzęt i brak śpiworów. Żołnierz opisuje, co zobaczył w wojsku: "Nie wiedziałem, że jest aż tak źle"
0 0Od dziś zupełnie nowe naTemat.pl 4.0. To największa zmiana w historii serwisu
0 0Hejterzy śmieją się z jego roli w filmie Tarantino. Jednak to Rafał Zawierucha "wygrał życie"
0 0"Jak po pobiciach". Chirurg z Warszawy opisał, jak "składał" twarz 19-latka – ostrzega przed hulajnogami